Żeby móc to zrozumieć, o ile w ogóle można to pojąć, to swojej pracy postaram się udać do instytucji niższych szczebli, żeby choć spróbować wskazać jak bardzo nasz system wymiaru sprawiedliwości skażony jest poprzednim systemem ustrojowym i jak bardzo nikomu nie zależy, żeby mogło być inaczej. W mojej pracy nie mam zamiaru bronić żadnej ze stron, ponieważ sam widzę, że nieprawidłowości i ludzie bezprawia są w każdej grupie społecznej. Chciałbym tylko wskazać, gdzie ja jako szary obywatel widzę to, czego nie powinienem być świadkiem. Jestem studentem I roku Administracji i do prawników mi daleko, jednak jeżeli zauważam problem, to za kogo nas mają ludzie tworzący to prawo?
Sądy i Prokuratura czy anarchia?
Jeżeli mamy konflikt między obywatelem a państwem, to musi być jakaś instytucja, która ten konflikt rozstrzyga. Czytając różnego rodzaju blogi, przeglądając fora czy też strony w mediach społecznościowych prawników, którzy to reprezentują na salach sądowych swoich klientów, z przerażeniem czytam o agresji na posiedzeniach. Strony coraz częściej zaczynają pozwalać na krzyczenie wobec siebie, a nie rzadko dochodzi do straszenia przewodniczącego składu sędziowskiego donosem do ministra Sprawiedliwości i poda nierzadko nazwisko Zbigniewa Ziobro. Agresja społeczeństwa została mocno ośmielona i choć patrzę z przerażeniem, to mnie wcale nie dziwi, skoro ludzie w mediach widzą polityków czy choćby samych sędziów sądów, którzy nic sobie nie robią z wyroków sądowych i co najgorsze, zaczynają to naśladować.
W Polsce już od wielu lat powstaje nowa tradycja, tz. że jakiś sąd wydaje rozstrzygnięcie, to adresat tego wyroku może się podporządkować, albo nie w zależności od tego, z jakiej jest obecnie opcji politycznej. Od sześciu lat, kiedy to się rozpoczęło wraz z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego i trwa w najlepsze. Taki stan strasznie psuje nie tylko prawo, ale i państwo. Oczywiście tak być nie powinno i nie może, że sądy wydając swoje postanowienia, nakazują naprawić błąd, a ktoś już wprost już oficjalnie pokazuje, że mnie się nie chce i ja nie muszę!
Po 1989 r. w Polsce, po zniszczeniu do samego fundamentu prawa przez komunistyczny ustrój, Polskie prawo odbudowywano z wielkim mozołem. Ostatnie lata pokazują, że to prawo zaczęto ponownie dziwnym sposobem rozbierać i co najgorsze ten proceder nieustannie postępuje. Mamy do czynienia z tym że zasady podstawowe z bezczelnym uśmiechem na twarzy, zostają łamane.
Kiedyś minister Sprawiedliwości powiedział, że „należy rozbić nadzwyczajną kastę”, ale obawiam się, że to zaczyna iść w stronę poprzedniego komunistycznego systemu.
Tutaj nasuwają mnie się sceny z filmu „Czarnobyl”, gdzie jest niby proces, niby sędzia, ale z boku siedzi prokurator, na którego cały czas spogląda sędzia i niczym Gladiator szuka w oczach Cesarza Rzymu gestu kciuka. Mam wrażenie, że obecna polityka oraz politycy wymuszają upadek autorytetu sędziów dlatego, że jeżeli wszystko stanie się polityczne bez względu na obecną opcję polityczną, to sądy i sędziowie zrównają się z polityką i politykami, a to z kolei nie pozwoli stać sędziom nad politykami.
– Czy prezes Sądu Rejonowego w Olsztynie Maciej Nowacki złamał prawo nie dopuszczając do orzekania sędziego Pawła Juszczyszyna?
Tak, okazuje to m.in. pan prezes Nowacki.
