Zdjęcia z Wilanowa obiegły świat szybciej niż oficjalne komunikaty w Polsce. Historyczna rezydencja Jana III Sobieskiego zamieniona została w tło komercyjnego widowiska. Hałas, ciężki sprzęt i zniszczona zieleń wywołały falę oburzenia. Pytanie brzmi: kto na to pozwolił?
Królewska rezydencja czy plenerowy klub?
Szczerze? Nie mogę na to patrzeć spokojnie.
O całej sprawie dowiedziałam się z Francji przed godziną, nie z Polski. Zdjęcia z Wilanowa krążą już po świecie i ludzie pytają mnie, jak można było do tego dopuścić. I ja również zadaję to samo pytanie.
Nie mam nic przeciwko muzyce, koncertom ani młodym ludziom. Problem polega jednak na tym, że istnieją miejsca, które mają wymiar większy niż komercyjna rozrywka. Pałac w Wilanowie nie jest klubem na Ibizie ani dekoracją pod event sponsorowany przez wielkie marki. To jedno z najważniejszych miejsc polskiej historii i symbol narodowego dziedzictwa.
Dziś coraz częściej zaciera się granica między kulturą a biznesem. Wszystko ma zarabiać. Wszystko ma się „sprzedawać”. Nawet miejsca, które przez dziesięciolecia traktowano z należnym szacunkiem.
Kto wydał zgodę?
Najbardziej oburzające jest jednak coś zupełnie innego.
Organizator zrobił dokładnie to, na co mu pozwolono. Dlatego dziś pytania powinny zostać skierowane nie do artystów czy uczestników koncertu, ale do osób odpowiedzialnych za wydanie zgód i podpisanie decyzji.
Kto uznał, że królewska rezydencja Jana III Sobieskiego nadaje się na tego typu imprezę?
Kto zaakceptował wjazd ciężkiego sprzętu?
Kto zdecydował, że hałas do rana w historycznym kompleksie pałacowo-ogrodowym jest czymś normalnym?
Kto wziął odpowiedzialność za zabezpieczenie zieleni, alejek i przestrzeni zabytkowej?
To nie są pytania emocjonalne. To są pytania o odpowiedzialność państwa za narodowe dziedzictwo.
Dziedzictwo nie jest produktem
Patrzę na zdjęcia z demontażu, zniszczonej zieleni i całego tego chaosu i zwyczajnie jest mi przykro.
Bo wygląda na to, że doszliśmy do momentu, w którym każde miejsce można wynająć, sprzedać i zamienić w widowisko. Nieważne, czy chodzi o historyczny pałac, zabytkowy park czy przestrzeń pamięci narodowej — liczy się frekwencja, sponsorzy i zysk.
To bardzo niebezpieczny kierunek.
Europa od lat pokazuje, że zabytki najwyższej rangi chroni się przed nadmierną komercjalizacją. Tymczasem w Polsce coraz częściej widzimy zgodę na przekraczanie kolejnych granic. A później wszyscy są zdziwieni społecznym oburzeniem.
Są miejsca, które powinny pozostać święte
Nie wszystko musi być sceną koncertową.
Nie wszystko musi zostać podporządkowane marketingowi i masowej rozrywce.
Są miejsca, które powinny pozostać święte dla historii, kultury i pamięci narodowej. Wilanów jest właśnie takim miejscem.
Dlatego dziś potrzebna jest pełna transparentność. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, kto podjął decyzje, jakie były warunki organizacji wydarzenia i czy przeprowadzono realną ocenę ryzyka dla zabytku oraz otaczającej go przyrody.
Bo jeśli nie postawimy granicy teraz, za chwilę okaże się, że w imię komercji można już wszystko.
Autor: Beata Waleria Constance Czartoryska
Zostaw komentarz