Postanowiłem dalej kontynuować moje wspomnienia, dzieląc je na pewne nie tylko etapy mojego życia (emigrację czytaj więcej), ale nawet zainteresowania czy też pasje życiowe. Oczywiście będę tym razem pisać o pasji meteorytowej. Otóż 1986 roku w lipcu przebywając w USA odwiedziłem Meteor Crater w Arizonie, (Canyon Biablo), wtedy jeszcze można było chodzić po okolicy i samemu szukać okazów, znalazłem wtedy osobiście 2 sztuki, kilka innych zakupiłem w sklepiku przy Muzeum i kilka dalszych od Indian Navajo i Hopi na terenie rezerwatu przy przydrożnym kramiku. Od tego momentu zacząłem się interesować meteorytami bardzo serio i poważnie, tak że, meteoryty a później tektyty , którymi się zafascynowałem z uwagi na ich tajemnicze pochodzenie, stały się moim hobby. Tak też do moich zainteresowań jak: historia, archeologia, geologia, paleontologia, religioznawstwo, kolekcjonerstwo, podróże doszły również meteoryty.
Końcem 2000 roku po raz pierwszy postanowiłem zająć się problemem „Prawa własności do znalezionych meteorytów w Polsce i na świecie” . Będąc członkiem The Meteoritical Society, na przełomie 2000/2001 roku rozesłałem do różnych członków tego stowarzyszenia rozsianych po całym Świecie, pytanie do kogo w ich krajach należy prawo do znalezionego meteorytu.
Po pewnym czasie od jednego z respondentów z Nowej Zelandii otrzymałem informację, że podobne zapytanie otrzymał on od jednego z adwokatów z Vancouver i czy przypadkiem nie pracujemy razem nad tym zagadnieniem. Na moją prośbę przysłał mi adres e-mail do tego adwokata. Tak też zaczęła się znajomość z Douglasem G. Schmittem adwokatem z Vancouver. Oczywiście wymieniliśmy pomiędzy sobą wszystkie dotychczas zebrane materiały. Doug wygłosił referat na spotkaniu członków The Meteoritical Society, które odbyło się we wrześniu 2001 roku w Watykanie a później zostało opublikowane w Meteoritics & Planetary Science w 2002 roku – „ The law of ownership and control of meteorites” (czytaj więcej),
Natomiast ja opublikowałem swoją pracę w Kwartalniku „Meteoryt” – wydawanym przez Olsztyńskie Planetarium i Obserwatorium Astronomiczne a także wygłosiłem referat w Guciowie na słynnym założycielskim spotkaniu Polskiego Towarzystwa Meteorytowego w dniu 20 Kwietnia 2002 roku a także na II Seminarium Meteorytowym w Olsztyn, które odbyło się 24-26 Kwietnia 2003 roku. Aktualna wersja (2020 rok) znajduje się na stronach Polskiego Towarzystwa Meteorytowego (czytaj więcej).
Z Dougiem przez te lata utrzymywałem korespondencję poprzez Internet do czasu , aż na początku 2009 roku nadarzyła się okazja, gdyż postanowiłem odwiedzić Kanadę, zresztą jest to moja tzw. druga Ojczyzna z której wyjechałem w 1996 roku po prawie dziesięcioletnim pobycie na emigracji.
W dniu 4 kwietnia 2009 roku w West Vancouver doszło wreszcie do naszego spotkania. Miałem możność poznać również jego żonę Nonę i syna Toby`ego.
Było wiele wspomnień, dyskusji i oczywiście Doug zademonstrował mi swoją kolekcję, oczywiście zakupioną w całości od Roberta Haaga, znanego amerykańskiego łowcy, kolekcjonera i handlarza meteorytów. Trzeba przyznać, Doug posiada kilka pięknych dużych okazów. Można o tej wizycie również przeczytać w Kwartalniku Meteoryt nr 1 z 2011 roku. Zresztą zachęcam do czytania wszystkich numerów, gdyż są one dostępne w PDF na stronach internetowych. (http://www.meteoryt.info/).
Odwiedzając Kanad, niejednokrotnie wraz z moim przyjacielem Andrzejem Mączyńskim (Andrew Maczynski) oraz jego żoną Barbarą, penetrowaliśmy Góry Skaliste i różne tereny British Columbii w poszukiwaniu meteorytów a przy okazji też złota. Znaliśmy się wiele lat, jeszcze od emigracji, która dla nas wspólnie zaczęła się jeszcze w Grecji końcem lat 80-tych ubiegłego wieku i tam też nasza przyjaźń. Ich córeczka Joasia tak jak moja Patricia Athina urodziły się w Atenach w Grecji. Emigrowali oni również do Kanady wraz z jeszcze dwójką dzieci tj. Beatką oraz Dariuszem.