Taka właśnie sytuacje jak choćby ta wymieniona, wysyłają bardzo zły sygnał i wzywa bezpośrednio do anarchii, ponieważ dlaczego zwykły obywatel musiałby się podporządkowywać mandatom czy też wyrokom sądów, skoro taki prezes sądu tego nie robi? To nie pierwsza taka sytuacja w Polsce i odbieram to jako psucie Państwa i prawa. Sam prezes Nowacki brnie w sytuacje, która w państwie prawa jest nie do przyjęcia, gdy sąd w swoim postanowieniu wydaje wyrok, oraz wskazuje jak należy ten wyrok wykonać a strona pozwana wykonuje to tak jak chce i jak jej wygodnie, nie mając do tego żadnych podstaw prawnych.
Prezes Sądu Okręgowego w Olsztynie Maciej Nowacki powołuje się na spór kompetencyjny z orzeczeniem Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego o zawieszeniu w czynnościach sędziego Pawła Juszczyszyna a postanowieniem Sądu Rejonowego w Bydgoszczy, który to przywrócił do orzekania sędziego. Prezes powołuje się na to, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego jest wyższą rangą niż Sąd Rejonowy w Bydgoszczy. Tak naprawdę myślę, że prezes Nowacki w tej sprawie jest stroną i ma powód, żeby akurat tego sędziego do pracy nie przywrócić. Przypomnę, że sędzia Juszczyszyn domagał się ujawnienia list poparcia sędziów do nowej Krajowej Rady Sądownictwa, które dotyczyły m.in. Prezesa Nowackiego. Drugą sprawą jest to, że Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego zgodnie z postanowieniami Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) a później Sądu Najwyższego stwierdził, że nie jest sądem. Jak wskazało TSUE i SN trzeba być niezależnym i niezawisłym a w Izbie Dyscyplinarnej z tym jest problem. Choć do eksperta w dziedzinie prawa może i mnie daleko, ale z mojego punktu widzenia, zestawienie tych dwóch instytucji jak Izba Dyscyplinarna, która sądem nie jest, a postanowieniem Sądu Rejonowego w Bydgoszczy przez prezesa SO w Olsztynie jest pomyłką. Pomyłką mógłbym nazwać wypowiedź osoby niekompetentnej np. mnie, ale w takim przypadku to jak mam to nazwać? Jest to typowe i celowe psucie prawa i wysyłanie sygnału do obywateli, że prawo nie jest dla wszystkich i niektórzy mogą sobie to prawo lekceważyć. Według mnie wszystko wskazuje na próbę upolitycznienia sądów i próbę kierowania tą instytucją przez polityków. Powinniśmy mieć świadomość, że takie stwierdzenia są po to, żeby zdanie sądu się nie liczyło, gdyż zdanie polityków ma mieć wartość wyższą. Politycy zawsze mieli chęć podporządkowania sobie wymiaru sprawiedliwości i nie jest to problem od dzisiaj, ale od ostatnich sześci lat wykazują chęć łamania kręgosłupów sędziom. Całe szczęście, że sędziowie nie dają się złamać i odpierają atak tak jak w głośnej sprawie sędziego Juszczyszyna, sędziego Tulei czy sędzi Morawiec. Choć Ci sędziowie są atakowani i obrzucani błotem, mimo wszystko mówią nie, że nie zgadzają się na bezprawie i na wyrzucanie sędziów ze stanu sędziowskiego. Głośna sprawa i obstawiam, że to typowo sprawa polityczna, to sprawa mec. Romana Giertycha, gdzie była ogromna presja na sędziów, a ci odmówili wniosku o areszt. Gdyby nie sędziowie, to politycy mieli już wyrok dla tego człowieka. Sędzia jest po to, żeby polityk nie mógł decydować o wolności lub izolacji osób niewygodnych dla polityków. Sędziowie nie potrzebują popularności jak politycy potrzebujący medialnego poklasku. Mam wrażenie, że politycy próbują ściągnąć sędziów do politycznego bagna i żeby sędziów uznać za polityków. To jest cel ludzi chcących zniszczyć państwo prawa.
