Ponad 30 lat temu, jeszcze w szkole podstawowej Anna Sadowska była uczennicą klasy sportowej. Szkoła podstawowa im. Stanisława Staszica w Brzeszczach, Ania pływała.
Świat wtedy wyglądał inaczej, pewnie wtedy nikt nie myślał, że los pokieruje jej życiem w zupełnie innym kierunku niż basen. Ania Sadowska, powala swym uśmiechem, jest w niej taka szczerość.
Wiele lat temu wyjechała do Włoch w poszukiwaniu lepszego jutra, wyjechała z miłości. Znamy się z Anią od szkoły podstawowej, mam obiecane że w tym roku na święta Bożego Narodzenia mamy się spotkać. Aniu, pamiętaj. Zachęcam do przeczytania rozmowy z Anną Sadowską.
Renata Bedra.: Ile lat jesteś we Włoszech?
Anna Sadowska.: Już trochę jestem, od 1.11.1999 roku.
R.B.: Jak wygląda życie Polki na obczyźnie?
A.S.: To trudne pytanie nie jest łatwo chociaż muszę przyznać, że jestem w kraju który zawsze kochałam (jako dziewczynka zawsze mówiłam kiedyś poślubię Włocha. I tak się stało . Wyjechałam bo się zakochałam, początki nie były łatwe. Przyjeżdżasz do obcego kraju i chociaż kochałam język (bo któż nie znał Erosa to Ramazzottiego czy Albano i Rominy) ale oprócz Buongiorno, ciao, Grazie, itp. nie umiałam nic. Przyjeżdżam i wszyscy są mili ale mówią dialektem czułam się po prostu sama.
Oczywiście z moim ówczesnym partnerem porozumiewałam się łamaną angielszczyzną . Jednakże miłość do języka i oczywiście moja ciekawość sprawiła, że w ciągu 6 miesięcy mówiłam po włosku. W dużej mierze pomógł mi również mój były mąż. Po roku pobraliśmy się. Ja miałam 22 lata a mój mąż 35. Mimo miłości i nadziei czułam się samotna w obcym kraju. I sama (bo tak naprawdę mój mąż był w ciągłych rozjazdach). Jedyną pozytywną rzeczą było to że podróżowałam razem z mężem ,ale szybko zapragnęłam zostać mamą. Niestety szybko okazało się że chcieć to nie zawsze jest móc. Na początku nie martwiłam się bo wmawiałam sobie że nie zawsze będąc razem trzeba oczekiwać, że stanie się to na pstryknięcie palcem. Po jakimś czasie okazało się ze mam problem. Dzięki Bogu rozwiązaliśmy go z pomocą lekarza i w 2005 roku pojawiła się na świecie moja wspaniała córka Giorgia .Dzięki niej moje życie na obczyźnie stało się łatwiejsze.
R.B.: Czy rozstanie z ojcem Twojej córki było burzliwe?
A S.: Życie z ojcem mojej córki nie należało do łatwego .W pierwszej kolejności duża różnica wieku (13 lat ) choć na początku nie miała znaczenia po kilku latach zaczęłam ja odczuwać. Choć na pozór niczego mi nie brakowało szybko zaczęłam się czuć jak w klatce i samotna (widywałam Go co 15 dni) miałam znajomych , teściów i siostrę jednak do narodzin mojej córki czułam się samotna . Po narodzinach Giorgi stałam się po prostu mamą. Dziecko przysłoniło mi cały świat i byliśmy tak pochłonięci byciem rodzicami ze nie zauważyliśmy jak szybko się od siebie oddalamy. W konsekwencji z winy obojgu mój mąż znalazł sobie kochankę. Na początku jak się dowiedziałam mój świat się zawalił lecz po przemyśleniu wszystkiego doszłam do wniosku, że dla mnie to tylko był pretekst bo tak naprawdę już dawno moje uczucie się wypaliło i jego praca nas od siebie oddaliła. W 2014 roku wystąpiłam o rozwód. I chociaż strach mnie paraliżował, bycie samotną matką w obcym kraju bez pracy (wówczas byłam po prostu mamą) nie poddałam się. Moja córka dała mi sile i nadzieję że wszytko będzie dobrze. Po wielu kłótniach groźbach i prośbach zdecydowałam że szacunek do siebie samej jest bezcenny. Wybrałam życie w pojedynkę.
W październiku 2014 roku rozwiedliśmy się. Początki w pojedynkę były trudne ale z czasem zaczęliśmy wychowywać naszą córkę nie jako para, ale jako rodzice dzieląc się obowiązkami (naturalnie mój były mąż w związku z pracą) jak tylko może jest dobrym ojcem uczestniczącym w życiu swojej córki.
R.B.: Czy Twoje życie za granicą było usłane różami?