W historii B.C. zostało znalezionych tylko kilka meteorytów. Problemem w Prowincji British Columbia są warunki geologiczne. Jest to też problem każdego terenu wulkanicznego gdyż skały i kamienie zawierają dużą ilość metali. Po prostu detektor ciągle dzwoni !!!. Tak więc poszukiwania są naprawdę utrudnione i czasem wręcz denerwująco śmieszne. Trzeba też było uważać na dzikie zwierzęta w szczególności niedźwiedzie.
Aby nie mieć problemów z władzami, w szczególności policją, strażą leśną i przyrodniczą wykupiliśmy za $41,90 (opłata roczna), specjalne zezwolenia i certyfikaty Free Miner – czyli „wolnego górnika poszukiwacza”. Taki certyfikat upoważnia m.in. do poszukiwań złota i różnych minerałów. No cóż ani detektor ani zezwolenie niestety na niewiele się przydały. Chociaż po kilkutygodniowych poszukiwaniach udało nam się znaleźć tylko 3 podejrzane sztuki, których próbki wysłaliśmy do badań do jedynego federalnego laboratorium w Toronto. Niestety ślad po nich zaginął.
Miałem jednak w swoim życiu kilka prawdopodobnych lub możliwych spotkań z meteorytami.
Po raz pierwszy było to w lecie 1973 roku, kiedy będąc wraz z kolegami na wycieczce w górach, spaliśmy w namiocie pod szczytem Leskowca (922m.n.p.m) k/Wadowic , obecnie Groń Jana Pawła II. Które to zdarzenie i inne opisałem już w felietonie „Od Wadowickich ciekawostek geologicznych i paleontologicznych do meteorytów” (czytaj więcej).
Jednak wracając do poszukiwań w Kanadzie to biorąc pod uwagę te bardzo utrudnione warunki poszukiwań meteorytów w B.C., poszukiwałem ich także na targach minerałów, pchlich targach oraz targach staroci. Dlaczego, otóż przypomniałem sobie również pewne zdarzenie z okresu młodości.
Było to w połowie lat 70-tych ubiegłego wieku. Wędrując w okolicach Lanckorony, trafiłem do będącej na uboczu wioski Jastrzębia. Zaczęło padać i zbliżała się burza, dlatego schroniłem się w dawnych zabudowaniach dworskich, gdzie był zakład kowalski. Zabudowania dworskie były naprzeciwko dworu zamienionego później na szkołę. W trakcie burzy pracujący tam kowal opowiadał różne ciekawe historie. Był gadułą, ale naprawdę opowiadał w bardzo ciekawy sposób i z humorem. Opowiadał historie które rozegrały się w tej wiosce. Jedną z nich była historia, którą poznał od poprzednika. Otóż wiele lat wcześniej, ktoś znalazł na polu w czasie orki żelazny kamień i przyniósł go do kuźni. Podobno była to bardzo twarda bryła żelaza z którą nie mógł sobie poradzić poprzednik obecnego kowala. Niemniej jednak po wielu godzinach obróbki udało mu się wykuć z tej bryły kilka podków. Wtedy gdy słuchałem tego opowiadania nie przywiązywałem większej wagi, pomyślałem, no cóż pewnie znalazł kawał rudy żelaza. Lecz po latach uzmysłowiłem sobie, że kowal mógł opowiadać o przekuwaniu meteorytu żelaznego na podkowy!!!! Po wielu latach odwiedziłem tę miejscowość, ale niestety zabudowań dworskich nie ma, i nikt już nie pamiętał kowala a tym bardziej o tej ciekawej historii. W różnych krajach świata jak również w Ameryce Północnej wśród tamtejszych Ludów tj. w tym wypadku Indian (czyli ludów First Nation) oraz Inuitów (Eskimosów) na północy (w szczególności na Grenlandii), był też zwyczaj przerabiania i obróbki znalezionych kawałków meteorytów żelaznych. Dlatego też zwracałem na to uwagę odwiedzając targi staroci.
Z perspektywy czasu wydaje mi się, że takich doświadczeń jak moje, miało wiele osób na Świecie i na pewno w Polsce m.in. członków PTM-tu. Dlatego moim zdaniem, należy o nich opowiadać i pisać, aby inni mogli je właściwie ocenić i właściwie natychmiast zareagować. Opierając się na doświadczeniach innych można stać się niepowtarzalnym znalazcą lub odkrywcą.