Prokuratura.
Bardzo dziwnym ostatnio zachowaniem prokuratorów w spawach karnych stają się wystąpienia publiczne, gdzie przed kamerami dochodzi do skazań zatrzymanych. W takim stanie rzeczy rodzi się pytanie, czy potrzebny jest proces, skoro zatrzymanego już aresztowano, a prokuratorzy w mediach taką osobę skazali. Ostatnio z najgłośniejszych zatrzymań to m.in. sprawa Sławomira Nowaka, kiedy to po opuszczeniu aresztu przez tego człowieka prokuratorzy w typowych sformułowaniach Zbigniewa Ziobro ogłaszają, że jeżeli sąd nie zmieni postanowienia, to zostaną ujawnione materiały zgromadzone podczas śledztwa. Oczywiście rozumiem, że nowelizacja ustawy o prokuraturze dopuszcza takie możliwości, ale czy taki sposób jest dobry dla sprawy, czy to może próba zastraszenia niezawisłych sędziów? Taki przekaz dla społeczeństwa w moich oczach może być tylko jeden, sąd ma wygłosić to, co już wcześniej politycy ustalili i wyrok wydali!
Mając na uwadze ostatnie pomyłki prokuratury, kiedy to wjeżdża się ludziom do domu wczesnym rankiem, żeby ich aresztować, naruszać spokój ich rodzin a później się okazuje, że to pomyłka lub dowody, które miały stanowić o winie, są tak słabe, że trzeba takie sprawy prostować i się z nich wycofywać. W poważnym państwie to sąd jest od tego i powinien wskazać czy ktoś ma zostać w areszcie, czy też nie lub ma zostać skazany albo zwolniony z zarzutów. Politycy natomiast zaczynają niebezpiecznie uzurpować sobie prawo do władzy i osądów i mam wrażenie, że sądy zaczynają im przeszkadzać, a to najlepsza droga do totalitaryzmu.
Jeżeli będąc studentem, przedkładam wykładowcy moją pracę do oceny, choćby taką jak ta, to porównywając sytuację sam mógłbym sobie wystawić ocenę bardzo dobrą, zakładając, że to, co piszę jest bardzo dobre, a wykładowcy potrzebuję tylko do wpisania tej oceny do indeksu. Student przedstawiając swoją pracę wykładowcy musi się liczyć również z niezadowoleniem oceniającego i możliwością negatywnej oceny swojej pracy, tak samo jak prokurator przedkładając materiał sędziemu akt oskarrzenia musi się liczyć z tym, że sąd to źle oceni i może to odrzucić. Polityk podobnie jak student takiego sędziego nie potrzebuje, ponieważ chciałby mieć same piątki.
Jak wskazują dane, od roku 2015 liczba aresztów wydobywczych wzrosła o 100%. Taki wzrost może wskazywać, że siła prokuratury mocno zmalała. Areszt tak naprawdę jest narzędziem drastycznym. Człowiek aresztowany zostaje wyrwany ze swojego życia i wsadzony do więzienia, choć to jeszcze nie jest kara, pozbawiony kontaktu ze światem i rodziną a prokuratorzy mówią, że tak być musi. Według prokuratorów areszt jest karą? Owszem jest, areszt jest po to, żeby zabezpieczyć sytuację, żeby prokurator mógł zebrać materiał dowodowy, ale nie może być karą na zapas, gdyby później okazało się, że dowody są słabe lub czyn popełniła zupełnie inna osoba. Bardzo głośna sprawa Tomasza Komendy pokazała, że prokuratura pomyliła się tragicznie, niszcząc zdrowie i życie tego człowieka. Problem tkwi w tym, że tak bardzo chcą być medialni i pokazać się swojemu ministrowi z jak najlepszej strony, że w swoich postępowaniach zaczynają widzieć rzeczy, których nie ma.
