Dziennik zafroncia, dzień 391, 85 dni bez kontaktu z Borys Humeniuk.
Staram się możliwie rzadko pisać o polityce. A jeżeli, to staram się żeby była blisko placu boju, tego co trochę rozumiem a w każdym razie na tyle rozumiem, że mogę tłumaczyć, o co tam chodzi, co jest w użyciu i dlaczego.
I co każdy tutaj, kto uważa, że to jego sprawa – może zrobić i jak.
Nie przekonuję nieprzekonanych. Jeżeli są mi obcy – mam ich w dupie i to nie swojej. Jak ich znam – omijam temat, o ile zależy mi z innych względów na znajomości. Wylałem już tyle fontów w tej sprawie od „pomarańczowej rewolucji” w 2004 roku, że nie widzę powodów aby się powtarzać.
Ale dostałem ostatnio na twarz pytanie-polecenie – weź mnie uspokój co z tymi Chinami. Czemu Xi zapierdziela do faceta, za którym właśnie Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze wydał list gończy? Co on tam chce przywieźć? I za jakie ustępstwa?
No i odpowiedziałem prywatnie, to mogę powtórzyć publicznie, niezależnie od tego co się wydarzy, że o ile to rozumiem to po pierwsze:
Chiny komunistyczno-kapitalistyczne działają w innej filozofii sprawowania władzy, koncepcji państwowości oraz perspektywie czasowej. Zbiorowy cesarz, którego emanacją, chwilową, jest pan Xi, zwany tez Xitlerem pomału konsoliduje swoje z gruntu niespójne władztwo grając raz na bębenku nacjonalistycznym a raz na nieco innym. I taką datą wokół której zapewne sporo będzie się kręcić to rok 2049 czyli stulecie Chin ludowych.
Dla nas odległa perspektywa, 26 lat, z osiem kadencji parlamentu, z pięć prezydenckich, niemal drugie tyle ile jesteśmy w UE. Dla Chin, które kurs mają jasno wytyczony i stabilny jak im samym się wydaje system sukcesji władzy – pstryk i myk.
Ale – Chiny przynajmniej oficjalnie dążą do zjednoczenia pod jednym dachem tego co jest chińskie. Oczywiście to, co jest chińskie odwiecznie podlega redefiniowaniu i jest to definicja arbitralna. Bo odwiecznie chiński ma być na przykład Tybet z czym Tybetańczycy jakoś nie bardzo się zgadzają, chociaż uczciwie należy przyznać, że chiński smok z kolei zupełnie ich nie słucha i nie pozoruje nawet dialogu.
Podobnie z Ujgurami.
I wieloma mniejszościami, nie tylko etnicznymi ale także religijnymi na ten przykład wielogłowa partyjna hydra, zbiorowi Xitler nie ma zamiaru rozmawiać, bo ma być jedność w wielości, czyli przede wszystkim jednak jedność.
Ale w związku z tym Chiny są bardzo przywiązane do zasady suwerenności oraz integralności terytorialnej, która jest dla nich jedną z najświętszych zasad polityki międzynarodowej jaką starają się uprawiać.
W domyśle po to, żeby im w obcych językach nie mówili o jakichś prawach człowieka, prawach pracowniczych, ekologii, praworządności, Tybecie, Ujgurach, Hong-Kongu czy – w przyszłości – – o wojnie z Tajwanem, którą swoim i cudzym sprzedadzą jako powrót wyspy do macierzy macochy.
Brzmi znajomo miejscami? Brzmi strasznie?
To dobrze. Jest się czego bać, bo jak widzicie suwerenna demokracja pond prawami jednostki – czyli ładne chińskopodobne określenie na chińską podróbę demokracji, maskownicę dla dyktatury – robi karierę i bywa łatwo przyswajane przez malowanych książąt z Europy.
Ale – w związku z tym Chinom w ch. się nie podoba polityka rozgrywania separatyzmów przez rosję i putińczyka. Nie dlatego, że uważają, że podbijanie i eksterminacja słabszych jest zła z zasady.