Należy podkreślić, że zainteresowanie meteorytami w Polsce bardzo wzrosło na przełomie wieku dzięki niestrudzonej pracy popularyzatorskiej prowadzonej przez Andrzeja S. Pilskiego – astronoma z Fromborka, którego śmiało można nazwać „Ojcem współczesnego polskiego ruchu meteorytowego”. Duże też znaczenie miało odnalezienie dwóch nowych polskich meteorytów – Baszkówki (1994) oraz Zakłodzia (1998). Więcej na ten temat można przeczytać na stronach Polskiego Towarzystwa Meteorytowego w opracowaniach sekretarza PTM-tu I i II kadencji kol. Jarosława Bandurowskiego (http://www.ptmet.org.pl/old/tow-historia.htm), które częściowo zacytuję:
„Miłośnicy meteorytów spotykali się najpierw na Seminariach Meteorowo – Meteorytowych organizowanych przez Janusza Kosińskiego, czyli imprezach o charakterze popularno – naukowym, połączonych z wykładami i referatami. Pierwszy dzień zazwyczaj poświęcony był meteorom, a drugi w całości meteorytom. Ich kontynuacją są Seminaria Meteorytowe w Olsztyńskim Planetarium. Miejscem spotkań były też giełdy minerałów. Natomiast od 1998 r. odbywają się tzw. Pikniki Meteorytowe – dwa pierwsze zorganizował Grzegorz Pacer w miejscowości Rudnik Wielki koło Częstochowy (w sumie cztery), a dwa następne Stanisław Jachymek w Guciowie koło Zamościa. Do organizacji pikników włączył się w późniejszych latach również Marcin Cimała z Dzięgielowa (niedaleko Cieszyna). Równocześnie w kilku instytutach badawczych prowadzono badania meteorytów (m.in. Instytut Chemii i Techniki Jądrowej w Warszawie, Państwowy Instytut Geologiczny we Wrocławiu, Państwowy Instytut Geologiczny w Warszawie) i uczelniach wyższych (m.in. Wydział Fizyki Politechniki Warszawskiej, Wydział Nauk o Ziemi Uniwersytetu Śląskiego w Sosnowcu, Zakład Mineralogii, Petrografii i Geochemii AGH w Krakowie, Wydział Fizyki UMCS w Lublinie, Wydział Górniczy, Zakład Geologii i Wód Mineralnych Politechniki Wrocławskiej, Wydział Fizyki Politechniki Łódzkiej), dzięki czemu powstało wiele prac naukowych na ten temat (…….)”.
Dodam jeszcze, że miłośnicy meteorytów spotykają się też nadal na giełdach minerałów w Polsce, na giełdach meteorytów za granicą oraz na wyprawach poszukiwawczych w miejsca spadków meteorytów. Duży udział w tych spotkaniach ma kol. Kazimierz Mazurek, który odwiedza giełdy i prowadzi wraz z żoną Anią, pogadanki i wykłady dla odwiedzających ich stoisko. Nadmienię iż po powrocie do Polski nawiązałem kontakt z Andrzejem Pilskim i od niego dostałem namiary na Kazia Mazurka, który pierwszy pokazał mi piękne okazy meteorytów z całego świata, czym jeszcze bardziej zachęcił mnie do tego hobby.
