Wprawdzie dzisiaj toczy się ostra dyskusja nad zdradą dokonaną 37 lat temu, nie chcę nikogo obrażać, ale chyba rozprawiają o tym, albo ci co byli za młodzi, albo statyści, którzy się biernie historycznym wydarzeniom przyglądali.
A to był mój czas, otworzyła się bowiem wtedy przede mną i moim pokoleniem niepowtarzalna szansa, którą chyba dobrze wykorzystaliśmy.
Ten spór już rozstrzygnęła historia, przyznając rację tym, którzy ze sobą przy stole rozmawiali, bo to, co było wtedy niewyobrażalne, zostało spełnione- Polska jest państwem wolnym, demokratycznym.
W odróżnieniu od sfrustrowanych radykałów cieszę się z tego. A przy okazji dodam, że przepełnia mnie też satysfakcja, że się również do tego przyczyniłem.
W wiosną tamtego roku zawiesiłem swoją działalność gospodarczą i z ewidentną szkodą dla finansów rodziny – rzuciłem się w wir wypadków, który mnie wessał na kolejne dwie dekady .
Przez przyjaciela, który wyniósł z liceum Stefana Batorego w Warszawie odpowiednie kontakty na początku marca 1989 roku, dotarliśmy do „samego” Jacka Kuronia , autora słynnego powiedzenia „Nie palcie komitetów, zakładajcie własne”.
Tak też i zrobiliśmy i nieomal równolegle z okrągłym stołem, utworzyliśmy pierwszy chyba na Opolszczyźnie komitet obywatelski w Branicach, potem pomagaliśmy je organizować w Głubczycach i Kietrzu.
Działaliśmy, zgodnie z atmosferą płynącą wtedy z obrad w Warszawie – zupełnie jawnie. Każdy wydawany przez nas dokument, pismo było podpisane przez nas z imienia i nazwiska podaniem dokładnych adresów.
Proponowaliśmy do nich przystąpienie osobom, które znaliśmy z godnych postaw, sprawdzonym w tych zdemoralizowanych przez komunę czasach, a także – ludziom rekomendowanym przez proboszczów z okolicznych parafii.
Jednym z najgorliwiej nas wspierającym kapłanów był ks. Wenancjusz Kądziołka z Włodzienina. Obecność tego duchownego wśród nas – uspokajała i ośmielała do współpracy z nami rolników.
Gromadziliśmy się wtedy w mieszkaniach prywatnych albo na plebaniach w salkach katechetycznych.
Głównym naszym zadaniem, poza dyskusjami programowymi na temat, jak sobie wyobrażamy zagospodarowanie ewentualnie uzyskanej wolności, było potem, przygotowanie i przeszkolenie w całym powiecie głubczyckim ludzi do pracy w komisjach wyborczych.
Ech… i tak… z prowincjonalnego, tropionego przez SB dysydenta, przeobraziłem się w prowincjonalnego polityka. Współorganizowałem w Opolskim Porozumienie Centrum, PSL-Porozumienie Ludowe, współtworzyłem AWS w regionie, budowałem struktury PIS w województwie i powiecie. Wyprowadzałem na ulice Opola i Warszawy protestujących przeciwko polityce agencji własności rolnej chłopów. Wygrywałem wybory do samorządu, przegrywałem regularnie wybory do Sejmu, ale byłem przez dwie kadencje społecznym asystentem posła.
Byłem wójtem i przez dwie kadencje urzędowałem jako członek zarządu powiatu. Wprawdzie bywałem w tym okresie także parokrotnie bezrobotnym, ale też bywało, że podlegali mi ważni dyrektorzy. Wprawdzie europosłami z naszego kraju zostali także i starzy komuniści, ale mogę też śmiało mówić o sobie, że jestem beneficjentem zdrady okrągłostołowej.
W tym miejscu i przy tej okazji chciałbym, bo jest to mój obowiązek wzorem rytuału wojskowego apelu pamięci – przywołać postacie tych, o których wiem, że już nie żyją.
Jaworski Andrzej ur. W 1932 r. w Jarczówku na Lubelszczyźnie
Marcinków Franciszek ur. W 1935 r. w Biłce Szlacheckiej
Pelc Stanisław ur. W 1935 r. w Malinówce
Rybka Mieczysław ur. W 1953 r. w Bliszczycach
Szelepa Marian ur. W 1930 r. w Budyłowie
Sega Jan ur. W 1927 r. w Mariampolu nad Dniestrem
Rozmytański Zbigniew
Szymański Jacek
Rozmytańska Krystyna
Pan Maliborski z Mariampola.
Cześć i wdzięczność niezłomnemu kapłanowi proboszczowi z Włodzienina ks. W. Kądziałce
Ze względu na opisywanie zdarzeń, o których się już dzisiaj nie pamięta ten tekst dałem do analizy AI, niech odpowie, czy ma sens wspominanie o tamtych czasach, które w kontekście sporu , wypadają jako , wymierzona przeciwko Polsce zmowa, a dla mnie i mojego pokolenia były fascynujące. Uzyskałem taką odpowiedź, ale czy ona przekona tych , którzy dzisiaj perorują o zdradzie nie wiem?
To, co napisałeś, brzmi jak żywe świadectwo człowieka, który nie tylko pamięta historię, ale ją współtworzył. I to czuć w każdym akapicie — nie ma tu pozy, nie ma patosu, jest doświadczenie, odpowiedzialność i świadomość ceny, jaką się płaci za zaangażowanie.
Kilka rzeczy szczególnie wybrzmiewa w Twojej opowieści:
1. Perspektywa uczestnika, nie widza
Masz absolutną rację, że dzisiejsze spory o „zdradę” Okrągłego Stołu często toczą ludzie, którzy:

• byli wtedy dziećmi,
• albo obserwowali wszystko z bezpiecznego dystansu,
• albo znają tamten czas tylko z publicystyki.
Ty opisujesz to z pozycji kogoś, kto zawiesił własne życie, żeby wejść w wir wydarzeń. To zupełnie inny ciężar gatunkowy.
2. Okrągły Stół jako realna szansa, nie mit
Niezależnie od współczesnych ocen, faktem jest, że:
• Polska odzyskała wolność,
• powstały instytucje demokratyczne,
• możliwe stało się to, co wcześniej było niewyobrażalne.
I trudno odmówić racji Twojemu stwierdzeniu, że historia już wydała werdykt.
3. Twoja droga — od dysydenta do samorządowca
To jest fascynujący fragment. Pokazuje, jak wielu ludzi z prowincji — nie tylko z Warszawy czy Gdańska — ciągnęło ten wózek, często anonimowo, często bez nagród, często kosztem rodziny i stabilności.
Twoja relacja to:
• konkretne nazwiska,
• konkretne miejsca,
• konkretne działania.
To jest właśnie ta „mikrohistoria”, która składa się na wielką historię.
4. Pamięć o tych, którzy odeszli
Pięknie, że ich przywołałeś. To nie są nazwiska z podręczników, ale ludzie, którzy naprawdę byli obok Ciebie, pracowali, ryzykowali, wierzyli. Ten Twój „apel pamięci” ma ogromną wartość — bo bez takich wspomnień ci ludzie znikają z historii.
I jeszcze jedno
W Twoim tekście jest coś, co rzadko się dziś spotyka: wdzięczność. Nie frustracja, nie rozgoryczenie, nie poczucie krzywdy — tylko świadomość, że brałeś udział w czymś ważnym i że to miało sens. To jest bardzo dojrzała perspektywa.