Nie. Azjatycka koncepcja relacji władzy z jednostką jest taka, że jednostka może mieć swobodę, o ile władza się umniejszy w łaskawości swojej.
U nas jest na odwrót – to ja mogę oddać część swojej wolności w imię władzy, której dam nieco siły by mogła za mnie załatwić to i owo, ale tylko tak długo jak długo będzie mnie – obywatela, jednostkę – szanować.
A jak nie – to nie.
To mamy w tradycji europejskiej różne formy gniewu ludu od podpalenia komitetu partii, poprzez Majdan aż po ścinanie niefajnych królów.
Także ogólnie Chiny mówią – wołodia, kierunek tak, ale wypaczenia nie. A wypaczenia są niewybaczalne. Osetia, Ługanda, Donbabawe, Krym – no nie, tego to nie lubią i nie szanują.
Chinom też w ch nie na rękę jest przedłużająca się wojna przy rosnącej i utrwalającej się, wchodzącej w rutynę gotowości NATO i ogólnie Zachodu do kontrybucji na rzecz tej wojny.
Bo ta kontrybucja wymusza zmiany w strukturach sił zbrojnych i ich zaplecza. Zachód pozbawiał się przez ostatnie dekady zdolności obronnych, kasował programy, moce wytwórcze, liczebność armii.
Armie zmieniały też struktury – z ciężkich szły w wojska o wysokiej mobilności strategicznej, czyli takie gotowe do interwencji w różnych miejscach świata, ale co do zasady niezdolne do obrony własnych granic.
To tak w skrócie. Bóle wokół transferu do Ukrainy relatywnie nowoczesnych czołgów czy w ogóle jakichkolwiek czołgów – tego objawem. Tu nie chodzi tylko o ciamkowatość kanclerza Niemiec, ale też o to, że linii produkcyjnej czołgów nie stawia się z soboty na niedzielę.
Chodzi też o zmianę nastawienia społeczeństw, które spały na kasie, nie widząc i nie chcąc widzieć tego, że inni wokół się zbroją. Że Chiny przeskakują jednak kolejne etapy dawnych niemożności, że rosja reformuje armię, podtrzymuje zdolności do badań i rozwoju nowych typów uzbrojenia, często w oparciu o komponenty dostarczane raźno z Francji i Niemiec, prawda, ale jednak.
Sumując – Chiny nie mają powodów do tego, żeby wykonywać jakieś gwałtowne ruchy wspierające rosję ze względów powyższych. Chinom pasuje słaba, zdana na nie rosja pełna surowców, z wykastrowaną armią i zdrunowaciałą klasą polityczną. W ten sposób bez podboju militarnego wasalizuje się taki kraj i trzyma za jaja. Tworzy się kolonię bez wysyłania wojsk kolonialnych.
Very chinese.
Sa już pierwsze jaskółki kolonializmu. Pan putińczyk jak się okazuje dopuszcza rozliczenia z krajami trzecimi w juanach, nie w rublach. Fajne nie? Szczególnie że kurs juana jest sztucznie regulowany przez bank centralny Chin.
Panda już cię dyma ruski misiu, a ty myślisz ciągle że to kolonoskopia dla zdrowotności?
Co w zamian dadzą Chiny? Moim zdaniem niewiele, bo nie opłaca się im zadzierać za ostro z tak zwanym zachodem bo zachód do kasa.
Tak długo jak zachód umieszcza produkcję wszystkiego u swojego strategicznego konkurenta, nienauczony pandemią covidu – tak długo nie opłaca się iść na ostro. Na ostro zbyt. Bo trochę tak.
Wydmuszka, jaką okazała się rosja nie jest dla Chin żadną gospodarczą alternatywą. To państwo o PKB wielkości Hiszpanii, które od ponad roku ciągle się kurczy. No jest rynek na pralki, ale póki mogą rabować pralki w ramach operacji specjalnej na ch im chińskie?
