Wielu moich przyjaciół i znajomych prosiło mnie, abym opisał chociaż trochę mój okres emigracyjny w latach 1984 – 1996. Poniżej pierwsza część moich wspomnień.

Było to w roku 1984-tym, po złagodzeniu przez władze komunistyczne w Polsce stanu wojennego., rozpocząłem pracę w Wojewódzkim Związku Kółek i Organizacji Rolniczych w Bielsku-Białej Oddział w  Wadowicach jako radca prawny. Moim szefem był wtedy mój przyjaciel  Jan Fidziński. Pracę rozpocząłem na początku roku tj.  od 1 stycznia 1984. Już w marcu tego roku otrzymałem zaproszenie do USA a w kwietniu tego roku udałem się do Konsulatu Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej w Krakowie po wizę turystyczną. Kolejka w tym dniu była ogromna, było ok. 100 osób. Miałem przygotowane wszystkie dokumenty tak jak trzeba i dobrze wypełniony formularz o wizę. Wizę otrzymałem jako jeden z nielicznych w tym dniu. Miałem szczęście, czy też dobrze odpowiadałem na wszystkie pytania zadawane przez Konsula. Rozmawialiśmy o Parkach Narodowych w USA a także o polskich, gdyż konsul okazał się być również miłośnikiem gór jak ja. Miałem ze sobą legitymację PTTK i Książeczki GOT-u (Górskich Odznak Turystycznych) co się bardzo spodobało.

Pamiętam, że odpadały wszystkie te osoby, które były obwieszone złotem, aby wykazać, że są bogatymi i jadą tylko w celach turystycznych. Ja wyglądałem przy nich dosyć skromnie, ale miałem też taki zawód, który uprawdopodobniał, że jadę jako turysta. Ciężko mi było rozstać się z rodziną, byłem już wtedy żonaty, mój syn Dariusz miał w maju 1984 roku Pierwszą Komunię a córeczka Dorotka ukończony 3 rok życia. Miałem wyjechać tylko na rok, rozejrzeć się, zarobić i wrócić lub też sprowadzać rodzinę do USA. Plany planami, ale życie toczy się czasem innymi torami. Do Nowego Jorku wyleciałem z Warszawy w dniu 2 czerwca 1984 roku.

Pamiętam ten dzień bardzo dobrze.

Cóż żyliśmy wtedy w czasach, które tak jak obecnie zmuszały młodych ludzi do emigracji i to nie tylko zarobkowej, ale też głównie i politycznej. Po kilku  godzinach lotu samolotem Ił-62, wylądowałem na lotnisku John Fitzgerald Kennedy Airport (JFK), po otrzymaniu stempla w paszporcie natychmiast udałem się do informacji lotniskowej. W informacji siedział dużej postury Afroamerykanin, którego zapytałem o loty do Chicago. Niestety ja nie rozumiałem co on mówił, gdyż miał grube wargi i używał też slangu nowojorskiego a i on mnie też nie mógł zrozumieć. Dlatego zacząłem pisać na kartce pytania a on odpisywał drukowanymi literami, było też wesoło, ale w taki sposób dowiedziałem się wszystkiego co chciałem. Jedno zrozumiałem, że język angielski nie wszędzie jest językiem angielskim z podręczników. Po krótkim pobycie w Nowym Jorku udałem się do Chicago.

W Chicago zostałem mile przywitany przez przyjaciela jednego z moich krewnych i zamieszkałem w polskiej dzielnicy na tzw. Jackowie tj. w pobliżu kościoła św. Jacka na ulicy North Hamlin Ave. w pobliżu słynnej ulicy Milwaukee i West Belmont Ave. Mieszkałem tam przez kilka tygodni by przenieść się do innej dzielnicy polskiej tzw. Helenowo przy zbiegu ulic West Cortez Str. & North Western Ave.  tj. w pobliżu Kościoła polskiego pod wezwaniem św. Heleny. Zamieszkałem w kliku pokojowym mieszkaniu (ze wspólna kuchnią) z pochodzącym z Wadowic Adamem Żarskim. Tak mieszkali tutaj wszyscy, którzy przyjechali do Ameryki, aby odłożyć trochę pieniędzy. Adam załatwił mi również pracę i pomógł mi w zagospodarowaniu się oraz w lepszym poznaniu tego ogromnego i jakże niebezpiecznego miasta, co odczułem również na własnej skórze. Dzięki Adamowi Żarskiemu poznałem wielu ludzi z Podhala, którzy mieszkali i stanowili dużą enklawę na południowej stronie miasta (South Side), gdzie wokół tej dzielnicy polskiej mieszkali Afroamerykanie. W dniu 22 lipca 1984 roku nastąpiła dobra wiadomość, otóż Prezydent Ronald Reagan podpisał dekret, którym objął wszystkich Polaków, którzy przybyli do USA przed tą datą iż mogą pozostać tymczasowo w USA i pracować.

Nowe prawo miało nazwę „Extended Voluntary Departure (EVD)” czyli inaczej „Przedłużony dobrowolny wyjazd (EVD)”. Polegało to na tym, że można było zostać i pracować, ale w przypadku nakazu opuszczenia USA, taka osoba musiała to zrobić dobrowolnie. Cudzoziemcom o statusie EVD zezwalało się tymczasowo na pobyt w Stanach Zjednoczonych do czasu zmiany warunków w ich kraju pochodzenia. Czyli jeszcze inaczej „Przedłużony dobrowolny wyjazd (EVD) odnosił się do specjalnego przepisu tymczasowego przyznanego administracyjnie wyznaczonym grupom narodowym fizycznie obecnym w USA, świadczenie zostało przyznawane, ponieważ Departament Stanu USA ocenił warunki w krajach pochodzenia jako niestabilne lub niepewne lub wykazywały pewien wzorzec odmowy praw”. Tak więc przestałem się martwić o to, że mogę być deportowany z USA.

Po kilku miesiącach w roku 1984 zwrócił się do mnie o pomoc w załatwieniu zaproszenia do USA Zygmunt Kraus z Wadowic. Znaliśmy się wcześniej, gdyż Zygmunt był tak jak ja jednym z założycieli Koła Polskiego Towarzystwa Archeologiczno-Numizmatycznego w Wadowicach. Prezesem został wtedy Dyrektor Oddziału NBP w Wadowicach Stanisław Zaorski, warszawiak z pochodzenia, zamieszkały w Wadowicach od 1958 roku. Byliśmy pasjonatami historii Wadowic, antyków, numizmatyki i filatelistyki. Działałem wtedy również w Towarzystwie Miłośników Ziemi  Wadowickiej będąc przewodniczącym Sekcji Archiwalno-Historycznej, natomiast w Kole nr 32 Polskiego Związku Filatelistycznego byłem sekretarzem Zarządu. Tak więc, mając na uwadze prośbę kolegi Zygmunta Krausa postanowiłem mu pomóc, gdyż jak to mówił tylko we mnie nadzieja załatwienia zaproszenia i wyjazdu do USA. Nie było dla mnie problemu, aby pomóc Zygmuntowi, chociaż nie stałem jeszcze „twardo na nogach” i cały czas pomagałem swoim najbliższym w Polsce dbając pierwsze o nich a potem o siebie. Wysyłałem do Polski pieniądze, paczki oraz przez PEWEX paczki żywnościowe.  Zygmunt miał wtedy niepełnosprawnego syna Rafałka, który zaraz przed jego wyjazdem do USA zmarł.  Miałem kilku znajomych wśród Polonii w Chicago m.in. Tomasza Wiatrowskiego, który był kiedyś właścicielem znanego w Chicago lokalu „Lwowianka”. Tomek, oczywiście nie za darmo, zgodził się podpisać zaproszenie i początkiem 1985 roku odebraliśmy Zygmunta Krausa z lotniska O`Hara w Chicago. Zygmunt zamieszkał wraz ze mną i Adamem Żarskim. W ciągu kilku dni pomogłem mu załatwić kartę Social Security ze specjalnym numerem, aby mógł rozpocząć pracę. Załatwiłem mu pracę u mechanika samochodowego, zostawiłem mu też swój używany samochód i po kilku tygodniach wyjechałem z Chicago do Los Angeles, gdyż otrzymałem wiadomość, że czeka tam na mnie dobra praca. Zygmuntem zaopiekował się tymczasem Adam Żarski, ale wkrótce Zygmunt rozwinął skrzydła i uruchomił swoje własne adresy, jak już oswoił się z tym ogromnym miastem. Zygmunt przebywał w USA 2 lata a ja jak się okazało 3 lata. Zygmunt po powrocie organizował Muzeum w Wadowicach a następnie otworzył na swoim terenie Muzeum Lotników Amerykańskich zestrzelonych w trakcie działań wojennych w Zygodowicach k/Wadowic. (czytaj więcej)

