W latach 1943–1947 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej doszło do jednej z najtragiczniejszych zbrodni II wojny światowej. Setki tysięcy Polaków zostało zamordowanych wyłącznie z powodu swojej narodowości. Ta masowa przemoc nie była chaosem wojennym ani lokalnym konfliktem sąsiedzkim, lecz zaplanowaną akcją eksterminacyjną, której celem było usunięcie Polaków z tych ziem.

Bezpośrednią przyczyną rzezi była ideologia ukraińskiego nacjonalizmu, głoszona przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i realizowana przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA).

Mordowano cywilów — bez względu na wiek czy płeć.
Napady na wsie były planowane, często przeprowadzane jednocześnie w wielu miejscach, nocą lub podczas nabożeństw, by w pełni zastraszyć mieszkańców i nie pozostawić im szansy obrony.

W tle istniały także wcześniejsze napięcia narodowościowe i społeczne. Przed wojną polska administracja i ziemiaństwo dominowały nad ludnością ukraińską, a polityka II Rzeczypospolitej wobec mniejszości nie rozwiązała wszystkich problemów. Te realne nierówności zostały jednak cynicznie wykorzystane przez nacjonalistyczną propagandę, która podsycała nienawiść i mobilizowała część ludności do udziału w mordach.

Jednocześnie wielu Ukraińców pomagało Polakom, często z narażeniem własnego życia — co pokazuje, że zbrodnia była dziełem konkretnych struktur i ludzi, a nie całego narodu.

Polacy próbowali się bronić. Powstawały oddziały samoobrony, których celem była ochrona wsi i ratowanie życia mieszkańców. Były one reakcją na trwające masowe mordy, a nie elementem planowej przemocy wobec Ukraińców.

Mimo to coraz częściej w publicznych dyskusjach pojawia się hasło: „Polacy też mordowali”. Pada ono zazwyczaj bez kontekstu, bez zachowania chronologii wydarzeń i bez próby zrozumienia, co było przyczyną, a co skutkiem. Takie uproszczenie zaciera różnicę między zaplanowanym ludobójstwem a desperackimi działaniami obronnymi i odwetowymi, rodzącymi się w skrajnych warunkach strachu i traumy.

To, co piszę, jest moim spojrzeniem. Nikt nie musi się z nim zgadzać. Opieram je na wielu rozmowach z potomkami ofiar oraz nielicznymi dziś świadkami, którzy przeżyli tamte wydarzenia. Jest to także efekt lat czytania dziesiątek książek i pamiętników — od zapisków sprawców, po relacje ocalałych i wysiedlonych, pisane z różnych perspektyw.

Polskie działania odwetowe nie pojawiły się z próżni. Wielu ludzi działających w ramach samoobrony było w stanie skrajnej traumy — zaślepionych żądzą odwetu i zemsty za to, co widzieli i czego doświadczyli. Nikt z nas nie był w ich sytuacji i nie przeszedł przez to piekło. To nie jest usprawiedliwienie, ale próba uczciwego opisania mechanizmu, który popychał ludzi do ostateczności.

Po stronie polskiej nie istniał plan wyniszczenia Ukraińców jako narodu. Nie było ideologii nakazującej mordować wszystkich tylko dlatego, kim są. Były dramatyczne reakcje na wcześniej zastosowany terror. Stawianie znaku równości między zaplanowanym ludobójstwem a odwetem wynikającym z rozpaczy i zaślepienia jest uproszczeniem, które krzywdzi ofiary.

Najgłośniej często wypowiadają się ci, którzy swoją wiedzę opierają na kilku wyrwanych z kontekstu przykładach, nie znając skali ani tła wydarzeń. Tymczasem rozmowa o przeszłości wymaga spojrzenia na całość.
Nic nie powinno być ukrywane. Nikogo nie wolno pomijać. Każdej niewinnej ofierze — bez względu na narodowość — należy się szacunek. Uczciwość wymaga także wskazania, co było początkiem, a co tragicznym następstwem.

Na koniec trzeba powiedzieć rzecz trudną, ale konieczną: tak, po stronie polskiej również dochodziło do eksterminacji. Tam, gdzie miały miejsce pogromy ludności ukraińskiej na ziemiach polskich, wszczynano śledztwa.

Próbowano ustalić przebieg wydarzeń i winnych. Pokazuje, to że istniała wola nazwania zła po imieniu, nawet jeśli było to bolesne dla własnego narodu.
U naszych wschodnich sąsiadów podobnego wysiłku nigdy nie podjęto. Nie było próby rozliczenia sprawców, oddzielenia ofiar od katów i przyznania się do winy.

Bez tego nie da się zbudować uczciwego dialogu.
Dziś prosimy o coś, co powinno być naturalnym obowiązkiem żywych: godny pochówek odpowiedzialność i wierność faktom. Nie po to, by podsycać nienawiść, lecz po to, by oddać sprawiedliwość tym, którym ją odebrano — i by żadna niewinna ofiara nie została zapomniana. Bo patriotyzm nie polega na krzyku.

Patriotyzm to odwaga mówienia spokojnie, uczciwie i z myślą o przyszłych pokoleniach.

Autor: Jędruś Ciupaga