Wiele czasu w młodości poświęcałem na czytaniu książek. Rozczytywałem się w książkach podróżniczych. Przeczytałem wszystko co było dostępne na temat podróży Livingstona, Stanleya, Rogozińskiego, Domeyki, Strzeleckiego, Arctowskiego, Dobrowolskiego, Dybowskiego  i wielu innych. Lubiłem czytać literaturę science fiction. Wtedy też po raz pierwszy przeczytałem coś co wywarło na mnie ogromne wrażenie. Otóż słowa filozofa greckiego z przełomu V i VI wieku p.n.e. które dały mi wiele w całym moim życiu do przemyślenia otóż : – „Utrzymywanie, że tylko Ziemia jest piastunką życia, jest równie bezsensowne jak twierdzenie, że na dużym obsianym polu mógł wyróść jeden jedyny kłos pszenicy” – Metodor z Chios. W szczególności przeczytałem jako młody chłopiec kosmiczną trylogię Krzysztofa Borunia i Andrzeja Trepki, która ukazała się w latach 1953-1959. „Zagubiona przyszłość”, „Proxmia”„Kosmiczni bracia”. Najważniejsze, że mieszkając w płw. lat 80-tych ubiegłego wieku w Los Angeles byłe świadkiem, wraz z wieloma osobami, przelotu Niezidentyfikowanych Obiektów Latających co zostało kilka godzin później potwierdzone przez media. Cóż, trzeba przyznać, ze wielu naukowców poszukujących życia na innych planetach i w systemach planetarnych potwierdza, że życie istnieje wszędzie w kosmosie i wcale nie musi być podobne do naszego.. Może być nawet starsze o miliony lat o naszego i na o wiele wyższym poziomie technologicznym. Nadto wielu też twierdzi, że życie przybyło na Ziemię z Kosmosu. Dlatego moim zdaniem wszystko jest możliwe. Możliwym według różnych teorii jest również to, że mogą nas odwiedzać mieszkańcy tzw. światów równoległych. Jeżeli chodzi o Polskę to zainteresowało mnie wiele lat temu tak zwane „zdarzenie w Emilcinie” bezpośrednio związane z osobą Jana Wolskiego, rolnika z wykształceniem podstawowym. Według jego relacji, wracając do domu wozem konnym przez las 10 maja 1978 roku, ujrzał na drodze dwie dziwne postacie. Istoty były niewysokie ok. 1,4–1,45 m wzrostu, miały oliwkowozielone twarze, skośne oczy i wystające kości policzkowe. Ich ciała pokrywał czarny kombinezon, odsłaniający tylko twarze i dłonie. Na karku mieli swego rodzaju wybrzuszenia przypominające garby, zaś ich palce połączone były błoną pławną. Dzięki Zbigniewowi Blani-Bolnar, łódzkiemu ufologowi, historia ta już kilka miesięcy później zyskała ogólnopolską a nawet światową sławę. Ale sławę zyskał też Emilcin jako miejsce kontaktu z obcymi istotami. Zbigniewowi Blania-Bolnar, gdy tylko otrzymał informację o zdarzeniu od Witolda Wawrzonka, lubelskiego pasjonata UFO, błyskawicznie przybył na miejsce i zorganizował ekipę badawczą, która miała wyjaśnić, co też zaszło na emilcińskiej polanie. Jak przekonywał później w licznych artykułach i książkach, Jan Wolski nie kłamał i uważał, że to zdarzenie było autentyczne. Zdaniem Zbigniewa Blani-Bolnar, nasz kraj odwiedziły obce istoty z kosmosu. Pamiętam, że ciekawiły mnie bardzo dobre artykuły Zbigniewa Blani-Bodnar, chociaż wcześniej już interesowałem się wszystkimi wiadomościami na temat Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Wiele z tych historii było tzw. kaczkami dziennikarskimi, ale jakiś procent z tych spraw był bardzo tajemniczy i dawał dużo do przemyśleń. Jednak w całej tej sprawie do dzisiaj nie milknie tajemnica słynnego światowego incydentu w Roswell w USA w 1947 roku, który zwrócił ogromną uwagę na Niezidentyfikowane Obiekty Latające (UFO) na całym świecie. W USA w kilka lat po tym zdarzeniu powstała Aerial Phenomena Research Organization – tj. Organizacja Badawcza Zjawisk Lotniczych (APRO). Powstała, gdyż wielu naukowców przypuszczało, że władze rządu USA ukrywają prawdę o fenomenie UFO.  APRO była grupą badawczą, nie rządową lecz społeczną, pochylającą się nad pojawiającym się zagadnieniem i wieloma pytaniami na temat UFO także w związku z coraz liczniejszymi sygnałami od społeczeństwa o obserwacjach tych tajemniczych obiektów. APRO zostało założone w styczniu 1952 roku przez Jima i Coral Lorenzenów z Sturgeon Bay w stanie Wisconsin. Grupa miała swoją siedzibę w Tucson w Arizonie po 1960 roku. APRO miała wiele oddziałów stanowych a nawet reprezentantów w wielu krajach. APRO była pierwszą tego typu organizacją na świecie, która zawsze utrzymywała przedstawicieli w większości krajów świata z siedzibą główną w Tucson i była informowana o aktywności UFO na całym świecie. Około 10 procent jej członków znajdowało się poza Stanami Zjednoczonymi. Działała do końca 1988 roku. APRO kładło nacisk na badania naukowe w terenie i posiadało dużą kadrę doktorów konsultingowych