Ostatnie czasy pokazują, że nie ma świętych krów w sądach, ale są w prokuraturach. Wypiera się nieomylność sędziów, ale prokuratorzy wobec siebie takiej nieomylności nie dostrzegają. W mojej ocenie zdarza się nawet, że prokuratorzy przedstawiają publicznie sędziów jako sprzymierzeńców przestępców. Jeżeli sąd z braku lub marnego dowodu wypuszcza podejrzanego, to w opinię publiczną idzie często sformułowany przekaz „wypuścili przestępcę”. To nie jest nic innego, jak postawianie spraw na głowie, ponieważ sędziowie są od tego, że na podstawie zgromadzonego materiału oceniają czyn, a nie przekonanie prokuratorów!
Podsumowując wątek sądów i prokuratur oraz twierdząc, że nie ma ludzi apolitycznych, ponieważ wszystko wokół nas kreowane jest przez politykę. Czy się nam to podoba lub nie, moim zdaniem możemy zminimalizować układy partyjne w tych instytucjach. Takim choćby demokratycznym narzędziem mógłby być system obieralności sędziów i prokuratorów, wtedy to społeczeństwo przyznawałoby mandat sędziego lub prokuratora, a nie podporządkowujący układ partyjny.
Trybunał Konstytucyjny (TK) – polski sąd konstytucyjny, organ władzy sądowniczej. Został utworzony w 1982 i rozpoczął działalność orzeczniczą w 1986. Jego podstawowym zadaniem jest sądowa kontrola konstytucyjności prawa (wikipedia)
Czym jest TK i czy się zajmuje?
Orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego mają moc obowiązującą i są ostateczne. Czyli nie ma od nich odwołania, a co się stanie, jak się Trybunał Konstytucyjny pomyli?
Wszystkie orzeczenia TK mają być niezwłocznie ogłoszone w organie urzędowym. Orzeczenia są drukowane w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej, obowiązują powszechnie i nie ma od niego odwołania. Postanowienia TK zapadają większością głosów. Ilu sędziów potrzeba do sprawy, tego tak naprawdę nikt nie wie.
Domniemanie konstytucyjności
W Polsce, jeżeli Prezydent złoży swój podpis pod ustawą, to taka ustawa obowiązuje. Prezydent jako jedyny może przed podpisaniem ustawy złożyć wniosek do TK o zbadanie konstytucyjności takiej ustawy. Może więc zdarzyć się tak, że w Polsce obowiązywać może ustawa, która jest niezgodna z Konstytucją RP.
Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego są niezawiśli i apartyjni.
W konstytucji RP, kluczowy jest ostatni artykuł o Trybunale Konstytucyjnym. Organizacja TK oraz tryb przed trybunałem określa ustawa. Pamiętajmy, że ustawa, to coś, co przegłosowuje większość na sali plenarnej, czyli tak naprawdę prace nad TK określa nam partia rządząca.
