Kopać podręcznik do HiT-u Roszkowskiego każdy może, trochę lepiej lub gorzej. A zazwyczaj gorzej.

Tym sparafrazowanym tekstem od jednego z polskich aktorów zaczynam kolejne ustosunkowanie się do niby-recenzji podręcznika Roszkowskiego.

Dziś kopanie książki Roszkowskiego do nauczania Historii i Teraźniejszości jest w dobrym tonie oraz modne. Bierze się za to wielu – w tym historyków, którzy nie mają pojęcia o pracy w szkole. Niektórzy nawet zastrzegają się, że podręczników nie lubią i nigdy nie lubili. Nie rozumieją, że efekty ich pracy docierają do szerszego ogółu nawet nie przez sieć elektroniczną – w tym Internet, ale głównie przez podręczniki. Bo te mają status książki obowiązkowej. Trochę więc szacunku dla tych podręczników i ich Autorów trzeba mieć.

Niektórzy kopią Roszkowskiego za to, że próbował napisać podręcznik ciekawy, inny w formie niż te, które charakteryzują się tzw. suchą faktografią. To jest podręcznik, który wymaga od nauczycieli i uczniów refleksji, a nie tylko biernego przekazania i przyswojenia. Nawet jego kontrowersyjne fakty – bo powinny wywoływać zdumienie i kontrreakcję. Bo te akceptowane przez ogół (nie wszystkich; ogół to nie wszyscy) traktowane są jako niemal dogmatyczna podstawa do oceniania uczniów. W przypadku podręcznika Roszkowskiego tak się nie da.

Najgorzej jest jednak, gdy za kopanie książki Roszkowskiego biorą się osoby, które nie odróżniają metodologii od metodyki. A znam takich. O dydaktyce historii nie będę tu wspominał, bo to dla nich terra incognita.

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.