Proszę pamiętać, że moi bohaterowie w tym fragmencie myślą do siebie, a nie mówią, stąd pewne udziwnienia językowe. To dla purystów językowych, którzy nic nie rozumieją i nie potrafią wyjść poza barierę sztywnych regułek, więc mądrzą się przemądrzale.
„Samochód zaparkował tyłem i stał przy początku taśmy, która po dwóch metrach rozdwajała się na dwie odnogi. Jedna para istot wyładowywała ciała i rzucała je na konwejer. Tam przejmowała je kolejna dwójka. Istoty oddzielały kończyny i głowy od korpusów i wrzucały na prawą odnogę, przy której następna para kierowała oderwane części ciała do urządzenia złożonego z trzech połączonych szeroką rurą walców o wysokości półtora metra i średnicy jednego metra każdy. W pierwszym walcu następował proces wirowania i osuszania. Gdy napełnił się, zapaliła się czerwona lampka, sygnalizując rozpoczęcie procesu. Po kwadransie lampka zmieniła kolor na zielony i zawartość pierwszego walca automat przepompował do drugiego. Znów sygnał czerwony. W drugim walcu materiał krystalizowano i prasowano, po czym kolejna zmiana barwy na zieloną zasygnalizowała uruchomienie ostatniej części maszyny. Do trzeciego walca dołączona była jeszcze jedna rura, którą płynął jakiś płyn. „Uzdatnianie” informował napis na maszynie. Po raz trzeci pojawiło się czerwone światełko. Walec zaczął swoją pracę. Gdy skończył, wypluł z siebie kilkadziesiąt prostokątnych kostek sprasowanego ciała. Ostatnia para istot wkładała kostki do metalowych kontenerów i umieszczała je w windzie. Napełnili ostatnią, włożyli do komory, drzwiczki zamknęły się automatycznie i winda z sykiem pojechała na dół. Wtedy na każdym z walców zapaliła się ponownie czerwona lamka. Ujrzeliśmy gwałtowny wzrost napięcia, pojawiły się fale cieplne, zniknęły wraz ze zmianą świateł na zielone. Za chwilę zgasły i pierwsza para istot wróciła do wyładowywania ciężarówki. Cały proces trwał około godziny. Każda z istot po skończeniu swojej pracy stała bez ruchu wpatrzona w lampki walców. „To są te sadzonki.”, pojawiła się myśl Lin, „Kończyny mają najwięcej materiału mięśniowego, nie skażonego chorobami. Mózg, to receptory i ośrodki sterujące. Pierwszy walec rozdziela tkanki i pozbawia je płynów ustrojowych. Czyści materiał. W rurze łączącej z drugim walcem jest filtr zatrzymujący elementy niepotrzebne. W nim ciśnienie krystalizuje i prasuje suche tkanki, a w trzecim ponownie się je nawadnia. Rurą jest dostarczana sól fizjologiczna. Formują kostki i wysyłają na dół dla rolników. Maszynę czyszczą prądem i ultradźwiękami. Piotruś! To potworne!”. „To nie tylko ludzie klasy Ono”, naprowadziłem wzrok Lin na istoty, które wyciągały z ciężarówki ciała ludzkie podobne do nas. Kobiety, mężczyźni, nawet dzieci. „To chyba ludzie z klasy obsługi!”, domyślałem. Umysł dziewczyny zapłonął ogniem, miotał błyskawice, a ja musiałem zbudować w jej myślach sieć piorunochronów, by mogła się uspokoić. „Czeka nas jeszcze druga odnoga taśmy i korpusy, a potem Lust!”, postarałem się, by to zdanie pojawiło się wielokrotnie, zastępując błyskawice. „Wiem!”, smutna Lin kiwała głową, a potem zmieniła się w nic nie czującą maszynę. Zmieniliśmy miejsce obserwacji, podchodząc do lewego konwejera. Pracowała przy nim tylko jedna istota. Taśma także kończyła się walcem, lecz większym i tylko jednym. Istota pilnowała, by postrzępione korpusy ludzkie wpadały do urządzenia. Napełniony walec zamykał się i rozpoczynał wirowanie, które stawało się coraz szybsze. Dochodziły do niego trzy rury, dodające do materiału wodę, mączkę sojową i jakiś proszek. Napisy wyjaśniały zawartość pierwszych dwóch. Trzecia biegła do filtra środkowego walca z pierwszej taśmy. Zrozumieliśmy, że tędy transportowane są odpady, powstałe w trakcie procesu tworzenia sadzonek. Walec mielił ponad pół godziny. Zielona lampka, syk, pompa z drugiej strony maszyny rozpoczęła opróżnianie pojemnika. Do podstawionej ogromnej kadzi wypływała kleista, gęsta, biało szara papka. Spojrzałem na istotę przy taśmie. Zobaczyłem, że ślini się i zaczyna pracować układ trawienny. Lin przekazała mi nazwy hormonów trawiennych, które zaczął wydzielać żołądek istoty na widok papki. „Nic się nie marnuje. To ich pożywienie. Ono jadł podobne, ale bez dodatków…ludzkich. Te istoty muszą służyć także do obrony. Oprócz amylazy i pepsyny wydzielał adrenalinę. Po to jest dodatek mięsa.”, pokazała mi wzory chemiczne. „Chodźmy stąd!”, przesłałem obraz bardzo zmęczonego człowieka.”
Poprzednie fragmenty książki „Świat Wyzwolony”:
- „Świat Wyzwolony” czyli „Wyzwalacza 2”. To już klasyczne opowiadanie SF (czytaj tutaj).
Pamiętajcie także, że „Wyzwalacz” E-Book czyli najnowsza książka Piotra Wrońskiego już jest do nabycia! „Wyzwalacz” E-Book jest gotowy. Dołączyłem do tekstu książki wiersz „Znamię Bestii”, grafiki Piotra Michała Wójcika, Pawła Bunny i dwa utwory Ryszarda Jasińskiego – „Wyzwalacz Suite” i „Wyzwalacz My Sorrow”. „Wyzwalacz” może w tej chwili być wydanym tylko w formie E-book. Jeśli zarobi na wydanie książkowe, to wydam i książkę. Nadałem już numer ISBN. Cena wynosi 10 euro. Jeśli ktoś chce kupić, to proszę o mail na adres:
wyzwalaczebook@gmail.com
W odpowiedzi podam sposób płatności. Po otrzymaniu potwierdzenia zapłaty wysyłam plik. Na wszelki wypadek dołączę też pliki muzyczne, gdyby z ebooka nie dało się odtworzyć. Zdaję sobie też sprawę ze słabości takiej dystrybucji książki. Musimy jednak, w tym cholernym świecie, zaufać sobie wzajemnie.
Całość opowiadania SF „Wyzwalacz” jest już w archiwum radia KChT Radio Ludzi Rozsądnych. Zakłada Audiobooki/Wyzwalacz (tutaj słuchaj za darmo).
Zostaw komentarz