W sporze o TK musimy cofnąć się do roku 2015, kiedy to rządy pełniła Platforma Obywatelska wraz z PSL’em. W wyborach prezydenckich Prezydentem Elektem zostaje wybrany Andrzej Duda i zwraca się do urzędującego Prezydenta Bronisława Komorowskiego o niepodejmowanie przez niego ważnych decyzji do czasu zakończenia jego kadencji. Taki apel Prezydenta elekta Andrzeja Dudy, jak się później okazało, zadziałał jak czerwona płachta na byka i w czerwcu Sejm przegłosowuje nową ustawę o TK. Prezydent Bronisław Komorowski na kilka dni przed opuszczeniem urzędu Prezydenta RP, ustawę podpisuje i ta wchodzi w życie. Pojawia się taka zmiana w art. 137 w przypadku sędziów TK, których kadencja upływa w 2015 r. Termin na złożenie wniosku, o którym mowa w art. 19 wynosi 30 dni od dnia wejścia w życie ustawy. Przekładając na język zrozumiały, chodziło tylko o to, żeby PO przysługiwał wybór trzech sędziów do TK, ponieważ kadencja tych sędziów kończyła się właśnie w 2015 r. kiedy to PO z PSL sprawowało rządy. Jak się okazało, rządzący stwierdzili, że trzech sędziów może być za mało, to zmienili sobie całą ustawę, żeby wybrać ich aż pięciu. Tylko moja wyobraźnia nie może zrozumieć, dlaczego nie poszli dalej po tz. bandzie i nie napisano w ustawie, że wybierają sobie wszystkich sędziów, nawet tych, których kadencja kończy się w 2020 r? Żeby przyjrzeć się temu bliżej, trzeba trochę pogłówkować i policzyć. Ustawa mówi wyraźnie, czym jest skład TK i nie jest to piętnastu sędziów, tylko dziewięciu. Wystarczy mieć większość z tych dziewięciu, żeby jakąkolwiek ustawę zablokować. Taką możliwość daje właśnie pięciu sędziów. Tylko TK może orzekać również w składzie pięcioosobowym i wtedy wystarczy już takich sędziów trzech. Nie można zapomnieć, że bardzo ważną rolę w składzie orzekającym ma prezes TK, ponieważ to prezes decyduje w każdym przypadku o takim składzie i prawdopodobnie w myśleniu ówczesnych rządzących była myśl o „niezawisłych” sędziach a wszystkie sondaże przepowiadały wygraną PiS i wtedy pomyślano, że następna ekipa może wymienić sędziów „naszych na swoich”. Tak jak myślano, tak też się stało. W 2015 r. Wybory do Sejmu wygrywa Prawo i Sprawiedliwość i zaczynają się dziwne posunięcia. Urzędujący już Prezydent Andrzej Duda nie ma zamiaru zaprzysiąc sędziów do TK, ponieważ stwierdzono naruszenie procedur przy ich wyborze. PiS na podstawie art. 19 o prawie do zgłaszania kandydata na sędziego TK, który to mówi, że takie prawo ma Prezydium Sejmu oraz grupa co najmniej pięćdziesięciu posłów unieważnia wybór tych pięciu sędziów. Jak to PiS uzasadnił? Uzasadnił to faktem zgłoszenia tych kandydatur tylko przez Prezydium Sejmu, bez grupy posłów. Moim zdaniem, każda ze stron przekombinowała. Ważną datą w tych rozgrywkach jest 2 grudnia 2015 r. kiedy to PiS wybiera kolejnych pięciu sędziów o północy, mija kadencja czwartego ze sędziów i Prezydent A. Duda po północy przyjmuje zaprzysiężenie czterech nowowybranych sędziów, a piąty czeka na koniec kadencji sędziego równoległego. Nad ranem zbiera się TK i oczywiście orzeka, że Platforma miała prawo wybrać trzech sędziów a PiS dwóch, ale już jest za późno, ponieważ Prezydent w nocy zaprzysiągł czterech wybranych przez Prawo i Sprawiedliwość. To przyczyniło się do tego, że mimo orzeczenia TK nie można było zaprzysiąc prawidłowo wybranych sędziów, ponieważ skład TK byłby przekroczony. Wtedy to zaczyna się pat w pracach TK. Prezes TK Andrzej Rzepliński nie dopuszcza do orzekania zaprzysiężonych sędziów przez prezydenta i PiS wpada na pomysł nowelizacji ustawy o TK. Wprowadzono zapis, że pełen skład sędziów TK to trzynastu, czyli tylu TK nie ma, decyzje mają zapadać większością 2/3 głosów, a nie jak poprzednio zwykłą większością. Najważniejszą jednak zmianą był zapis o orzekaniu w kolejności wpływu do TK, co moim zdaniem miało tylko opóźnić zajmowanie się przez TK spraw, które na tamten czas uchwalania mogłyby być niezgodne z prawem.
Sąd Najwyższy – naczelny organ władzy sądowniczej w Polsce. Sprawuje nadzór nad działalnością sądów powszechnych i wojskowych w zakresie orzekania oraz wykonuje inne czynności określone w Konstytucji i ustawach (wikipedia)
Czym zajmuje się Sąd Najwyższy i czym się zajmuje?
