Patriotyzm, który liczy się w ludziach, nie w deklaracjach.
Prawie sześćdziesiąt lat temu, za namową księdza Bronisława Gałońskiego, jeździłem po wsiach i po wieczornych nabożeństwach tłumaczyłem kobietom, że jeśli ludzkość ma przetrwać, to trzeba się rozmnażać.
Statystyka była bezlitosna: jedna matka – 2,1 córki. Synów, nie wiedzieć czemu, w tych wytycznych nie uwzględniano, choć przecież też się do czegoś przydają.
Dziś brzmi to jak anegdota z muzeum etnografii, ale wtedy było to śmiertelnie poważne. Ksiądz i GUS mówili jednym głosem, a ja – młody, pełen zapału – jeździłem i przekonywałem, że bez dzieci nie będzie ani narodu, ani przyszłości.
Od tamtej pory minęło prawie sześć dekad. Mój Boże, jak ten czas leci. W tym czasie pełniłem różne funkcje – ważne i mniej ważne – należałem do trzech partii, które wszystkie uważały się za kontynuatorki jakiejś wielkiej tradycji.
Piastowałem stanowiska, bywałem na świecznikach, byłem w cieniu. Życie publiczne znam od podszewki.
Ale jeśli mam wskazać coś, z czego jestem naprawdę dumny, to nie są to żadne funkcje, żadne tytuły, żadne legitymacje. Jestem dumny z jedenaściorga moich potomków. To jest mój patriotyzm. Nie w gębie, nie na wiecach, nie w deklaracjach. W czynach. W ludziach, którzy po mnie zostaną.
Mój przyjaciel Antoni – ten sam, z którym razem walczyliśmy z komuną, co IPN może potwierdzić – ma podobny wynik. I dobrze. Ktoś musi tę Polskę realnie podtrzymywać, a nie tylko o niej krzyczeć.
Dlatego mówię wprost:
jeśli ktoś dziś najgłośniej krzyczy o miłości do Ojczyzny, a jednocześnie nie ma odwagi, by wziąć odpowiedzialność za choć jedno dziecko – to jego patriotyzm jest papierowy.
Ładnie wygląda na Facebooku, ale nie przetrwa konfrontacji z rzeczywistością.
Nie chcę wyjść na starego piernika, który pod koniec życia chwali się, „kto ma dłuższego”. Ale fakty są faktami: miłość do kraju mierzy się nie tylko słowami, lecz także tym, czy człowiek zostawia po sobie ciąg dalszy.
I jeśli ktoś ma z tym problem, to niech się nie obraża na mnie, tylko na demografię.
Zostaw komentarz