Tak przynajmniej twierdzi wieloletni publicysta Gazety Wyborczej Konstanty Gebert.

W tekście Spór o ubój rytualny, czyli Żydzi, Polacy i zwierzęta (GW z 9.10 2020) jako Dawid Warszawski wywodzi:

Polska panika moralna związana z ubojem jest zapewne po części pochodną całkiem zrozumiałego buntu przeciw religijnemu przymusowi, jaki krajowi narzuca Kościół katolicki.

https://wyborcza.pl/7,75968,26380288,spor-o-uboj-rytualny-czyli-zydzi-polacy-i-zwierzeta.html

Najwyraźniej p. Gebert uważa, że skoro Żydzi zdaniem niektórych purpuratów to „nasi starsi bracia w wierze”, to powszechny sprzeciw wobec okrutnych praktyk tzw. rytualnego zabijania zwierząt wynika… ze sprzeciwu wobec Kościoła.

Prawda, jakie to logiczne?

Ale opór polskiego społeczeństwa (aż 70% jest przeciw), które jawnie dostrzega „mord rytualny” a nie „religijny obyczaj” zdaniem Warszawskiego jest też wynikiem antysemickich uprzedzeń.

Pisze:

Można być krytycznym wobec rozmaitych form uboju, w tym rytualnego, nie będąc antysemitą. Można też, nie będąc antysemitą, uważać, że 75 lat po wojnie restytucja mienia komukolwiek, w tym i Żydom, nie jest możliwa. Ale pasja, z jaką Żydzi są w związku z ubojem i restytucją atakowani, i całkowite lekceważenie w tych atakach faktów, każą przypuszczać, że ma w tym udział także nowa forma starej nienawiści. Powinno to skłaniać do pewnej wstrzemięźliwości. I profesorów, i redaktorów.

(op. cit.)

O, właśnie, faktów. Warszawski (Gebert) powołuje je popierając humanitaryzm podrzynania gardła zwierzęciu:

Jest natomiast prawdą, że trwają naukowe spory o to, czy przy uboju rytualnym zwierzę cierpi dłużej niż przy zwykłym, zakładając, że oba są właściwie przeprowadzone. Z badań prof. Temple Grandin czy dr. Stuarta Rosena, na przykład, wynika, że nie ma tu znaczącej różnicy. Jak się wydaje, tak w istocie może być: cierpienie może trwać kilka sekund dłużej w wypadku ptaków i w niektórych przypadkach nawet do 12 sekund w wypadku bydła.

(op. cit.)

A ile trwa cierpienie współobecne przy niekoszernym zabijaniu?

Zwierzę bywa wszak najpierw ogłuszone, co powoduje, że okres faktycznego cierpienia bliski jest… zeru.

A to, proszę Was oznacza, że ubój rytualny powoduje wzrost cierpienia zwierząt nawet o kilkanaście tysięcy procent!

Niech więc pan Gebert nie szermuje tego typu grepsami – czy uznalibyśmy wykonaną na człowieku karę śmierci za humanitarną, gdyby pozbawienie życia trwało aż 12 sekund?

Każdy zresztą może wykonać doświadczenie własnym sumptem – niech postawi garnek z wodą na kuchence, odpali, a kiedy już będzie wrzątek niech włoży do niego palec.

Powinien wytrzymać 12 sekund, bo to przecież nic wg Geberta.

Ale Gebert nie byłby Warszawskim, gdyby do sprawy nie wplótł jeszcze jednego wątku. Otóż Polacy są przeciwni okrutnemu mordowaniu zwierząt, bo… nie chcą Żydom oddać tego, co ci umyślili, że im się należy.

Oczywiście wszelkie hipotezy na temat zbiorowej podświadomości są nie do udowodnienia – ale sama możliwość, że gardłując za zakazem uboju, odbudowuje się legendę o krwi, winna budzić niepokój Zwłaszcza że sama legenda ma się dobrze: jeżeli w 2011 r. wiarę w nią deklarowało 9 proc. badanych, to dwa lata później już 23 proc.; nowszych danych brak.

Tym bardziej że inny negatywny stereotyp Żydów – krwiopijców i lichwiarzy – przedzierzgnął się na naszych oczach w obraz Żydów domagających się od Polski odszkodowań za straty wojenne i roszczących sobie prawo do pożydowskiego mienia bezspadkowego.

Niewiele ma to wspólnego z rzeczywistością: Żydzi domagają się nie odszkodowań, ale zwrotu swojego mienia na równych ze wszystkimi zasadach. Pragną też, by Polska, odziedziczywszy dobytek pomordowanych, którzy nie mieli jak sporządzić testamentów, z tego mienia łożyła na pamięć o nich i na ocalałych.

(op. cit.)

Pan Gebert zdaje się nie pamiętać, że pamięć Pomordowanych w Zagładzie jest w Polsce dość mocno obecna.

Jeżdżąc w dawne kieleckie mijam małe miasteczko Szczekociny, położone przy DK 78. Po latach komunistycznej smuty, podczas której wzniesiono nawet szalety publiczne na terenie dawnego kirkutu (miejscowi powiadają, że na osobiste żądanie powiatowego sekretarza PZPR o co prawda mocno polskim nazwisku, ale o urodzie typowego synajskiego koczownika), teren jest należycie uporządkowany, opatrzony stosownym pomnikiem i tablicą pamiątkową. Na chwilę zwrócony najbliższej gminie żydowskiej budynek byłej bożnicy (przez dekady służący po 1945 za magazyn – opuszczony już pod koniec lat 1980-tych) został przez nią sprzedany lokalnemu przedsiębiorcy i funkcjonuje jako gminny ośrodek biznesu. O pierwotnym charakterze budynku świadczy tylko tablica pamiątkowa na szczytowej ścianie.

Podobnie jest nie tylko w Szczekocinach.

Wywołania do tablicy wymaga natomiast co innego. Gebert stwierdza całkiem na serio o konieczności łożenia na Ocalonych.

Panie Konstanty, to ilu ich jeszcze jest?

I w jakim są wieku?

Przecież od końca wojny minęło już 75 lat. Zatem najmłodsi Ocaleni dobiegają albo już przekroczyli 80-tkę.

Psalm 90 (uznawany nie tylko przez chrześcijan, ale i żydów) wyraźnie mówi:

Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt
lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt;
a większość z nich to trud i marność:
bo szybko mijają, my zaś odlatujemy.

Za chwilę więc ostatni Ocalony odejdzie na łono Abrahama. Mimo to pan Gerbert nadal każe zbierać.

Najwyraźniej Przedsiębiorstwo Holokaust podpiera się innym biblijnym cytatem:

[Rdz 6.3] Wtedy Bóg rzekł: «Nie może pozostawać duch mój w człowieku na zawsze, gdyż człowiek jest istotą cielesną: niechaj więc żyje tylko sto dwadzieścia lat.

To zaś oznaczałoby, że ostatni Ocalony, urodzony dnia 7 maja 1945 roku, umrze 7 maja 2065 roku.

I pewnie do tego czasu będzie trwała zbiórka.

15/17.10 2020