Europosłowie będący w frakcjach (komunistycznej, socjalistycznej, zielonej, ludowej, liberalnej) w PE nie mogą ścierpieć, że Polska pod rządami prawicy do tej pory nie ma na swym terytorium większych skupisk muzułmańskich migrantów. Do szewskiej pasji doprowadza ich fakt, iż jesteśmy państwem jednorodnie etnicznym i nie mamy takich problemów z nimi, jakie mają kraje zachodnie. Do tego nakłada się sprzeciw Polski w przekształcenie Unii Europejskiej w superpaństwo.
Dlatego Unia zaczęła okładać Polskę finansowymi sankcjami. A teraz niczym manna z nieba spadła jej wojna hybrydowa na granicy polsko-białoruskiej. Znaleźliśmy się w kleszczach, a na dodatek mamy totalną opozycję, która nie widzi polskiej racji stanu którą jest obrona granicy oraz liczne grono ludzi, którzy zaślepieni nienawiścią do prawicy i Polski więc gotowi są zniszczyć zarówno ją jak i kraj, z którym się nie utożsamiają.
Gdyby rządziła opozycja, już dawno mielibyśmy u siebie tysiące muzułmanów, a z nimi muzułmański terror i terroryzm. Chociaż wszystko to przed nami, bo prawica kiedyś odda władzę.
Rządzący, politycy, publiczne środki przekazu w swoich komentarzach kładą nacisk, że jesteśmy „przedmurzem” Europy Zachodniej i bronimy przed imigrantami „wspólnej” granicy (niemieckiej granicy). Pocieszają się tym, że Polska pokazuje Zachodowi jak powinno się bronić granic oraz otrzymuje sygnały z wielu krajów Unii Europejskiej o gotowości pomocy.
Tylko, że Unia dawno zapomniała czym jest obrona granic, i patrzy na naszą obronę jak na działania dziwolągów, na dodatek nie wszyscy na Zachodzie chcą tej obrony. Na 27 państw członkowskich tylko 12 (Austria, Bułgaria, Cypr, Czechy, Dania, Estonia, Grecja, Węgry, Litwa, Łotwa, Polska i Słowacja.) wezwało Brukselę do sfinansowania bariery na granicy polsko-białoruskiej za pieniądze UE.
Poza tym czas płynie, a z tych sygnałów nic konkretnego nie wynika.
Jak pisze Olga Doleśniak-Harczuk, Antoni Opaliński (PR24) w artykule „Dziś w Bundestagu znowu będzie o Polsce”, („GPc”, 18.11.2021) SPD, Zieloni i FDP, już w rozmowach sondujących utworzenie rządzącej koalicji zasygnalizowały, że kurs ugruntowania Niemiec jako państwa otwartego na imigrantów zostanie utrzymany. Mało tego – są oni gotowi podnieść kwoty zasiłków dla azylantów i uprościć procedury pozwalające na szybsze uzyskanie prawa do pobytu i obywatelstwa Niemiec. Do tego typu działań mają wsparcie:
– Młodzi socjaldemokraci i Zieloni domagają się od kierownictwa obu partii przyjęcia migrantów.
– Burmistrz Monachium Verena Dietl, wystąpiła do rządu federalnego z propozycją przyjęcia u siebie migrantów koczujących na granicy polsko-białoruskiej,
– Niemiecki polityk Wolfgang Schäuble, zaapelował o wpuszczenie na teren UE migrantów koczujących na granicy ze względu na coraz niższe temperatury (…) już w granicach UE, zapadną decyzje kto z nich zasługuje na azyl, a kto powinien zostać zawrócony do kraju pochodzenia.
– Ponad 250 mniejszych i większych miast podjęło ideę „bezpiecznego portu”, który zobowiąże się do przyjęcia i utrzymania konkretnej liczby uchodźców.
– Lewicowa posłanka Linke Gökay Akbulut, – Czym jest te kilka tysięcy ludzi na 450 mln obywateli UE?
– Inicjatywa Seebriicke (Pomost) wystąpiła z zamiarem wysłania na nasze pogranicze autobusu, który sprowadzi, chociaż część „uchodźców” do Niemiec.
Również Watykan jest za ich wpuszczaniem. „Stolica Apostolska zachęca władze w całej Europie do przyjęcia odpowiedzialności za migrantów i uchodźców” – powiedział sekretarz Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej ds. stosunków z państwami abp Paul R. Gallagher.
Codzienna obrona granicy wiąże się z zagrożeniem życia i zdrowia jej obrońców oraz gigantycznymi środkami finansowymi. Oprócz tego mamy budować mur uniemożliwiający nielegalne przekroczenie granicy, który dodatkowo będzie kosztował nas krocie.
Zastanawiam się tylko po co, jej bronić i budować kosztowne ogrodzenie, skoro większość mieszkańców Unii uważa, że to jest nasza wewnętrzna sprawa, a formacje, które w przyszłości będą tworzyły niemiecki rząd oraz społeczeństwo niemieckie chcą by kolejna fala nielegalnych migrantów do nich przybyła.
Skoro są przez społeczeństwo niemieckie mile widziani i chcą ich u siebie, to spełnijmy życzenie zarówno migrantów jak i Niemców. Premier M. Morawiecki powinien postąpić tak jak sześć lat temu węgierski premier Orban i austriacki kanclerz Faymann – podstawić autobusy, by przewiozły migrantów do Niemiec.
Przy takim nastawieniu dajmy sobie spokój z bronieniem wschodniej unijnej rubieży. Szeroko ją otwórzmy i niech migranci płyną do tych którzy na nich czekają. Pilnujmy tylko by nie zostawali w Polsce.
Przestańmy martwić się o Zachód, tym bardziej, że my walczymy z nielegalną migracją, a w zamian nadal jesteśmy szykanowani przez unijnych urzędników (Niemców). W Parlamencie Europejskim powstają kolejne rezolucje przeciwko Polsce, jesteśmy karani 1,5 miliona euro dziennie kary, (500 tys. za Turów, a 1 milion za Izbę Dyscyplinarną). W ten sposób Unia (Niemcy) dziękuje za obronę granicy wschodniej.
Równocześnie rząd musi być przygotowany na to, iż kryzys na granicy z Białorusią może być pretekstem do powrotu idei kwotowego podziału migrantów forsowanego w swoim czasie przez kanclerz A. Merkel.
Że nie jest to tylko bezpodstawne przypuszczenie świadczą docierające w tej sprawie sygnały. Andrea Lindholz z CSU stwierdziła, że „ (…) jeżeli chcemy zachować otwarte granice w UE, to wszystkie państwa muszą wypracować w końcu kompromis w kwestii azylowej”.
Foto: TVP info
Zostaw komentarz