Czyli o tym, że armatami, czołgami i rakietami Polacy się nie najedzą.

Na świecie, z głodu umierają codziennie tysiące ludzi, a w Polsce żywność gnije na polach bo ceny skupu są tak niskie, że nie opłaca się zbierać: papryki, ziemniaków, cebuli, śliwek, jabłek. To woła o pomstę do nieba, a już bliżej ziemi, o interwencję ministerstwa rolnictwa i jego agencji.

Najpierw był „pan od śliwek”, od którego nieuczciwy kupiec nie odebrał kilku ton owoców.
Ogłosił w internecie „samozbiór” , na który zjechały się z całej Polski, setki Polaków, którzy je odebrali by się nie zmarnowały.

Kilka dni temu, „pan od papryki” zrobił to samo, bo nie opłacało mu się zebrać z pola ton warzyw bo ceny w skupie były rażąco niskie.
Kilkadziesiąt groszy, a w sklepach, papryka jest po ok. dziesięć za kilogram.

To nie są odosobnione przypadki.
Jest ich wiele, w całej Polsce.
Rolnicy sygnalizują, że produkcja żywności w Polsce przestaje być dla nich opłacalna.

Niskie ceny w skupie to mogą być spowodowane zmową cenową dużych producentów przetworów oraz sieci sklepów wielkopowierzchniowych i dyskontów.
To trzeba sprawdzić, ale problem nie jest nowy.
Powtarza się od lat.

A państwo przecież ma instrumenty interwencyjne.
Pospolite ruszenie wolontariuszy problemów nie rozwiąże.

Rządowe agendy mogą skupować od rolników takie warzywa, po godziwej cenie i przeznaczać do banków żywności oraz fundacji pomocowych.
Mogą je magazynować, jak na przykład masło i wprowadzać na rynek na przednówku.
Można je także wysłać tam, gdzie ludzie umierają z głodu.
Fundacje pomocy humanitarnej byłyby za nie wdzięczne.

Pomysłów by się nie marnowała na polach jest wiele.
A rząd nie może bezradnie rozkładać rąk, że niewiele może.

Dlaczego?

Bo to kwestia bezpieczeństwa żywnościowego Polski.
Armatami i rakietami Polacy się nie najedzą.

Foto: Pixabay.com