W realizacji tej inwestycji doszło do kuriozalnej sytuacji: za obiekt budowlany uznano przenośny garaż blaszak, by w ten sposób móc go zinwentaryzować, a potem rozbudować do potężnego zaplecza socjalnego. Trzeba było tak zrobić, bo w parku miejskim nie można było czegokolwiek budować, jedynie remontować (nie wiem czy też rozbudowywać).
Sąd wadowicki uznał, że takie działanie – rozbudowa blaszaka – to samowola budowlana, ale nie można ustalić, kto odpowiada za to przestępstwo. Na szczęście prokurator się odwołał i sąd apelacyjny uznał, że sprawę należy ponownie rozpatrzyć.
Uzasadnienie Sądu Apelacyjnego – jest jasne, burmistrz podpisujący w imieniu gminy umowy musiał znać prawdę, bo przecież podpisując umowy nie robił tego w ciemno.
Nie znam całego uzasadnienia wyroku apelacyjnego. Ale oczekiwałbym w nim stwierdzenia, że jeśli doszło do przestępstwa samowoli budowlanej, to sąd niższego szczebla powinien dążyć do ustalenia kto to przestępstwo popełnił. I wtedy sprawa by się „rypła” pisząc tak kolokwialnie i nieco brutalnie.
Ale wracając do samej sprawy samowoli budowlanej:
– Sprawa przewału z rozbudową garażu blaszanego, należącego do innego właściciela niż gmina Wadowice jest prosta jak drut:
1. Gdyby przyjąć logikę sądu rejonowego w Wadowicach, to na ławie oskarżonych powinien zasiadać były starosta wadowicki, bo to on podpisywał zgody na budowy, rozbudowy lub remonty, albo też osoba upoważniona w jego imieniu. Nawet więc jak kogoś upoważnił, to jednak powinien sprawą się zainteresować, bo sprawa była głośna w Wadowicach. W wielu miejscach opisywana.
Podnosiłem ją ja w pismach do różnych instytucji (dlaczego tak robiłem, bo przecież mam świadomość i wiedzę jak wyglądają starania o uzyskania zgody na tego typu czynności prywatnych inwestorów, wiele razy przychodzili do mnie i skarżyli się na opieszałość, drobiazgowość, a nawet torpedowanie inwestycji. Nie może być tak, że są równi i równiejsi. Poza tym jak wskazywano mi – jako osobie publicznej – byłem wówczas posłem – na działania niezgodne z prawem, to musiałem interweniować).
Opisywano ją również w lokalnych mediach –trochę złośliwie, że złożyłem donos. Nie donos, tylko doniesienie, a to jest różnica. Ktoś również w tych mediach podnosił kwestię relacji między osobą, która wsparła pokaźną kwotą kampanię byłego burmistrza a podmiotem, który wygrał przetarg na rozbudowę parku.
Ja sam wielokrotnie opisywałem na swojej stronie poselskiej i w mediach kwestię nieracjonalnej rozbudowy zaplecza w parku, setek ton kostki brukowej i betonu na zbudowanie infrastruktury parku, zmieniających jego naturalny charakter, co w niedalekiej przyszłości może zaburzyć nie tylko układ wody w parku, ale też florę i faunę w nim. Obym w tym przypadku się mylił).
Niemożliwe więc, by były starosta był nieświadomy tego co się dzieje w najważniejszej inwestycji miast, w którym siedzibę ma starostwo. Brak zainteresowania ze strony ówczesnego starosty to zaniedbanie a nawet przestępstwo urzędnicze.
2. Tak więc skonstruowano oskarżenie w sprawie samowoli budowlanej w parku (nawet ten sąd w Wadowicach za taką ją uznał), by nikomu nic złego nie zrobić. Nikomu?? – Niestety nie nikomu. Zrobiono wiele zła urzędniczce, którą wpędzono w poważne kłopoty w pracy i publicznie spotwarzono – osoby zainteresowane bez trudu mogą wiedzieć, kim jest ta osoba. Mnie jej po ludzku tak zwyczajnie szkoda.
3. Oskarżono więc Bogu ducha winną urzędniczkę ze starostwa i byłego burmistrza Wadowic – wg jego publicznych deklaracji miłośnika maryśki. Oczywiście oskarżono dla pozoru, by potem go kuriozalnie uniewinnić. A właściwie uznać, że ktoś za samowolę – potężną samowolę budowlaną odpowiada, ale nie można tego udowodnić, choć ktoś w imieniu miasta składał wnioski do starostwa, na których był zinwentaryzowany blaszak jako obiekt budowlany (w zasadzie można powiedzieć, że blaszak ukradziono od „Victorii” – wartość ok. 1000 zł a to już jest przestępstwo i osoba oskarżona o to chętnie pójdzie na współpracę z organami ścigania).
Zresztą blaszak został zinwentaryzowany w miejscu, w którym nigdy nie stał. To też jest poświadczenie nieprawdy – a więc przestępstwo. Mam zdjęcia – udostępnione mi przez kogoś, gdzie faktycznie stał, a gdzie go w papierach zinwentaryzowany, czyli już w tym momencie popełniono oszustwo.
Zresztą ktoś dla celów inwentaryzacyjnych musiał go albo przesunąć albo też inwentaryzującemu przekazać informację, gdzie na mapie ma go umieścić (jeśli mu się nie chciało do parku pofatygować, albo też jeszcze obiektu nie przesunięto). Jakby prokuratura i policja wadowicka działała rzetelnie, to wystarczy spytać o to, gdzie stał blaszak – kogo: poza zdjęciami, które ktoś zrobił i mi przesłał, Marka Ciepłego, grających stale na korcie tenisowym, a wreszcie urzędnika miejskiego, który przygotowywał dokumentację i inwestora zastępczego w imieniu gminy, który składał papiery do starostwa. Średnio kumaty śledczy, po zrealizowaniu tego scenariusza ustali osoby odpowiedzialne za przestępstwo sfałszowania dokumentacji. I ustali kto je do tego nakłonił. I może to zrobić w ciągu maksimum dwóch miesięcy – powtarzam maksimum.
tu link do artykułu opisującego wyrok sądu apelacyjnego:
https://www.wadowice24.pl/nowe/polityka/16440-byly-burmistrz-wadowic-wraca-na-lawe-oskarzonych-sad-nie-sposob-uznac-ze-nie-byl-on-osoba.html
Fot. Marcin Guzik/Wadowiceonline.pl
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
Zostaw komentarz