Zgodnie z ustawą, która reguluje jego funkcjonowanie, to organ władzy sądowniczej powołany do sprawowania wymiaru sprawiedliwości. Jednak dla tej instytucji powierzono wyłączność do szeregu zadań. Są to m.in.
- SN stwierdza ważność wyborów do Sejmu i Senatu oraz rozpoznaje protesty wyborcze
- SN stwierdza ważnośćwyborów prezydenckich
- SN stwierdza ważność referendum ogólnokrajowego oraz referendum ws. Konstytucji RP
- Sąd Najwyższy rozstrzyga zagadnienia budzące wątpliwości prawne
- SN rozpoznaje kasacje oraz skargi kasacyjne
- SN opiniuje ustawy oraz inne akty normatywne
- SN rozpatruje skargi kasacyjne na orzeczenia Trybunału do Spraw Sportu przy PKOl.
- SN wydaje rozstrzygnięcia nadzorcze dotyczące postępowań dyscyplinarnych sędziów, adwokatów, radców prawnych oraz notariuszy.
- Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego jest Przewodniczącym Trybunału Stanu
W państwach demokratycznych społeczeństwo demokratyczne jest zależne od instytucji legitymującej się zdolnością do tworzenia prawa oraz jego interpretacji.
Podstawową zasadą konstytucyjną jest zasada rządów prawa, mówiąca, że ostatecznym odniesieniem społecznym są nie tylko instytucje tworzące prawo, ale również te, które mają zdolność do jego ostatecznej interpretacji.
Każdy system prawno-polityczny może przenieść jedną zasadę prawną na drugą czy z danej instytucji władzy na inną. Jednak zawsze pozostaje ktoś, kto pełni funkcję dominującą w procesie wyznaczania społeczeństwu, w jaki sposób mają postępować poprzez określanie ram prawnych.
Powyższe rozważania mogą stanowić tło funkcjonowania wielu instytucji prawnych, których działalność pośrednio lub bezpośrednio podlega kontroli politycznej. System prawno-polityczny lub jak kto woli polityczno-prawny, w Polsce powoduje, że wiele urzędów i instytucji, które wykonują działania o charakterze prawnym, jest w jakiś sposób powiązanych z działalnością polityczną. Przykładem tego typu zjawiska jest funkcjonowanie Ministra Sprawiedliwości z Prokuratorem Generalnym. Przychodzi mi do głowy myśl, ale i pytanie: Skąd obywatel Rzeczypospolitej ma czerpać wiedzę, gdzie zaczynają, a gdzie kończą granice prawne postępowania w społeczeństwie? Kto wyznacza te granice zasad konstytucyjności, poszanowania wolności obywatelskich, ale i też spraw gospodarczych i politycznych dla funkcjonowania i bezpieczeństwa naszego państwa. Trudno nie zauważyć wyjątkowości Polskiego systemu prawnego. Mamy dwie instytucje do orzekania ostatecznego jak Trybunał Konstytucyjny, który tak naprawdę jest anachronizmem poprzedniego systemu i Sąd Najwyższy, który równie dobrze mógłby jako samodzielna i jedyna instytucja w Polsce na wzór amerykański sprawować ten organ kontroli prawidłowości prawnych dla nas obywateli. Oczywiście należałoby pozbawić oddziaływania i wpływów partyjnych na organ kontroli prawa, ale tak jak już wyżej opisywałem, jest sposób na taką demokratyczną reformę w granicach prawnych, do których nawet Unia Europejska nie mogłaby mieć zastrzeżeń. Obawiam się tylko, że poprzednikom, jak i obecnej władzy wcale nie zależy na praworządności, tylko na interesie partyjnym co wiąże się z korzyściami osobistymi, a nawet całych jak ja to nazywam – „rodzin króliczka”.
Zostaw komentarz