Wracając do następnego etapu mojego życia w Kalifornii. W Los Angeles zamieszkałem na ulicy Kemnore kilka przecznic od Hollywood a także w pobliżu Hotelu Ambassador, w którym został zamordowany senator Robert Kennedy. Natomiast w pobliskim Culver City po kilku dniach rozpocząłem pracę w Ferro Corporation. W zakładach tych był produkowany „fiber glass” czyli włókna szklane m.in. kevlar na koszulki kuloodporne, ale też różne materiały dla przemysłu zbrojeniowego. Pracę w tym zakładzie dostałem dzięki temu że przez szereg lat korespondowałem z jednym z menadżerów z którym wymieniałem znaczki pocztowe, monety i banknoty. W korporacji tej pracował również mój kuzyn też Andrzej. Obaj byliśmy też fotoreporterami dla czasopisma LA VOICE- gazety wydawanej przez amerykańskie związki zawodowe S.F.A.A.W.

W korporacji tej awansując przeszedłem poprzez różne wydziały: Roving Dept., Tower Dept. Mixing Dept. który podlegał pod laboratorium. Produkowano różne materiały dla General Electric dla ich silników, Rockwell Internetional dla B-1 bombowców, Sikorsky Division of United Technologies dla ich helikopterów, podzespoły dla Boeinga ich nowych samolotów a także różne podzespoły dla NASA. Produkowane również były materiały azbestowe do obudów rakiet nuklearnych. W Mixing Dep. wytwarzano specjalną farbę do malowania statków i samolotów, która powodowała, że były one niewidoczne dla radarów. Mogę już o tym pisać gdyż minęło ponad 30 lat a i tak już niewiele pamiętam jeżeli chodzi o technologie. Nigdy nie myślałem, aby zdradzić czy też iść na układ.

Wspomnę tylko, bo może wiele osób o tym nie wie, że dziwnym zbiegiem okoliczności o czym dowiedziałem się po wielu latach w Los Angeles przebywał również wcześniej słynny polski szpieg z okresu PRLu Marian Zacharski. Kiedy ja przebywałem w Los Angeles został on wymieniony na słynnym moście w Berlinie na innych szpiegów co było wynikiem długich negocjacji prowadzonych poprzez berlińską kancelarię prawną mecenasa Wolfganga Vogla. Zacharski otrzymał akt łaski i powrócił do Polski. Operacja wymiany obejmująca w sumie 29 osób miała miejsce 11 czerwca 1985 roku o godzinie 13:00 na moście Glienicke. Zacharski wraz z 3 innymi osobami podejrzanymi lub oskarżonymi o szpiegostwo (Bułgar i dwójka z NRD), został wymieniony na 25 więźniów odbywających wyroki w NRD i w Polsce. Za Zacharskiego Polska wydała 5 więźniów skazanych na kary wieloletniego więzienia za prowadzenie działalności wywiadowczej na rzecz Stanów Zjednoczonych. Byli nimi: światowej sławy szermierz i oficer Wojska Polskiego Jerzy Pawłowski, Leszek Chróst, Bogdan Walewski oraz tandem Norbert Adamaschek i Jacek Jurzak.

Na punkt wymiany Zacharski wyruszył 10 czerwca z bazy lotnictwa amerykańskiego McGuire w stanie New Jersey na pokładzie transportowca C-5 Galaxy. Dotarł następnego dnia około godziny 2 w nocy na lotnisko we Frankfurcie nad Menem (część wojskowa pod zarządem amerykańskim). O godzinie 5 rano miał miejsce start Herculesa C-130 przystosowanego do przerzutu wojsk spadochronowych, którym przetransportowano Zacharskiego na lotnisko Tempelhof w Berlinie Zachodnim, gdzie w wydziale protokolarnym od godziny 6 rano oczekiwał na wymianę, która miała miejsce o godzinie 13. Na lotnisku podpisał warunkowy akt łaski sygnowany przez prezydenta Ronalda Reagana. Marian Zacharski w stopniu generała pracował spokojnie do 1996 roku. Kiedy to postawiony przez ówczesnego Ministra Spraw Wewnętrznych Zbigniewa Siemiątkowskiego przed alternatywą dobrowolnego zwolnienia się ze służby lub wyrzucenia z niej na podstawie art. 5 zezwalającego na usunięcie oficera „dla dobra” służby, Zacharski napisał podanie o zwolnienie i jeszcze tego samego dnia opuścił Polskę zamieszkując poza granicami Polski.. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Marian_Zacharski).

