W dzisiejszym świecie żyjemy tak szybko, że nie zwracamy uwagi na to, co dzieje się wokół nas. Nie mamy czasu zaglądać nikomu do okien, nie wiem czy dlatego, że nie mamy takiej potrzeby, czy dlatego, że życie tak szybko gna. Oczywiście nie mówię, że to źle, lecz czasem ktoś blisko nas może potrzebować naszej pomocy. Warto wtedy zwolnić i pochylić się nad innymi. Dobro zawsze wraca!

Zawsze gdy jest jakaś akcja charytatywna lub pomocowa która dotyczy kogoś znajomego biorę w niej udział w miarę swoich możliwości. Kilka razy pomagałam przy organizacji imprez dobroczynnych. W tych nie normalnych czasach człowiek ma niewiele wolnego, a jest jeszcze rodzina i sprawy zawodowe. Są fundację, ludzie którzy zawodowo pomagają innym. Nie zagłębiamy się co, komu, kiedy. Refleksja przychodzi gdy my sami potrzebujemy pomocy…

Gdy zostaliśmy zamknięci w domu z powodu „covidu” okazało się, że potrzebujemy pomocy przy zwykłych sprawach, nawet nie tyle pomocy, co ktoś to za nas musi zrobić. Takie sytuacje pokazują jak to wygląda gdy to my tej pomocy potrzebujemy. Okazuje się, że ludzie o których myśleliśmy, że nam pomogą to ich wtedy nie ma, nawet nie proponują pomocy. Tylko Agnieszka i jej córka Weronika były od początku, reszty tzw. bliskich nie interesował nasz los. Okazało się, że z pomocą ruszyli znajomi, ale nie byli to ludzie z którymi mamy kontakt na co dzień. Bardzo dużo dobrego doznaliśmy od tzw. „obcych”.

Jednak gdy byłam w zamknięciu pisałam o Ali Pali i jej dzielnym synu Wiktorze. Wtedy zrodził się pomysł by zebrać rzeczy dla Wiktora i jego kolegów z oddziału szpitalnego. Siedząc w izolacji domowej zajęłam się koordynacją akcji, Kasia postanowiła rozwieść prośby o wsparcie do 80 firm w naszej miejscowości. Nikt tu nie mówi o tym, że liczyliśmy na kokosy, jednakże liczyliśmy na odzew, który myśleliśmy, że będzie większy. Jednak naszą zbiórkę wsparły tylko cztery firmy, nikt z Was źle nie przeczytał, tak dosłownie cztery. Wstyd mi, bo okazuję się, że ludzie którzy wcale nie mają mało dzielić się nie umieją, natomiast Ci którym często brakuje najchętniej dzielą się z innymi. Oczywiście wiem że pomaganie nie jest obowiązkowe, jednakże gdyby każdy dał przysłowiową cegiełkę można by zbudować dom.

Osobiście fascynuje mnie to co i na jaką skalę robi Dominika Kulczyk, znajdą się tacy którzy powiedzą, bo ona ma łatwiej. Oczywiście, że ma łatwiej, tyle tylko, że to nie może być wymówką. Gdyby pomaganie było łatwe każdy by chciał pomagać. Przy takiej akcji trzeba znaleźć osoby do współpracy, miejsca do przechowywania rzeczy jednak najtrudniejsze jest to by nakłonić ludzi dobrej woli aby zechcieli podzielić się z innymi dobrodziejstwami inwentarza. Gdyby każdy kto zna Ale i Wiktora kupił rzeczy za choćby 20 zł, to do szpitala w Krakowie zawiozłybyśmy ze dwa razy więcej darów.

Myślę, że ludzie nie chcą pomagać, bo w tych dziwnych czasach mało kto myśli o innych, mało kto myśli, że są ludzie którzy będą wdzięczni za choćby odrobinę tzw. zwykłych rzeczy. Gdy przywiozłyśmy nasze dary do szpitala tam na miejscu dopiero okazało się jak szpitale są niedofinansowane, tam na miejscu okazało się, że ta placówka, to znaczy oddziały  szpitalne nie mają podstawowych rzeczy użytku codziennego. Dla tych oddziałów towarem deficytowym jest papier toaletowy, mokre chusteczki, nie mówię już o rzeczach dla dzieci takich jak jakieś frykasy do jedzenia, czy do picia. Oczywiście mamy to mogą kupić swoim pociechą same, lecz ceny w szpitalnych sklepikach są bardzo wygórowane.

W mediach słyszymy, że handlarz bronią buja się za kasę z respiratorów, że Sasin wyrzucił 70 milionów w związku z wyborami, a w szpitalu nie ma pieniędzy na papier toaletowy. Najbardziej poruszył mnie fakt, że marzeniem pielęgniarki oddziałowej z oddziału Wiktora jest pościel. Taka ładna dziecięca pościel na wszystkie łóżka. Może znajdzie się jakaś firma lub osoba prywatna, która zechciałaby spełnić takie marzenie? Jeśli tylko jest jakaś dobra dusza to bardzo proszę o kontakt. To nie jest duży odział, a więc to dla chcącego nie będzie to wydatek którego nie da się znieść.

Nie wolno nam było wejść na oddział, lecz wdzięczna mina siostry oddziałowej wyraziła więcej niż milion słów. Ludziom dobrej woli którzy pomogli nam w zebraniu potrzebnych rzeczy bardzo dziękuję, to dzięki Wam dzieci na oddziale i ich rodzice mogą na chwilę odetchnąć.

Ogromnie dziękuję za wsparcie naszej zbiórki firmom: PSS Społem w Brzeszczach, Salonowi fryzjerskiemu Kadus – Małgorzata Zając oraz Salonowi fryzjerskiemu – Lucyna Tyrpa. Pomagać możemy na miarę naszych możliwości. Ważne jest aby los innych nie był nam obojętny. Dzisiaj my pomagamy innym, a może inni kiedyś pomogą nam. Dziękuję, że razem z Wami mogłam brać udział w tym przedsięwzięciu. W takim składzie to sama przyjemność.