W kwietniu 2002 r. doszło do formalnego powołania do życia Polskiego Towarzystwa Meteorytowego. Jestem szczęśliwy, że brałem czynny udział w opracowaniu statutu i przygotowaniu podłoża do prawnego powstania Towarzystwa, które w założeniu początkowym miało być Klubem Meteorytowym, ale udało mi się przekonać wszystkich zebranych, aby powstało Polskie Towarzystwo Meteorytowe. Po dokonaniu przeze mnie odpowiednich zmian w statucie, przygotowanym przez kol. Jarosława Bandurowskiego dla Klubu Meteorytowego. Ostatecznie poprawiony statut został przegłosowany na statut Polskiego Towarzystwa Meteorytowego. Członkami-założycielami Polskiego Towarzystwa Meteorytowego zostali: Prof. dr hab. Łukasz Karwowski (UŚ), Prof. dr hab. Andrzej Manecki (AGH), dr Jadwiga Biała, dr Jacek Siemiątkowski, Jarosław Bandurowski, Szymon Kozłowski, Marcin Cimała, Andrzej Kotowiecki, Michał Gregorczyk, Anna Ludwig, Ewa Janaszak, Grzegorz Pacer, Kazimierz Mazurek, Elżbieta Pacer, Sławomir Derecki, Michał Kosmulski, Jacek Drążkowski, Krystyna Mościcka, Stanisław Jachymek, Jerzy Strzeja, Marek Wierzchowiecki, Andrzej S. Pilski. Łącznie 22 osoby Od tego momentu zaczęła się moja prawnicza, ale nie tylko przygoda z meteorytami. Powstały liczne publikacje dot.” Statusu prawnego znalezionych meteorytów” i wiele innych. Wtedy też zacząłem walkę o odpowiednie uhonorowanie i zapisy dotyczące meteorytów w prawie polskim. Okazją do szerszego zainteresowania były też prace nad nową ustawą o przyrodzie i następną o zabytkach. Brałem czynny udział w Międzynarodowych Konferencjach Polarnych; m.in. w Krakowie w trakcie XXIX Międzynarodowego Sympozjum Polarnego w roku 2003 wygłosiłem referat na temat „Statusu prawnego meteorytów znajdowanych na obszarach polarnych” w trakcie której postulowałem, aby wszystkie ekspedycje naukowe w rejony polarne uwzględniały poszukiwania meteorytów. Odszukałem zaginione polskie zabytki wykonane z żelaza meteorytowego odkrywając przy okazji jeszcze jeden (czytaj więcej). Nawet ekskluzywny naukowy amerykański miesięcznik Meteoritics & Planetary Science wydrukował mój artykuł w sprawie tych zabytków (czytaj więcej) Było to dla mnie prestiżowe, gdyż w tym magazynie w całej dotychczasowej historii (tj. do mojej publikacji) nie było dużo artykułów polskich autorów. Tym bardziej, że nie byłem naukowcem, ale dzięki temu artykułowi znalazłem się w Encyklopedii Amerykańskiej – „Marquis Who’s Who” w edycji 2006-2007 i w innych internetowych (czytaj więcej). Nadmieniam, że zabytków wykonanych z żelaza meteorytowego jest na świecie tylko kilkanaście, natomiast w Polsce kilka. Dlatego też obecnie przy wzroście wiedzy i techniki laboratoryjnej, powinno to skłonić naukowców do przetestowania i poddania analizie wiele zabytków wykonanych z żelaza wśród których może znajdziemy następne „perełki” w postaci przedmiotów wykonanych z meteorytów.
Zacząłem też poszukiwać meteorytów w Afryce Północnej i Azji, może nie tak zawodowo jak wielu młodszych kolegów z PTM-tu, ale satysfakcjonująco dla mnie i moich możliwości (czytaj więcej). Meteoryty stały się dla mnie odskoczną od pracy. Pisząc lub czytając o tych kosmicznych kamieniach, wypoczywałem. Była to jedna z głównych moich pasji i jest nadal. Tym bardziej że meteoryty zajmowały w historii ludzkości znaczącą a czasem nawet „boską” pozycję J. (czytaj więcej)
Moją pasją stały się szczególnie szklane meteoryty tj. tektyty z uwagi na tajemnicze pochodzenie i do chwili obecnej nie do końca moim zdaniem wyjaśnionej teorii ich pochodzenia (czytaj więj). O tektytach napisałem dwie książki o zabarwieniu fantastyczno-naukowym. A to: Szkliwo nie z tej ZIEMI (wyd, 1999 rok w Cieszynie, ISBN8391222004, 9788391222003) oraz
Tektyty Relikty Gwiezdnych Wojen (wyd 2000 rok w Cieszynie, ISBN8391222012, 9788391222010) oraz wiele artykułów.