Dlaczego napisałem o Zacharskim otóż, gdy wróciłem do Polski w 1987 roku, czyli jeszcze w okresie komunistycznym, okazało się to moim niefortunnym powrotem, głównie z uwagi na sprawy rodzinne a także klimat polityczny. To wszystko w połączeniu z moją pracą w USA spowodowało moją szybką decyzję o ponownym wyjeździe. Początkowo pojechałem do jeszcze istniejącego kraju o nazwie NRD do Berlina Wschodniego. Następnie wyjechałem do Grecji a stamtąd po prawie 2-ch latach pobytu do Kanady. Mimo wszystko wróciłem do kraju w 1996 roku.

Dlaczego napisałem kilka miesięcy temu o zabójstwie senatora Roberta Kennedy`ego otóż, z zawodowego śledczego zainteresowania, gdyż jak już wspomniałem mieszkałem w pobliżu miejsca zabójstwa a nadto spotkałem ludzi w Los Angeles, którzy pamiętali bardzo żywo to zdarzenie i mieli ciekawe informacje. Przyznaję, że Ameryka jest bardzo piękna i zwiedziłem ją wszerz i wzdłuż zachwycając się wieloma stanami USA oraz prowincjami Kanady. Mogę tylko powiedzieć jedno, że nigdy nie chciałem na stałe mieszkać w USA czy też Kanadzie. Dlatego też po przemianach w 1989 roku, postanowiłem wrócić i wróciłem do Polski.

Wróciłem też do swojego zawodu prawniczego. Z różnych względów nie chciałem tam mieszkać , między innymi z uwagi na system prawny common law, który mi jako prawnikowi wykształconemu na prawie kontynentalnym europejskim nie odpowiadał. W tym systemie sędzia jest wszystkim i praktycznie może wszystko a system prawny jest ogromnym biznesem. Nadto wielokrotnie widziałem, czy to na ulicy czy też przejeżdżając samochodem brutalność tamtejszej policji. W USA w niektórych latach według statystyk podobno więcej ginie w niektórych wielkich miastach ludzi od kul policyjnych niż od napadów rabunkowych. Ma w tym również udział policja w Kanadzie, gdzie również widziałem ich działania. Może dlatego przelała się gorycz w społeczeństwie amerykańskim i jesteśmy świadkami obecnych masowych zajść w USA. Mieszkając w LA na ulicy Kenmore jak już wspomniałem, pewnego dnia po powrocie z pracy zobaczyłem nieprzyjemny widok zastrzelonego mężczyzny przed budynkiem apartamentowym w którym mieszkałem. Prawdopodobnie zginął  w porachunkach gangsterskich. Wykonałem wtedy z wnętrza holu budynku w którym mieszkałem kilka zdjęć. Było to 30 kwietnia 1986 roku i taką datę zapisałem na odwrocie zdjęć. No cóż taka też jest Ameryka.

W tamtejszym systemie prawnym np. nie ma instytucji przedawnienia. Dlatego też znany reżyser Roman Polański nie może odwiedzić USA chociaż od popełnionego przez niego czynu zabronionego minęło już  ponad 40 lat. A tak apropo miałem przyjemność poznać Charlsa Hardina detektywa zatrudnionego w firmie ARGUS INVESTIGATION.   Właśnie  Charls Hardin zakładał podsłuch w domu Polańskiego i dzięki temu zostały zdobyte niezbite dowody przestępstwa. Miałem możność sfotografowania pisma w którym jego szef, dziękuje mu za dobra pracę –  „To tylko uwaga, aby wyrazić nasze uznanie za wspaniały wkład, jaki wniósłeś w obserwacji rezydencji Polańskich; Jesteśmy wdzięczni za to, że zrobiłeś to, skutecznie wykonując swoje regularne zadania, i jesteśmy świadomi, że nie było to dla Ciebie łatwe zadanie itd”. List podpisał szef firmy Ralph Wayant.

