Wg. islamskiej tradycji (sunny) koty są rytualnie czyste (tahir) dlatego mogą wchodzić do meczetów. Prorok Muhammad (Mahomet) tak bardzo kochał swoją kotkę, Muezzę, że wolał odciąć kawałek szaty, na której zasnęła, jak ją obudzić.. M.in. dlatego w Turcji koty są kochane i wolno im wszystko.

Kto był w Turcji, ale poza gettami dla turystów w Bodrum czy Antalyi, ten zwrócił uwagę, że są wszędzie.

W sklepach, restauracjach, meczetach, na dworcach, na bazarach i na ulicach.

Wielokrotnie, czy to w Stambule, czy w Yalovej, Konyi itd. widziałem małe, drewniane domki dla nich wzdłuż ulic, w parkach, a nawet przy plażach.

Teoretycznie bezpańskie co nie oznacza, że bez opieki.

Specjalne służby weterynaryjne dbają o ich zdrowie oraz sterylizują kocury.

Są troskliwie dokarmiane i powszechnie kochane.
Sunnici wierzą, że tak nakazał im Prorok.

Nikomu nie przeszkadzają, nawet gdy wchodzą na restauracyjne stoły, śpią w sklepach między artykułami, wylegują się w słońcu na murkach, placach i dachach.

Szacuje się, że w samym Stambule jest ich ok. 200 tys.
To oficjalne dane, ale jest ich znacznie więcej.

Turecka dokumentalistka Ceyda Touren nakręciła o nich sławny film,
„Kedi – sekretne życie kotów”.

Ja także pokochałem je jakiś czas temu.

Dokarmiam nasze wiejskie koty, choć kiedyś śmiałem się z „kociar” i „kociarzy”.

Uwielbiam kiedy mówią coś do mnie po swojemu, gdy się z nimi bawię lub je głaszczę.
Zwłaszcza Noska, którego imię pochodzi od czarnej łatki na białym nosku.

Podobno, koty sobie same wybierają ludzi, którym mogą zaufać.
Jeśli tak jest, Nosek i Tymek, zaufały mi.

A ja je pokochałem.

Na zdjęciu, stambulskie koty