A.S.: Moje życie absolutnie nie było usłane różami. Od samego początku mając kogoś tak naprawdę byłam sama. Musiałam radzić sobie z barierą językową, brakiem najbliższych, brakiem przyjaciół (bo tak naprawdę moi przyjaciele zostali tam gdzie zostało moje serce, w Polsce). Po rozwodzie borykałam się z wieloma problemami bo chociaż moja córka to mój największy skarb (nigdy nie sprawiała problemów wychowawczych wręcz przeciwnie to bardzo zdolna, śliczna, pełna wartości, (które je przekazałam) młoda kobieta to bycie samotną matką (bo właściwie wychowałam ją sama) nie jest łatwe.
R.B.: Gdzie pracujesz, czym się zajmujesz na co dzień?
A S.: Obecnie pracuję w fabryce zajmującej się produkcją obcasów do obuwia męskiego (buty markowe Louis Vouitton ,Armani, Gucci itd.). Oprócz tego jestem wciąż mamą młodej dorastającej damy.
R.B.: Kim jest i skąd wziął się w Twoim życiu Nicole?
A.S.: Nicole to mój narzeczony, już niedługo mąż. Teraz opowiem o kolejnej cudownej osobie w moim życiu. Nicola i ja poznaliśmy się na kursie tańca salsy i bachaty. I choć ja zakochałam się w jego uśmiechu od pierwszego wejrzenia on dostrzegł mnie znacznie później.
R.B.: Jak Twoja córka Georgia zareagowała na to że mama się z kimś spotyka?
A.S.: Początki nie były łatwe bowiem ja i moja córka żyłyśmy jedna dla drugiej. Giorgia przyzwyczajona była do tego, że ma mnie tylko dla siebie. Mamy wspaniałe relacje nie tylko jako mama i córka (jesteśmy przyjaciółkami, powierniczkami). Nicola pojawił się w naszym życiu w okresie bardzo trudnym, to był czas buntu u mojej córki (w okresie dojrzewania) lecz swoją cierpliwością i szacunkiem małymi kroczkami nie tylko mama się zakochała, ale również Giorgia otworzyła serce Nicoli.
R.B.: Jesteś zakochana, jak to jest teraz gdy jesteś już dojrzałą kobietą?
A.S.: Mogę krzyczeć jestem szczęśliwie zakochana. Tak naprawdę ta miłość odjęła mi lat i czuję się jak nastolatka. Różnica jest taka, że jestem dojrzałą kobietą zdającą sobie sprawę że mając 43 lata nie jestem już dziewczynką szukającą przygód lecz kobietą która kocha i pielęgnuje to co ma. Zdająca sobie sprawę z sensu słów: „miłość, szacunek zaufanie”. W dzisiejszych czasach młodzi ludzie zapominają sens tych słów.
R.B.: Wychodzisz za mąż, nie boisz się?
A.S.: Tak, po raz drugi wychodzę za mąż i nie boję się wręcz przeciwnie jestem pewna, że to małżeństwo przetrwa wszystko. Nicola to najlepszy człowiek jakiego kiedykolwiek poznałam. Jest moim przyjacielem, powiernikiem i kochankiem.
R.B.: Czy włoscy przyjaciele, rodzina akceptują Wasz związek?
A.S.: Wielu ludzi nam kibicuje (jedną z nich jesteś Ty) jednakże są również ci którzy są przeciwni wręcz zazdrośni i zawistni (zanim nasza miłość zatriumfowała przebyliśmy długa drogę). Dodam prawdziwa miłość zawsze triumfuje.
R.B.: Jaka jest recepta na miłość? Zdradź tajemnice.
A.S.: Przede wszystkim szacunek, zaufanie, zrozumienia, bycie zawsze obok by móc czuć że choćby świat się kończył miłość zawsze zwycięży wszystko.
R.B.: Czy fakt, że w Twoim włoskim życiu miałaś siostrę blisko był pomocny dla Ciebie?
A.S.: To że w moim życiu mam siostrę blisko nie zawsze jest atutem. Jesteśmy zupełnie różne i nie zawsze się dogadujemy. Czasami widzimy się bardzo rzadko. Ale muszę powiedzieć, że mimo wszystko Jesteśmy siostrami i więzy krwi po prostu się czuje.
R.B.: Drugi ślub, czy to wydarzenie będzie włoskie czy raczej polskie?
A.S.: To będzie wydarzenie w stylu włoskim. Niestety śluby i wesela we Włoszech niczym nie przypominają tych polskich (i wielka szkoda). Jednak myślę, że ja, moja siostra i przyjaciele z Polski pokażemy Włochom jak Polacy się bawią.
R.B.: Czy żałujesz emigracji do Włoch?
A.S.: Absolutnie nie żałuję emigracji. Dzięki temu mogłam zobaczyć kawałek świata, poznać inne kultury, ale też docenić brak tego co w życiu najpiękniejsze (korzenie, rodzina i przyjaciele). Gdybym nie wyemigrowała nie byłoby mojej córki która jest moim szczęściem no i oczywiście mojego nowego, pięknego i szczęśliwego życia u boku cudownego mężczyzny (DOM JEST TAM GDZIE SĄ LUDZIE KTÓRZY CIĘ KOCHAJĄ).
R.B.: Jaka jest dzisiaj Anna Sadowska?
A.S.: Anna Sadowska dzisiaj to dojrzała kobieta która postanowiła odbudować życie po przejściach, która kocha życie pełne niespodzianek która patrzy na przyszłość z uśmiechem i nadzieją (dzień bez uśmiechu to dzień stracony to słowa Charliego Chaplina, które stały się naszym mottem )myślę że naszą radość widać.
R.B.: Jacy są Włosi tacy z pracy, na ulicy. Czy ten włoski temperament mają?
A.S.: Włosi zależy z jakiego regionu pochodzą. Im bardziej na południe tym bardziej radośni, bezproblemowi i towarzyscy. Na północy bardziej chłodni choć nie znaczy to że mniej towarzyscy. Włosi uwielbiają wygodne życie ale i pracują ciężko żeby rodzinie nic nie brakowało. Oczywiście mówię o życiu na północy bo tu od 21 lat mieszkam. Końcem tygodnia uwielbiają życie towarzyskie stąd restauracje i lokale pękają w szwach. Kobiety uwielbiają dbać o siebie a mężczyźni niestety są kobieciarzami (będąc 6 lat sama miałam okazję się o tym przekonać).
R.B.: Powiedziałaś, że na początku związku mieliście dużo wrogów. Kto nie był Waszym sprzymierzeńcem? Przecież Wy jesteście jak buty od tej samej pary.
A.S.: Kochana na początku wszyscy byli nam przeciwni. Bo przecież ona jest rozwódką, Polka, z dorastającą córką, starsza na pewno cię wykorzysta żeby dostać obywatelstwo (które notabene mam od 15 lat), itd. Doszło do tego, że po miesiącu znajomości rozstaliśmy się, ale po dwóch tygodniach postanowiliśmy po prostu dać sobie szansę. Nasza historia to była droga pod górę, ale mieliśmy też sprzymierzeńców, którzy tak jak ty mówili wy jesteście stworzeni żeby być razem. I tak oto nasza miłość zabiła zawiść i nadal zabija niektórych bo jak sama dobrze wiesz ludzie którzy nie mają własnego życia, denerwuje szczęście innych.
R.B.: Jak Włosi odpoczywają, mają czas na przyjemności?
A.S.: Jak już nadmieniłam w pierwszej odpowiedzi Włosi są bardzo rodzinni, pracują dużo do późnych godzin ażeby rodzinie nic nie brakowało. Uwielbiają podróżować i chętnie to robią. Uwielbiają aperitivo, kolacje, w święta i Wielkanoc chętnie wychodzą na obiad do restauracji. Restauracje, pizzerie, bary są pełne cały tydzień. Tutaj życie jest pełne przyjemności, cały rok są różne festyny tematyczne z muzyką i wesołym miasteczkiem dla dużych i małych. Tu wszystko jest dobre żeby zorganizować festyn i bawić się. A takowe festyny nie są jednodniowe ale kilkudniowe. W moim miasteczku trwa tydzień i kończy się pokazem sztucznych ogni.
R.B.: Wasza podróż poślubna to będzie coś bardzo romantycznego. Gdzie się wybieracie?
A.S.: Nasza podróż poślubna, to tygodniowy rejs statkiem po Grecji w całości to prezent od kolegów z pracy Nicoli.
Dziękuję za rozmowę.
Wywiad z Anną Sadowską zaczęłam jeszcze przed jej ślubem. Niestety z przyczyn zupełnie niezależnych od siebie nie mogłybyśmy skończyć go wcześniej. Twierdzę, że warto było pracować nad całością.
Ta rozmowa pokazuję, że przeznaczenie istnieje. Ania musiała spotkać swojego pierwszego męża tu w Polsce, po to żeby się zakochać i wyjechać. Choćby po to, by na świecie powitać Gieoegie oraz po to, by znaleźć miłość swojego życia. Czasem tak bywa, że dopiero po latach spotykamy miłość swojego życia. Dla tych którzy znają tę dwójkę nikogo nie będzie dziwiło moje porównanie, Anna i Nikola to jak dwie połówki pomarańczy, które doskonale do siebie pasują.
Zapytałam nowożeńców czego im życzyć? Ania odpowiedziała: – „Przede wszystkim zdrowia, (radość, miłość i uśmiech aby zawsze gościł na naszych pyszczkach)”.
Więc tego wszystkiego Wam Kochani życzę. Aniu, to była dla mnie ogromna przyjemność móc z Tobą porozmawiać. Nie zawsze było miło, bo niejednokrotnie weszłam z buciorami w Wasze życie. Jednak ważne, że ta rozmowa dobrze się kończy. Niech ten wywiad będzie inspiracją dla tych wszystkich zagubionych w życiu. Pamiętajcie, że nigdy nie jesteście sami, bo na Was też zapewne, ktoś, gdzieś czeka…












Zostaw komentarz