Często odwiedzałem cmentarz Holly Cross, gdzie jest grób zamordowanej w 1969 roku, przez „Bandę Masona” żony Polańskiego, Sharon Tate Polanski i ich nienarodzonego dziecka. Na cmentarzu tym jest mauzoleum i amfiteatr w którym znajdują się ogromne obrazy Jana Styki (ucznia Jana Matejki) „Wniebowstąpienie” i „Ukrzyżowanie”. Obrazy te przed wojną przypłynęły do USA na wystawę, ale przez pomyłkę nie zostały dopełnione wszystkie dokumenty celne i obrazy musiały już pozostać w USA w „areszcie” na stałe. Po wojnie władze polskie już się tymi obrazami niestety nie interesowały. Nadto na tym cmentarzu znajduje się dużo polskich starych grobów, które często odwiedzałem a także znanych postaci kina amerykańskiego, polityków i znanych kiedyś ludzi. (czytaj więcej)

Dodam jeszcze jeden epizod związany z  kartą akredytacyjną, którą posiadałem w trakcie II Wizyty Jana Pawła II w Polsce jako jedyny wadowiczanin z wadowickiego almanachu kulturalnego Nadskawie. Otóż jak przebywałem w USA a w zasadzie Los Angeles gdzie mieszkałem kilka przecznic od Hollywood. Mogłem się wtedy przyjrzeć życiu tzw. „gwiazd”, początkowo mnie to cieszyło, ale jak się bliżej przyjrzałem…… tak wolałem jeździć w wolnych chwilach i zwiedzać Kalifornię, Nevadę, Arizonę itd. Natomiast w Hollywood byłem bardzo blisko tych tzw. gwiazd na różnych spotkaniach, gdyż wiele razy używałem fortelu. Zrobiłem sobie miniaturkę tej karty akredytacyjnej, zalaminowałem i na niektóre imprezy w Hollywood wchodziłem jako dziennikarz z Polski, ochroniarze na tzw. „bramce” próbowali się wczytywać w tę kartę, ale nigdy nie miałem problemów. Cóż żeby zdobyć informacje do publikacji trzeba sobie czasem tak radzić ( czytaj więcej).

Dużo podróżowałem po parkach narodowych USA, odwiedzałem wiele ciekawych miejsc. Bardzo lubiłem odwiedzać rezerwaty Indian Navajo i Hopi w Arizonie. Między innymi odwiedziłem w Arizonie będący w pobliżu Wielkiego Kanionu Rzeki Kolorado – Meteor Crater, który zainspirował mnie w zainteresowaniu się meteorytami. Do tego stopnia, że w 2002 roku stałem się członkiem założycielem Polskiego Towarzystwa Meteorytowego. Będąc w Grecji od grudnia 1987 roku do czerwca 1990 roku, dużo udzielałem się społecznie.

Otóż, jak wylądowałem w Atenach to po kilku dniach zgłosiłem się do Międzynarodowej Katolickiej Organizacji Emigracyjnej i zapisałem się na ponowny wyjazd do USA lub Kanady. Otrzymałem z tej organizacji specjalne pismo do Policji, gdzie wydano mi specjalny dokument ze zdjęciem o nazwie „Avioparamoni”. Gdy składałem dokumenty i wypełniałem je w języku angielskim w rubryce zawód wpisałem Lawyer – czyli Prawnik. Gdy otrzymałem dokument, jakie było moje zdziwienie, gdyż w rubryce zawód wpisano „δικηγόρος – (dikigóros)” – czyli Adwokat.

Nigdy nie zwracałem się o azyl polityczny, ale zwróciłem się do Wysokiego Komisarza ONZ zwanego tutaj potocznie „Ambasadorem ONZ” w Atenach o rozmowę (tak apropo rozmawiałem z nim kilka razy. Po przedstawieniu mu dokumentów, gdzie pracowałem w USA otrzymałem tzw. Niebieską Kartę, aby chroniła mnie przed ewentualnymi kłopotami w przyszłości z dalszym pobytem w Grecji. Po kilku miesiącach pobytu, miałem pierwsze spotkanie z konsulem USA w Atenach. Z mojego nowego związku urodziła się moja córeczka Patricia Athina, dlatego też zrezygnowałem z wyjazdu do USA, gdyż nie chciałem wyjeżdżać bez niej. Otóż zgodnie z przepisami emigracyjnymi nie była uchodźcą z Polski i mogłaby tylko wjechać do USA na łączenie rodzin czyli już po moim osiedleniu się a to trwałoby nawet kilka do kilkunastu miesięcy. Dlatego też wybrałem Kanadę na dalszą emigrację.