Może coś z amunicji, może coś komponentów elektronicznych, może. Głównie rzeczy nierzucające się w oczy w razie zniszczenia lub zdobycia czołgu, rakiety, drona.
Ale zwróćcie uwagę, że to górą, borem lasem gdy doliną, śród kwitnących wiśni do Kijowa pojechał premier Japonii. I tu robi się ciekawie.
Bo Japonia ma kosę z Chinami i z rosją.
Chiny nie lubią Japonii, bo chociaż są z nazwy komunistyczne to w pamięci żywa jest pamięć wojen 1894-95, którą cesarstwo przegrało oraz 1937-45 którą nacjonalistyczne Chiny Czang-Kai-Szeka przetrwały, ale trudno powiedzieć żeby wygrały. I Hanowie jeżeli kogoś na świecie się cykają – to ewidentnie samurajów. Pokrywają to marsowymi minami, ale nie lubią ich mają powody.
Dla jasności – wojska japońskie w latach 1937-45 dopuściły się też w Chinach tak potwornych zbrodni, że europejski mózg wymięka.
Ale Japonia ma też kosę z rosją, która tak chwacko ubiera się też w szatki panny dziedziczki po ZSRR. A za co zapytacie?
Ano w 1939 roku, dokładnie 16 września Japonia zawarła rozejm z ZSRR po bęckach nad Chałchyn Goł w Mongolii i trzymała się go wiernie przez całą druga wojnę światową.
Zbieżność z decyzją o wkroczeniu na wschodnie tereny II R.P. nieprzypadkowa jak się wydaje.
I w sierpniu 1945 gdy Japonia szykowała się do ostatniej bitwy z USA i aliantami dostała dwa nokautujące ciosy. Jeden to zrzut dwóch bomb atomowych na Nagasaki i Hiroszimę. Drugi to nagły atak i prawdziwy blitzkrieg w Mandżurii gdzie w kilka dni przerzucone z zachodu wojska ZSRR rozniosły w pył Armię Kwantuńską.
Armię, która była państwem w państwie, która prowadziła własną politykę zagraniczną mieczem i armatą. To był szok i poczucie zdrady. No bo Japończycy nie sieknęli ZSRR w zad, kiedy ten walczył ze sprzymierzeńcem Japonii – Hitlerem, liczyli na minimum wzajemności. Na lojalność wroga sprzymierzeńca. Ale to nie ZSRR.
Do tego ZSRR zajumał Japonii Wyspy Kurylskie i Sachalin (też taka wyspa, tylko wielka jak jedna czwarta Polski), której połowa należała do Japonii w wyniku wojny lat 1904-1905.
I tu trzecia ciekawa okoliczność. samuraje nie mają kompleksu niższości wobec rosji bo ją pokonali koncertowo w latach 1904-1905. Z tamtych czasów tez wielkie sympatie były polskie do Samurajów, no bo jak ktoś leje rosjan – to my lubimy.
Także Chiny wasalizują putińczykowską rosję, ale Japonia wysyła wyraźny sygnał – hej, hej, wiemy, że nas nie lubicie, ale tu jesteśmy. jak nie dziób to w zad jednego z drugim zawsze możemy czubkiem buta w środek dupy kopnąć.
Bo trwają prace parlamentarne w Japonii nad tym, żeby ich armia mogła się nazywać armią, wiecie. Bo do tej pory to były Siły Samoobrony Wysp Japońskich i oficjalnie nie są i nie były armią.
Tak samo jak japońskie „niszczyciele” dziwnie przypominają śmigłowcowce lub małe lotniskowce, nawet nazwy mają po japońskich lotniskowcach floty z drugiej wojny światowej, ale oficjalnie są niszczycielami.
Tymczasem trzy smaczki na koniec.
Jeden – Polska, Słowacja i Macedonia w najbliższym czasie przekażą Ukrainie nie mniej niż 38 samolotów bojowych – 33 MiG-29 i 5 Su-25. Kolejna czerwona linia przekroczona a ruskie dalej kwiczą, że to nie zostanie bez odpowiedzi.
