Psy szczekają, karawana jedzie dalej..
Aż chciałoby się napisać „Milczenie owiec” kolejny raz. Post, który napisałem w grudniu, wciąż aktualny. Tysiące udostępnień, na innych platformach, odczyty krążące po intenecie, przekazywany na priv, omówiony w całości i skomentowany na kanale YT przez p. Jacka Sokala, jako podsumowanie roku 2020. Niby dużo tych „świadomych”. W teorii. A wychodzisz na ulicę i wszystko zasłonięte szmatą.

Kolejne święta szykują się zamknięte.
Nic się nie zmieniło. Ani tam, na „górze”, ani tu „na dole”.
„Góra” realizuje swój plan, a „dół” niby cos tam rozumie, ale karnie kroczy wyznaczonym szlakiem.
Telewizja wyznacza kierunek.
Karawana jedzie. Psy szczekają, ale rzucisz im kość, i odpuszczają.

Jak walec miażdży wolność, własność, konstytucję. Niszczy zdrowie. Nawet życie.
Pięknie zapakowane słowa nie ranią. Nie budzą trwogi.
Jakby to brzmiało, gdyby minister powiedział „wydałem wyrok śmierci na chorych na raka”, albo „skazałem na śmierć czekających na operację”. Może ktoś by się obudził. Ktoś by usłyszał. Zastanowił się. Zrozumiał. Wyobraziłby sobie swoją matkę, ojca lub dziecko w takiej sytuacji. Trochę empatii.
Więc wyrok śmierci podaje się w innym opakowaniu – „zalecam wstrzymanie wszystkich operacji i zabiegów”. Brzmi inaczej. I tylko nieliczni rozumieją, że to właśnie wydanie wyroku na nasze matki, ojców, braci i dzieci.
A jednak milczymy.

Nie razi nas to, że żydowskie święta można obchodzić bez obostrzeń. Nie razi menora na centralnym placu w Warszawie w grudniu. Nie upominamy się o choinkę. Wykreślamy z kalendarza święta BN. Wykreślamy cmentarze na 1 listopada. Pokornie zrezygnujemy ze świąt wielkanocnych.
Wielu z was powie „mam to gdzieś” „i tak zrobię swoje”. I zrobicie. W swoich domach. I super.
A na ulicy zastosujecie się do bezprawnych nakazów uzurpatorów dając im przekonanie, że jesteście posłuszni. Że mogą zrobić z Wami wszystko.
A Wasze święta będą coraz bardziej schodzić do podziemia.
Będą znikać coraz bardziej. Każde kolejne to coraz mniej święta w świętach.
W ukryciu. Po cichu.
Aż w końcu sami zaczniecie się zastanawiać, po co one. I odpuścicie.
Tak jak odpuszczacie wolność. I wasze prawa.
Wasze człowieczeństwo.

Bo taki jest plan.
Zabiorą Wam wszystko i wmówią, że to Wy jesteście problemem. To Wy niszczycie planetę. To Wy jej zagrażacie.
Już Wam to mówią. O dwutlenku węgla, o zmianach klimatycznych. A Wy łykacie.
Popieracie wycinanie farm dla ochrony planety.
Za chwilę wytną Was dla ochrony planety.
Ci sami ludzie, którzy trują powietrze, trują jedzenie, trują Was lekami i kosmetykami.
Zasypali planetę plastikami. Teraz plastikowe maseczki zaśmiecają świat na potęgę.
Zabronili konopi, zastępując je plastikami. A przecież las konopny daje więcej tlenu niż 50 letni las dębowy.

Wytną lasy (a przecież to drzewa oczyszczają z dwutlenku węgla, to ich pokarm)
Wybiją zwierzęta (czym jest likwidacja hodowli, jak nie wybiciem całych gatunków zwierząt domowych?!
Wytną i Was. Bo jest Was za dużo.
Dla ochrony planety.

Trzeba was wytresować. Zabrać własność. Zabrać wolność. Zabrać dzieci. Zniszczyć więzi. Rodzinę. Zabrać to w co wierzycie. Wdrukować Wam w mozgi nową religię – ochrona planety. Telewizor Wam powie jak macie myśleć.
Papież już dawno Was oddał. Wycałował po rękach Rothschildów, zachęca do eksperymentów medycznych, nawołuje do NWO i zamyka kościoły.

Bez waszego posłuszeństwa to się nie uda.

A Wy jesteście posłuszni
Każdego dnia rezygnujecie z kolejnych Waszych praw; z rodziny, z tradycji, z wolności.
Każdego dnia coraz mniej Was w Was.
Aż w końcu zastąpi Was sztuczna inteligencja.
Dzięki Waszej pomocy dzisiaj.

Autor: Jerzy Makara