W Ambasadzie Kanadyjskiej w Atenach miałem dwa spotkania, to drugie było z przedstawicielką wywiadu, która chciała się dowiedzieć o inne powody mojej odmowy wyjazdu do USA niż pozostawienie córki w Grecji :) . Oczywiście pani ta miała o mnie całą teczkę z wiadomościami z Ambasady USA. Rozmowa była miła i wg tej pani taka była procedura. W międzyczasie pracowałem w różnych zawodach, ale najciekawsze były wykopaliska w pobliżu Volos na północ od Aten. Pamiętam bardzo ciekawe zdarzenie, otóż jak mieszkałem w Atenach, zgłosiła się do mnie znajoma z Wadowic, otóż przyszła do mnie z prośbą, abym pomógł jej mężowi. Został on aresztowany przez Policję. Znałem go, miał na imię Lucjan. Został aresztowany, gdyż tego dnia przechodził przez tzw. Plac narkomanów, tj. plac gdzie ci ludzie często się spotykali. Lucjan przez kilka dni skracał sobie drogę do mieszkania, które wynajął z żoną, aby go przygotować do zamieszkania, tj. odmalować ściany i w ogóle wykonać mały remont. Niestety tego dnia policja zrobiła obławę na narkomanów, a Lucjan nie posiadał już ważnej wizy pobytowej w Grecji. Sprawa wydawała mi się beznadziejna, ale postanowiłem pójść i chociaż odwiedzić go w areszcie. Areszt tzw. deportacyjny znajdował się na ulicy Alekxandras jak dobrze pamiętam, na bodajże 9-tym piętrze. Udałem się tam, po rozmowie na portierni zostałem skierowany na chyba 5 lub 6-te piętro i znalazłem się przed drzwiami, kogoś naprawdę ważnego. Sekretarka wprowadziła mnie do gabinetu, gdzie zapowiedziała po grecku, że przyszedł adwokat z Polski w sprawie zatrzymanego Lucjana. Nic się nie odezwałem, udałem że nie rozumiem po grecku, jednak zorientowałem, się że to był szef Urzędu Bezpieczeństwa to tak jakbym dotarł do wiceministra. Nazywał się bodajże  Paraskeví co oznaczało Piątek lub Piątkowski. Zapytał czego sobie życzę? Otóż na poczekaniu wymyśliłem bajkę, że zatrzymany Lucjan, nie może przebywać w pomieszczeniach zamkniętych, że był wcześniej zwolniony z wojska z uwagi na chorobę, że może się targnąć na życie, a wtedy może być afera w Polsce i takie tam podobne rzeczy. Urzędnik zapytał to o co mi konkretnie chodzi bo nie może go wypuścić, gdyż Lucjan nie posiada ważnej wizy. Zaproponowałem, że kupię mu bilet lotniczy aby mógł najbliższym samolotem polecieć do Polski. Zgodził się ze mną, ale oświadczył, że daje mi godzinę czasu, gdyż później wyjeżdża.

Poprosiłem o wypożyczenie paszportu Lucjana celem zakupu biletu, zaczął się śmiać i odpowiedział – „jak jesteś taki dobry, że się w ogóle do mojego gabinetu dostałeś to na pewno poradzisz sobie z kupnem biletu bez paszportu”. Ok., pomyślałem, podziękowałem i oświadczyłem że wkrótce wrócę. Biuro Polskich Linii Lotniczych LOT było na pobliskim Placu Attiki. Pobiegłem pędem wraz z żoną Lucjana, która czekała na mnie na ulicy. W biurze LOTu pracował polak, ale niestety jego w tym dniu nie było. Pracujące tam Greczynki nie chciały mi sprzedać biletu bez paszportu. Dobrze, że zabrałem z biurka tego urzędnika wizytówkę, jak rozmawiał przez telefon. Pokazałem dokument, że jestem adwokatem a nadto, że przysłał mnie ten urzędnik i tutaj pokazałem jego wizytówkę, oświadczając, że mogą sobie zadzwonić i sprawdzić. Cóż jednak po okazaniu wizytówki, panie jakby zostały porażone prądem, Natychmiast sprzedały bilet na najbliższe wolne miejsce w samolocie.

