Byłoby z mojej strony absolutną mrzonką , jakbym spodziewał się, że wszyscy, którzy brali jakikolwiek udział w tamtych wydarzeniach sprzed 44 lat, a było ich przecież kilka milionów, doświadczyli w Wolnej Polsce samego pasma sukcesów i opływają teraz w dostatki, więc entuzjastycznie dzisiaj świętują. Jednak po upadku komuny, powstały w Polsce warunki, o jakich nie mogli marzyć ludzie w PRLu.

Jedni z tego umieli skorzystać, inni nie, stąd też pewnie niektórych, nie rajcuje wcale ta rocznica, bo … poszło im średnio, a nawet może całkiem nie dobrze.

Z biegiem czasu także nie bez winy samego Wałęsy, który nie potrafi okiełzać monstrualnego ego i wyłącznie sobie przypisuje autorstwo przemian, mit Sentymentalnej Panny S zaczął blednąć.

Na to nałożył się bardzo żywy spór polityczny, w którym obie uczestniczące w nim strony uważają się za spadkobierców ideałów Solidarności.

Także i ci, którzy zaczadzili się liberalizmem i stanęli w obronie „Bolka”, przygarnęli Millera, Belkę, Cimoszewicza, współpracowników i funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, zwolenników aborcji, kosmopolitów, odmieńców różnej maści itp.

Wprawdzie trudne to jest do pogodzenia, ale taki na przykład legendarny z tamtego okresu przywódca strajku i ruchu na rzecz wolnych związków zawodowych Bogdan Borusewicz dobrze z tym sobie radzi. Radzą też sobie z tym i inni pomniejsi aktywiści z tamtego okresu, których zryw związkowy wypchnął na najwyższe w państwie posady, ale, jak widać niestety, niewiele z tamtej solidarnościowej formacji w nich zostało.

W to formalne w kalendarzu państwa święto zastanawiam się, ilu w gronie moich znajomych jest, tych, którzy byli wtedy czynni. Nie myślę tylko o uczestnikach strajków, ale również o tych, którzy po rejestracji w 1980 roku „Solidarności” do niej wstąpili.

Teraz pewnie dobijają do osiemdziesiątki, a wielu z nich- jest już na tamtym świecie, tak jak św. pamięci p. Jolanta, która napisała „z tamtego roku pozostało we wspomnienie o czymś wyjątkowym. Byłam w Solidarności i uważam rok Karnawału Solidarności za wyjątkowy i piękny. Nigdy nie przeżyłam czegoś tak wzniosłego w swoim długim życiu. A Lechowi Wałęsie jestem nieskończenie wdzięczna, bo nikt (wtedy) nie byłby w stanie stanąć na czele strajku i wywalczyć Solidarność. Że potem pobłądził? No i co z tego? A Piłsudski nie pobłądził? Ale to, co było, zachowam w pamięci. Cudowny czas”.

Zaś pani Beata, która, jak sama pisze, była w tamtym czasie za młoda, a po roku 1989 została wziętą dziennikarką, tak ocenia tamten czas ”pozostało umiłowanie wolności. Ludzie tamtej pierwszej „S” są dziś głównie w PO, w PiS niedobitki, podejrzewane dziś także np. o pedofilię w bardakach z Ukrainkami, albo o obecne związki z kacapami. Ludzie pierwszej „S” przygarnęli także byłych komuchów, do ówczesnej „S”, dzięki solidarności przez małe „s” należeli także wcale liczni członkowskie PZPR. O czym dziś, w czasach nienawistnych podziałów zrobionych wśród Polaków przez Kaczyńskiego się nie pamięta, ale idea była wówczas prosta: nieważne, skąd się przychodzi, ważne, dokąd się zmierza”.

Z tamtego okresu nie mam fotografii, poza zdjęciem z akt Służby Bezpieczeństwa, które zamieszczam wraz z grafiką, wykonana przez Leszka Antoszczyszyna.