oraz naukowców. Godnym uwagi przykładem jest dr James E. McDonald z University of Arizona, znany fizyk atmosferyczny i być może wiodący naukowy badacz UFO swoich czasów. Innym był dr James Harder z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, profesor inżynierii lądowej i wodnej, który pełnił funkcję dyrektora ds. badań w latach 1969-1982. McDonald i Harder byli jednymi z sześciu naukowców, którzy zeznawali na temat UFO przed Komisją ds. Nauki i Astronautyki Izby Reprezentantów USA 29 lipca 1968 roku, kiedy to sponsorowali jednodniowe sympozjum na ten temat. Astronom J. Allen Hynek wymienił APRO i NICAP jako dwie najlepsze cywilne grupy UFO swoich czasów, składające się głównie z poważnych trzeźwo myślących ludzi, zdolnych wnieść cenny wkład w ten temat. W 1969 roku spora część członków APRO wybrała utworzenie nowej grupy o nazwie Mutual UFO Network (MUFON), aktywne do dziś. Członkowie APRO przez okres swojej działalności opisali tysiące relacji obserwacji UFO z których wiele zostało opublikowanych w specjalnym biuletynie APRO. Kilka numerów tego czasopisma kiedyś w latach 80-tych po powrocie do kraju przywiozłem do Polski i ofiarowałem dla Fundacji Nautilius prowadzonej przez znanego polskiego dziennikarza Roberta Bernatowicza. Fundacja Nautilus jest wiodącą i w zasadzie jedyną od wielu już lat organizacją zajmującą się problematyką UFO w Polsce. Wracając do APRO to należy podkreślić, że to właśnie członkowie tej organizacji jako pierwsi znaleźli się na miejscu zdarzenia w słynnej sprawie „Incydentu Travisa Waltona z UFO”,  który był uprowadzony przez kosmitów. Był to amerykański robotnik leśny, który w dniu 5 listopada 1975 roku pracował w lasach Apache-Sitgreaves w pobliżu Snowflake w Arizonie. Walton zaginął na pięć dni i sześć godzin. Po dniach poszukiwań za pomocą psów gończych i helikopterów, Walton pojawił się ponownie na poboczu drogi w pobliżu Heber w Arizonie. Sprawa Waltona zyskała rozgłos w głównym nurcie i pozostaje jedną z najbardziej znanych historii o porwaniach przez kosmitów, podczas gdy naukowi sceptycy uważają ją za mistyfikacje. W 1978 Walton napisał książkę o swoim uprowadzeniu, zatytułowaną The Walton Experience, która została zaadaptowana do filmu Fire in the Sky – Ogień na niebie z 1993 roku. (fragment filmu https://www.youtube.com/watch?v=SBd7551ylaw ). W dniach następujących po opowieści Waltona o UFO, The National Enquirer przyznał Waltonowi i jego współpracownikom nagrodę w wysokości 5000 USD za „najlepszy przypadek UFO roku” po tym, jak przeszli testy wariograficzne przeprowadzone przez Enquirer i Aerial Phenomena Research Organization ( APRO). UFOlog Jim Ledwith powiedział: „Przez pięć dni władze myślały, że został zamordowany przez swoich współpracowników, a potem wrócił. Wszyscy współpracownicy, którzy tam byli, którzy widzieli statek kosmiczny, wszyscy wykonali testy wariograficzne i wszyscy zdali, z wyjątkiem jednego, którego test nie był niejednoznaczny. Przyznam szczerze, że film Niebo w ogniu wywarł na mnie ogromne wrażenie. Po APRO na terenie USA powstało też wiele innych organizacji, które obecnie nie działają. Na terenie różnych państw świata istniały lub też dalej działają również różne organizacje prywatne m.in. : Estonia – AKRAK, Szwecja – Archives for the Unexplained (AFU), Rosja – Kosmopoisk, Wielka Brytania – Brytyjskie Stowarzyszenie Badań UFO (BUFORA). Lecz głównie sprawy badań nad Niezidentyfikowanymi Obiektami Latającymi są w gestii rządów. Są to w większości utajnione obserwacje i badania. Ostatnio coraz więcej spraw i obserwacji jest jednak ujawnianych, które do niedawna były tajne. Sprawą tą zajmują się bardzo utytułowani i poważni naukowcy. Najważniejsze, że nie jest to już temat do kpin i wyśmiewania, natomiast  ci którzy się z tego jeszcze śmieją nie potrafią podać żadnych innych argumentów oprócz słów krytyki i śmiechu ponieważ to jest dla nich najłatwiejsza argumentacja.

Jestem dumny, że byłem członkiem APRO i należałem do zespołu tej organizacji.

 

Zródła: 

  1. A. Kotowiecki – Pomnik UFO w Emilcinie, http://pressmania.pl/pomnik-ufo-w-emilcinie/
  2. A. Kotowiecki – Nowa garść wspomnień Andrzeja Kotowieckiego: Od Meteor Crater w USA przez Kanadę do Polski – Meteoryty, http://pressmania.pl/nowa-garsc-wspomnien-andrzeja-kotowieckiego-od-meteor-crater-w-usa-przez-kanade-do-polski-meteoryty/
  3. Encyclopedia Science, Aerial Phenomena Research Organization (APRO), https://www.encyclopedia.com/science/encyclopedias-almanacs-transcripts-and-maps/aerial-phenomena-research-organization-apro
  4. Wikipedia.