Zwłaszcza tych dyplomowanych. Nie mam do nich zaufania, bo na własnej skórze przekonałem się, że nauczyciel wykonujący zawód, do którego nie ma powołania lub czyniący to w sposób nieodpowiedni, może stać się naprawdę niebezpiecznym człowiekiem. Może wyrządzić dziecku więcej krzywdy aniżeli doświadczyło ono jej ze strony innych ludzi.

Być może faktycznie byłem trudnym dzieckiem, ale ani jeden z moich nauczycieli nie zadał sobie trudu by zrozumieć, skąd owa trudność wypływała. Rozmawiałem wczoraj ze swoją córeczką o pewnym jej koledze, który jest nieznośny, wszystkim ubliża i nikt nie chce się z nim bawić. Zapytałem ją o to, dlaczego tak jest, czy być może wydarzyło się coś, nazwijmy to niestandardowego, w jego życiu. Ola wspomniała, że ten chłopak stracił ojca.

Bardzo łatwo jest przekreślić człowieka, zwłaszcza na początku jego drogi życiowej. Ilu z nas nie usłyszało kiedyś: „z Ciebie nic nie będzie”, „do niczego się nie nadajesz”, „z Tobą są wciąż jakieś problemy”, „dlaczego nie możesz być jak inne dzieci” lub najgorsze; „Gdyby nie Ty, nie wydarzyłoby się to (najgorsze). Płakaliśmy nad tymi oskarżeniami, zastanawiając się ile w nich jest prawdy. Wielu z nas z tym upośledzeniem wkraczało w dorosłość i nie zdawało z niej egzaminu. Konflikty, rozwody, alkohol, narkotyki, inne uzależnienia.

W stosunku do dzieci trzeba być na maksa rozumiejącym, wczuwającym się w ich nastroje, nie oceniającym, towarzyszącym, proponującym nie narzucającym.

W pewnym sensie sam jestem teraz pedagogiem. I dla swoich dzieci, i dla studentów. Dwa różne tematy i opowieść na osobne posty.

W załączeniu moje „ukochane” uwagi z dzienniczka ucznia ze szkoły podstawowej.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.