Prędko udałem się do budynku Centralnej Policji i po kilkunastu dalszych minutach zjawiłem się ponownie w gabinecie pana „Piątkowskiego”. Popatrzył na bilet, zaklął po grecku i powiedział do sekretarki, – „Popatrz kupił bilet na sobotę, będę musiał konwojowi zapłacić godziny nadliczbowe”. Po tym spotkaniu udałem się do aresztu na wyższe piętro, aby zobaczyć się z Lucjanem. Był przygnębiony, ale ucieszył się, że za 4 dni wylatuje do Polski. W następnych dniach zaprzyjaźniłem się ze strażnikami. Tak że pokazali mi, człowieka, którego w tym areszcie nazywali „Rambo”. Był to zgodnie z ich twierdzeniem kapitan bułgarskiej armii komunistycznej, który zabił kilku żołnierzy bułgarskich na granicy, przejechał samochodem przez granicę Bułgarsko-Grecką i poprosił o azyl. Władze greckie nie wiedziały co z nim zrobić, był w areszcie kilka lat. Gdyby go zwrócili Bułgarii, czekała go śmierć a z kolei Grecy bali się go wypuścić na ulicę.

W areszcie deportacyjnym było też kilku Polaków, którym pomogłem w ten sposób, że uzgodniliśmy kiedy powiedzą adres gdzie mieszkają, aby policja pojechała z nimi po ich rzeczy. Miałem o tym powiedzieć i ostrzec wszystkich, którzy z nimi mieszkali i nie posiadali ważnej wizy aby uniknęli również deportacji. Cóż, wtedy końcem lat 80-tych kiedy władze PRL-u zaczęły wreszcie dawać wszystkim paszporty, wielu wyjeżdżało za chlebem do pracy, gdzie się tylko dało. Trzeba było pomagać, to było potrzebne, wielu wyjeżdżających nie znało żadnego języka obcego, moja pomoc była na miejscu bardzo potrzebna.. W sobotę Lucjan wyleciał do Polski, na lotnisko zabrałem jego żonę, żeby się pożegnała. Na lotnisko Lucjana przywiozło dwóch tajniaków, którzy od razu z nim podeszli do mnie i oświadczyli, ze możemy porozmawiać. Nigdy ich nie widziałem, ale na pewno widzieli mnie na monitoringu na policji.

Po szczęśliwym zakończeniu sprawy Lucjana udałem się do Ambasady Polskiej w Atenach. Nie pokazywałem paszportu, gdyż była to jeszcze ambasada PRL-u. Okazałem grecki dokument. Przyjął mnie konsul o nazwisku, które zapamiętałem jako Czajkowski lub Czaicki, teraz nie pamiętam dobrze, na wstępie zapytał mnie czy mam uregulowany stosunek z Polską, więc odpowiedziałem, że ma szansę otrzymać azyl w Grecji bo Grecja daje azyl komunistom np. z Turcji. Następnie szybko powiedziałem po co przyszedłem. Otóż jak zacząłem sprawę Lucjana, to otrzymywałem informacje, że policja grecka złapanych bez wizy m.in. Polaków (w tym też Polki, które w tym czasie pracowały np. w pubach i barach), wożą od komisariatu do komisariatu w ramach pustych przewozów z Aten do Salonik tj. prawie 500 km.  W Salonikach wsadzają do pociągu do Bułgarii i do Polski.

Po drodze z wielu opowieści dowiedziałem się, że wielu Polaków było bitych, nie mówiąc o molestowaniu kobiet. Pan Konsul, w trakcie rozmowy przyznał mi rację i pokazując kilka akt spraw ze skargami i jednocześnie pokazując mi odpowiedzi policji greckiej. Wszystkie odpowiedzi brzmiały podobnie, że nie stwierdzono żadnych uchybień funkcjonariuszy policji. Cóż, rzeczywiście policja w Grecji słynęła z brutalności a państwo polskie a w zasadzie PRL nic nie mógł zrobić. Grecja weszła do Unii Europejskiej praktycznie 1 stycznia 1988 roku. Z 31 grudnia 1987 roku na 1 stycznia 1988 roku zobaczyłem zmianę w telewizji z 2 kanałów państwowych na kilkanaście dodatkowych europejskich, w tym muzyczne MTV. Wszyscy wtedy mówili i żartowali, że Grecy przesiedli się z osłów na samochody. Niestety kultura była inna, nieraz kłóciłem się z Grekami w autobusach miejskich jak żądali od kobiet i to nierzadko w ciąży aby one ustępowały im miejsca. Przykro o tym pisać, ale tak było niestety.

C.D.N