Starałem się również przenieść te zainteresowania na moje dzieci i wnuki. Dlatego też myślę, ze kiedyś i one skorzystają z nauk i wskazówek jakie im przekazałem. Właśnie na przykład minęło 13 lat od pierwszego chyba w Polsce a może na świecie eksperymentu z hodowaniem roślin na pyle pochodzącym z cięcia meteorytów. Materiał do eksperymentu pochodził od kol Marcina Cimały z PolandMet. Od publikacji minęło już 7 lat, natomiast eksperyment przeprowadziła moja córka. Publikacja została zamieszczona nr 1 z roku 2013 w Kwartalniku Meteoryt. poniżej tekst z roku 2013 (czytej więcej). Podróżując po Subkontynencie Indyjskim nawiązałem kontakt z Planetarium w miejscowości Puttaparthi na południu Indii, ok. 130 km na północ od Bangalore. W dniu 27 listopada 2015 roku przekazałem część swoich zbiorów do tego planetarium (Spacer Teatre) w Prashanthi – Nilayam (Puttaparthi). W kolejnych latach przywiozłem następne eksponaty. W zbiorze obecnie są moje meteoryty i tektyty, a także ofiarowane przez członków Polskiego Towarzystwa Meteorytowego okazy w tym ładna piętka NWA ofiarowana przez kol. Jerzego Strzeję, okaz meteorytu Gao ofiarowany przez kol. Kazimierza Mazurka oraz kilka okazów NWA i Gao ofiarowanych przez kol. Tomasza Jakubowskiego a takze jeden okaz Gao ofiarowany przez kol. Piotra Górala. Należy podkreślić, że w tym rejonie Indii jest to jedyne miejsce, gdzie ludność i turyści mogą obejrzeć z bliska „gwiazdki z nieba”. Znajdują się tutaj też szkoły od podstawowej poprzez średnią do uniwersytetu włącznie, tak więc korzystają z planetarium również studenci tychże szkół. W Polsce moje tektyty i meteoryty są również w zbiorach Muzeum Śląska Cieszyńskiego w Cieszynie i w Muzeum Wolińskiego Parku Narodowego w Międzyzdrojach.
Kończąc ten felieton, naprawdę zachęcam do poszukiwań meteorytów. Te „darmowe sondy kosmiczne” spadają wszędzie na Ziemi. To prawda, że najłatwiej je znaleźć na terenach pustynnych czy też lodowcach. Jednak kto nie szuka i nie zwraca uwagi na te okazy to po prostu ich nie znajduje. Trzeba wspomnieć również o dużej czasem wartości tych okazów nie tylko pod względem naukowym, ale również materialnym. Przykłady i informacje jak rozpoznać meteoryty są w Internecie w postaci filmów i różnych zdjęć.. Podaję tylko przykłady takich stron-
– strona kol. Jana Woreczko & Wadi, czyli Marka Wożniaka i jego żony (czytaj więcej),
– strona Uranii
– lub też polecam serię filmów kol. Marcina Cimały pt. „Meteoryty bez ściemy”
Podaję także, gdzie ewentualnie należy zgłosić się lub przesłać próbki znalezionych podejrzewanych o nieziemskie pochodzenie kamieni – (czytaj więcej).
Może to zabrzmi patetycznie, ale chciałbym jeszcze wiele napisać, aby zachęcić młodych ludzi (i nie tylko) do przemyślenia swoich planów życiowych, marzeń i ustalenia przyszłego zawodu tak, aby ich życie miało sens, przynosiło zadowolenie i udało się spełnić. Jak nie wszystkie marzenia to przynajmniej ich większą część. (czytaj więcej) Jeżeli mógłbym doradzić to należy również pamiętać aby nie robić sobie wrogów, dobrze dobierać przyjaciół i pomagać biednym, chorym oraz ludziom w potrzebie. Bo taka energia wraca. Chciałbym też przestrzec przed nadmiernym chwaleniem się swoimi osiągnięciami ponieważ czasem zazdrość ludzka może wszystko zniszczyć. Jest takie powiedzenie:
„Gdy człowiek za dużo się chwali to zazdrość powoduje że ślepi zaczynają widzieć a głusi słyszeć”.
Dziś już jestem na emeryturze, ale mnie tzw. „wyścigi szczurów” nigdy nie interesowały i nie interesują. Nie miałem też lekkiego życia, ale potrafiłem się zawsze cieszyć nie tylko ze swoich sukcesów, ale również z sukcesów moich przyjaciół, znajomych i ludzi z mojego otoczenia oraz dzielić się ze wszystkimi wiedzą. Jestem zadowolony ze swoich różnych skromnych osiągnięć i szczerze wszystkim czytającym ten felieton życzę jeszcze większych. W szczególności, jeżeli to kogoś zainteresowało to życzę znalezienia „gwiazdek z nieba” i zainteresowania się tym jakże interesującym hobby a także wiedzą o otaczającym Naszą Planetę – Wszechświecie.
Autor: ANDRZEJ KOTOWIECKI
Urodzony w Wadowicach w 1954 roku. Z wykształcenia prawnik, studia w Uniwersytecie Jagiellońskim, z zawodu prokurator, z zamiłowania historyk, archeolog, geolog, paleontolog, religioznawca, kolekcjoner i podróżnik.








Zostaw komentarz