Trudno milczeć, kiedy przekraczane są kolejne granice, zapewne nie ostatnie, choć chyba do tego już niestety przywykliśmy. Można nabawić się niestrawności i krew zalewa, kiedy śliscy, podli ludzie, którzy potrafili się znaleźć przez swoją służalczość, części dawnego danego obozu solidarnościowego i kilku purpuratów, prokuratorzy stanu wojennego pouczają i bawią się w przesłuchania – zawsze opozycjonistów.
Można nawet pojąć i zrozumieć, choć kompletnie się z tym nie zgadzać polityczny sens zmian podporządkowania sobie niemal wszystkiego – w tym przejęcia funkcji i zarazem zrobienia atrapy z polskiego obdusmana (rzecznika praw obywatelskich), ale dlaczego posługiwać się TAKIMI LUDŹMI? Widać, że prokuratorem się zostaje do końca, nawet w sędziowskiej todze. Jakoś wcześniej kwestie kadencyjności instytucji czy sędziów nie były święte. kręgosłupie. Przejęte przez transakcyjną koalicję (za prof. A. Dudkiem) państwo i pieniądze demoralizują i zdradzają symptomy gnicia. Promowani są i za wzór stawiani cwaniacy – jak pewien ponoć obrotny biznesmen operujący głównie państwowym kapitałem. Ginie idea.
Bolą niemądre, zbędne i szkodliwe, wypowiedzi (Wróbel) o rzekomych wątpliwościach moralnych związanych z niektórymi szczepionkami. Szkoda, że pewni ludzie Kościoła, mówią o czym nie mają pełnej wiedzy, stawiając kij w szprych wysiłkom lekarzy, zwykłych ludzi, a też i rządzących, aby zwalczać niewidocznego wroga. Tak samo, jak przed świętami lub grubo nawet wcześniej, głupie, ale sztucznego patosu, opowieści (np. Dec, Dzięga), o tym że konsekrowane dłonie ponoć nie są w stanie wirusa przenosić, albo że w czasach wielkich nieszczęść zawsze świątynie stanowiły zawsze „źródło uzdrowień duchowych i fizycznych”. Dec albo nie wie – w co nie wierzę, albo jest cyniczny.
Przed stuleciami nikt nie prowadził badań wiążących tłumy z przenoszeniem drobnoustrojów. Niedawno zajmowałem się „hiszpanką”. Podczas tej straszliwej pandemii, w maju 1918 r. podczas obchodów święta patrona Madrytu – Fiesta San Isidorio, raptownie wzrosła liczba zachorowań na tą straszną postać grypy. Na prowincji, jakby doświadczenia madryckie nie dotarły, organizowano wielkie publiczne imprezy religijne. Szczególny przypadek stanowiła Zamora – północno-zachodnia Hiszpania (region Kastylia i León), gdzie miejscowy biskup Antonio Álvaro y Ballano nakazał w miejscach publicznych dodatkowe msze, procesje czy nowenny, które wg miały być skuteczniejsze od zabiegów sanitarnych. Skutki nadeszły szybko Śmiertelność była tam procentowo najwyższa, sięgając 10-12% (październik-listopad), gdy w kraju sięgała 3,8%.. Przyjął założenie, iż wirus jest poganinem.
W USA z kolei historia odnotowała inną praktyczną postawę kościelnego dostojnika, bez patosu i konkretną. Gdy epidemia w październiku zanotowała swój szczyt. W Filadelfii czarnym dniem był 17 października, gdy zanotowano 759 zgonów. Wcześniej odbywały się tam masowe imprezy. Zamknięte zostały szkoły, kościoły teatry i bary. Arcybiskup Dennis J. Dougherty (1865-1951), świeżo mianowany kardynałem zachował się niezwykle odpowiedzialnie – inaczej niż jego hiszpański „kolega”. Do pracy w szpitalach wysłał siostry – pomagały nawet i żydowskim, gdzie zabrakło ludzi do pracy – bo zmarli, a na ulice księży. Przeznaczył kilka budynków na tymczasowe szpitale. Można.
Lepiej nie cofać nauki o 300 lat i zapewne rozliczyć się do końca z ciężkich pedofilnych przestępstw ciążących na niestety niejednym duchownym. No i nie przeszkadzać. Szczęśliwie są tez i u nas przypadki pożytecznej pracy u podstaw sióstr czy zakonników. Być może opada epidemiczna fala, szczepienia – za co pochwalić, nabierają tempa.
Pewien też minister uwielbiający rozgłos i szum medialny, albo silnie motywowany ideologicznie, bądź cyniczny (a może oba czynniki), szukać lubi wrogów. To prostsze niż zarządzać oświatą, jej zapaścią w dobie pandemii i wcześniej- lepiej zamiast o socjalizacji młodych mówić o seksualizacji i straszyć, a najlepiej kierować sprawy do prokuratury. Już jako wojewoda lubelski skierował wobec jednego historyka z ukraińskiej mniejszości, dr Kuprianowicza wniosek o rzekome obrażanie narodu, gdy ten wspomniał, ze w jednej z akcji odwetowych naszego podziemia, zginęli ukraińscy cywile. Albo nagle mówić o wyjątkowej roli tzw. PDWŻR (wychowanie do życia w rodzinie) – dobrowolnego notabene.
Wyrazistość nie równa się skuteczności, a kreowanie teraz męczennika z jakiegoś nadgorliwego dyrektora jest śmieszne. Ale rozgłos najważniejszy. Flesze, wizja…on to lubi, jak chyba duży chłopak.
Autor: prof. UAM, dr hab. Michał Jarnecki
Polski historyk – specjalista od dziejów Europy Środkowej XIX i XXw., polskich powstań narodowych – zwłaszcza styczniowego, stosunków polsko-czechosłowacko-ukraińskich, historii Rusi Zakarpackiej oraz tzw. polskich planów kolonialnych w 20 leciu międzywojenym. Pracuje na UAM-filia Kalisz. Długoletni belfer (liceum i „zawodówka”). Prywatnie miłośnik podróży i przygody – 3/4 globu pod butem.
Zostaw komentarz