W ponurym świetle ostatnich wydarzeń nasuwa się refleksja, że być może wielu z nich dałoby się uniknąć, gdyby osoby, które wspólnie z Jaruzelskim wprowadziły w 1981 roku stan wojenny, poniosły rzeczywistą odpowiedzialność za swoje czyny. Przecież był to nie tylko gwałt zadany narodowi, ale także akt bezprawia, nawet w świetle obowiązującego wówczas prawa PRL.

Tymczasem niemal nikt nie poniósł za to skutecznej kary. Mechanizmy opresji uruchamiały milicja, wojsko, funkcjonariusze ZOMO oraz wojskowi komisarze narzuceni zakładom pracy i instytucjom. To oni stanowili wykonawcze ramię systemu, który łamał prawa obywatelskie, tłumił wolności i próbował zastraszyć społeczeństwo.

Brak pełnego rozliczenia tamtych wydarzeń pozostaje jedną z najbardziej gorzkich kart polskiej transformacji. Rodzi on poczucie, że państwo nie zawsze potrafiło w sposób jednoznaczny oddzielić to, co zgodne z prawem i zasadami demokracji, od tego, co było nadużyciem władzy.

Przepraszam. Bardzo przepraszam. Także za siebie i za innych z pokolenia, które w 1989 roku wywalczyło warunki do przeprowadzenia pokojowej transformacji ustrojowej. Nie dopilnowaliśmy tego. Być może zbyt łatwo uwierzyliśmy, że odzyskana wolność raz na zawsze zabezpieczy Polskę przed pokusą nadużywania władzy. Historia po raz kolejny przypomina nam, że o wolność, praworządność i prawa obywatelskie trzeba troszczyć się nieustannie, niezależnie od tego, kto sprawuje rządy.