Przez kilka lat jeździłem na wczasy z rodzicami do Białego Boru. Była to miejscowość swoista. Znaczącą część populacji stanowili Ukraińcy przesiedleni w ramach akcji „Wisła”. W okolicy były trzy jeziora, z czego tylko jedno było przeznaczone do codziennej eksploatacji, a dwa dalsze pobudzały wyobraźnię i chęć zanurkowania w nich.
Nad jezioro Cieszęcino zabrał mnie kiedyś Tato motorówką. Tato był w ogóle mistrzem w załatwianiu twego typu spraw i za to go kocham. Weszliśmy wówczas po głowę do krystalicznie czystej wody. Potem Tato zorganizował łódkę, z pokładu której mogłem sięgać wzrokiem kilka metrów pod powierzchnię wody i obserwować życie roślin i zwierząt.
Nad drugie jezioro – Bielsko – zabierała nas Mama. Tak, jakby już wówczas się rozstali i umówili kto gdzie kogo wozi. W Bielsku bałem się kąpać, nie ufałem temu jezioru. W pamięci pozostały mi plenery nadjeziorne, z sosnami i przeszkodami dla koni.
Mentalnie jestem gdzieś między Cieszęcinem a Bielskiem, a te moje podróże do Miastka i Szczecinka tylko potwierdzają tę diagnozę.
Ja już zawsze będę „pomiędzy”.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz