Przez wiele lat Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy była dla mnie symbolem tego, że Polacy potrafią się jednoczyć ponad podziałami wokół realnego dobra. W połowie lat 90. była to inicjatywa świeża, oddolna, skuteczna i dająca wymierne efekty w postaci nowoczesnego sprzętu medycznego trafiającego do szpitali. Dziś jednak z rosnącym rozczarowaniem patrzę na to, jak ta idea została stopniowo przekształcona w strukturę, która coraz mniej przypomina otwartą inicjatywę społeczną, a coraz bardziej zamknięty układ, w którym krytyka jest traktowana jak atak, a lojalność jak warunek uczestnictwa. Nie interesują mnie polityczne spory wokół WOŚP, interesuje mnie prawda, transparentność i uczciwość wobec darczyńców.

Najbardziej niepokoi mnie powtarzana przez lata narracja, że Jerzy Owsiak „nie bierze ani grosza z WOŚP”. To zdanie, choć formalnie sprytne, wprowadza w błąd. Owsiak pobiera bowiem wynagrodzenie z należącej w 100% do fundacji spółki Złoty Melon, która obsługuje kluczowe wydarzenia i operacje fundacji, w tym finały WOŚP i festiwal Pol’and’Rock. Z dokumentów finansowych wynika, że jego roczne wynagrodzenie z tej spółki sięga kilkuset tysięcy złotych, co w oczywisty sposób przeczy społecznie utrwalonemu przekonaniu o całkowitej bezinteresowności. Nie chodzi tu o sam fakt wynagrodzenia, ale o uczciwość komunikacji – bo darczyńcy mają prawo wiedzieć, jak naprawdę działa system finansowy organizacji, którą wspierają.

Jeszcze większy problem widzę w sposobie wydatkowania środków z 1,5% podatku, szczególnie w rozliczeniach za 2023 rok. Z analiz dostępnych dokumentów i sprawozdań merytorycznych wynika, że fundacja otrzymała z tego tytułu blisko 26 milionów złotych, przy czym środki te nie zostały przeznaczone wyłącznie na leczenie i zakup sprzętu medycznego, jak przez lata sugerowano w przekazie kierowanym do podatników. Część pieniędzy ok 10 milionów, została przeznaczona na organizację festiwalu Pol’and’Rock (dawny Woodstock), część (2 miliony) na pomoc humanitarną dla Ukrainy, a kilkaset tysięcy na wsparcie działań w Turcji po trzęsieniu ziemi. Są to cele, które można uznać za wartościowe, ale nie są to cele medyczne, a mimo to finansowane były z pieniędzy, które wielu darczyńców przekazywało w przekonaniu, że trafią one wyłącznie na leczenie dzieci i sprzęt dla szpitali. Co więcej, w oficjalnych opisach fundacja zmieniała narrację (luty 2025) dotyczącą przeznaczenia tych środków, co jeszcze bardziej pogłębia wrażenie braku przejrzystości.

Dla mnie to właśnie ta niekonsekwencja, a nie ideologia, jest największym problemem. Fundacja, która przez lata budowała swój autorytet na zaufaniu społecznym, powinna być wzorem transparentności, a nie organizacją, w której kluczowe role pełnią te same osoby od dekad, często powiązane rodzinnie lub towarzysko, a krytyczne pytania są zbywane lub ośmieszane. To nie jest już ta sama WOŚP, która jednoczyła Polaków w latach 90. Dziś widzę organizację, która coraz bardziej przypomina strukturę zamkniętą, odporną na krytykę i operującą narracją zamiast jasnych, prostych komunikatów opartych na faktach.

Piszę to z żalem, bo WOŚP mogła pozostać symbolem obywatelskiej wspólnoty. Zamiast tego stała się organizacją, wobec której coraz więcej ludzi ma wątpliwości, nie dlatego, że nie chcą pomagać, lecz dlatego, że chcą wiedzieć, na co naprawdę idą ich pieniądze.