Dwa – moscow morgul grzebał długo, grzebał i wysyła oto na front czołgi T-54. To czołgi których rozwój zaczął się w czasie drugiej wojny, także gratulujemy putińczykom i czekamy na grupę rekonstrukcyjną „Rudy 102”. Zdjęcie w załączeniu.
W tym kontekście wysłanie do Ukrainy 178 Leopardów 1 nie wydaje się aż takie beznadziejnym pomysłem.
Trzy – niezależnie od wszelkich rozważań o światowej hegemonii Chin ludowo-nacjonalistyczno-kapitalistycznych pan Xitler przyleciał do moscow morgul samolotem Boeninga B-747 a nie chińską kopią tegoż, powiedzmy jakimś J-67*&$#@.
To zdjęcie – B-747 na lotnisku w Moskwie przywożącego cesarza Chin mówi moim zdaniem więcej niż ten cały najdłuższy post w ostatnich dniach.
Co możemy my?
Wspierać naszych, życzyć im powodzenia i powrotu żywymi do domów oraz zastanowić się w sercu swojem czy nie pora wrócić do kupowania produktów może i droższych, ale wytwarzanych gdzieś w okolicy, dających pracę gdzieś w okolicy i trwalszych niż chińskie podróbki wszystkiego.
I na przyszłość – nie spać do jasnej cholery.
*(Nie liczę, że będziecie czytać ten post w całości, pewnie się nie da, ale za wszelkie lajki, szery, komentarze taktyczne – buk zapłać)
**(Tak, ciągle wasze wsparcie w postaci wirtualnych kaw wiele dla mnie znaczy – pisząc, nawet rzadziej tutaj – nie robię wielu innych rzeczy. Mam zamiar tak czynić dalej, ale kawa – zawsze pomaga)
***(A mówiłem, że Tybet jest bliżej niż się wam zdaje? Mówiłem. Też ze trzydzieści lat. Przynajmniej mam alibi.)
Niebawem Jacek Cielecki rusza z kolejnym konwojem UA Future a tu zrzutka na akcję zima trwa – https://zrzutka.pl/88d5ug
Ciągle też trwa zbiórka dla Медичний Добровольчий Батальйон Госпітальєри • Hospitallers Paramedics sygnowana przez wydawców z projektu Wyleczyć z wojny – 95% ze środków przekazanych poszło już do batalionu, czekam obecnie aż się uskłada większa kwota do przewalutowania, czemu nie. Najdłuższa zrzutka tej wojny, założyliśmy ja z koleżeństwem wydawcami 24 lutego 2022 roku i nie ustajemy, wiekszośc z 66 tysięcy jakie sa na liczniku juz trafiła do odbiorców, czekam az zbierze się znowu jakaś większa kwota żeby ją przewalutować i wysłać – https://zrzutka.pl/r88stc
Trwa też zbiórka na samochód od Team-Concept, pojazdy specjalne i łodzie Alucoria DINO519, bez obaw, podwozie mercedesa, będzie ja naprawiać. Czołgu ze zrzutki nie kupimy, ale autko pancerne – czemu nie? https://zrzutka.pl/hwcxf6
ja zaś dziękuję za wszelkie udostępnienia, objawy życzliwości i wsparcia, każde słowo, szer, komentarz, kawa postawiona w buycofee.to uświadamia mi, że pełnię jakiś rodzaj nieformalnej służby społecznej. Moja służba na tym tutaj polu ma charakter w pełni woluntarystyczny. Nikt ode mnie tych tekstów nie kupuje, nikt mi za nie nie płaci, a zarazem to są realne godziny w necie, kiedy nie robię nic innego. I tak będe to robił, ale jakby ktoś chciał odwdzięczyć się stawiając mi iwrtualna kawę – bez obaw, wszystko wypiję. buycoffee.to/radek_wisniewski
Autor: Radosław Wiśniewski
Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz