No i stało się. Donald Tusk odleciał. Na orbitę.

W Kielcach na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego premier ogłosił, że Polska będzie budować własnego Starlinka. Elon Musk ma rakiety, satelity i działający system łączności na orbicie.Tusk ma natomiast plan budowy. I to jest właśnie polska wersja podboju kosmosu.

Musk najpierw zbudował rakietę, potem ją wystrzelił, wysłał tysiące satelitów i stworzył działający system.

Tusk zrobił inaczej. Najpierw zapowiedział, że kiedyś zbudujemy coś podobnego.

Czyli Musk penetruje kosmos , a Tusk gada na konferencji prasowej.
I tutaj przypominają mi się słowa Bogdana Święczkowskiego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego, który bardzo ostro oceniał potencjał intelektualnyTuska i sugerował nawet, że premier powinien poddać się badaniom psychiatrycznym.

Nie będę oczywiście stawiał premierowi żadnej diagnozy. Od tego są lekarze, a nie felietoniści. Ale kiedy słyszę, że człowiek, który ma za sobą całe lata wielkich zapowiedzi, właśnie zabiera się za budowę polskiego Starlinka, trudno nie zapytać: Panie Premierze, naprawdę już odlatuje pan na orbitę? A gdzie 100 konkretów?

Trzeba jednak jedno mu przyznać. W kosmos rzeczywiście już odleciał.
Tylko na razie nie rakietą.