Święta świętami…, ale nie umiem powstrzymać się od jednej smutnej konstatacji, która jest – dodajmy – wynikiem mojego na szczęście krótkotrwałego romansu z polską prawicą. Pod koniec rządów PO, gdy widać było pełną już degenerację tej formacji polityczno – towarzyskiej (bo już wówczas nijak nie intelektualnej) wydawało mi się, że jakaś myśl państwowa kiełkuje na prawicy. I owszem kiełkowała wśród tych, z którymi było mi wówczas po drodze. Widziałem co prawda równocześnie ludzi owładniętych nienawiścią, obsesjami, resentymentami, fanatyków i miernoty, ale wydawało mi się, że to nie oni będą nadawać ton prawicy. Wydawało mi się, że skoro nie wszyscy są tacy to prawica może, mimo swych słabości, zbudować coś poważniejszego intelektualnie, coś twórczego, coś mądrego, coś wreszcie potrzebnego Polsce.
Pewnie sądziłem tak, bo otoczony byłem (i otaczałem się) mądrymi, umiarkowanymi ludźmi. Większość spośród tych ludzi jest już w niełasce, a ci nieliczni, którzy jeszcze pełnią te czy inne (czasem nawet wysokie) funkcje szuka (tyle, że nie znajduje) wyjścia z uwikłań, w które się wdali. Nie uważam, abym miał prawo ich potępiać, bo skoro twierdzę, że ludzi należy oceniać indywidualnie w odniesieniu do lat PRL, to nie ma też żadnego powodu, bym twierdził coś innego w odniesieniu do okresu rządów czy to PO, czy PiS. W każdym z tych okresów byli ludzie przyzwoici. Dla fanatyków oczywiście takie rozróżnienia i półcienie nie istnieją. Sam pamiętam nienawistne komentarze ze strony pewnego starszego pana, niegdyś konsula generalnego RP, dla którego moja nijak przecież nie podszyta nienawiścią czy też zacietrzewieniem krytyka rządów PO czyniła ze mnie już pisowskie „zero”. Pomijając już jednak tego rodzaju prostactwo, generalnie oczywiście się myliłem. PiS do jakiejkolwiek sanacji państwa jest organicznie niezdolny, a górę wzięli w nim fanatycy oraz ludzie zacietrzewieni i mali.
Wniosek, który z tego wyciągam jest taki, żeby nigdy już w życiu nie dać minimalnego nawet kredytu zaufania formacji, w której toleruje się fanatyzm, zacietrzewienie i nienawiść. I oto czytam komentarze „młodej lewicy” do mojej rozmowy z Maciejem Radziwiłłem. Zauważam dwie rzeczy. Po pierwsze nadreprezentację fanatyków, nienawistników, ludzi zacietrzewionych i zwyczajnie w świecie głupich. Znaczna część komentarzy jest niestosowna, niekulturalna, a cześć wprost chamska (te seryjnie kasuję). Nie to mnie jednak martwi. Martwi mnie otóż brak elementarnej odwagi cywilnej i zwykłe tchórzostwo znacznej części tych po lewej, którzy takimi nie będąc, nie chcą się jednak narażać „swoim”. To samo skądinąd obserwowałem przy okazji słynnej sprawy fałszywie oskarżonego o gwałt publicysty Krytyki Politycznej, gdy znajomi z lewicy mówili mi, że nie wierzą w jego winę, ale nie mogą o tym publicznie napisać (jedną z nielicznych osób, które zachowały się wówczas z klasą była Agata Diduszko -Zyglewska). Większość jednak milczała nawet wówczas, gdy prokuratura uznała zarzuty za wyssane z palca, gdyż warunkiem pozostania w grupie towarzyskiej był udział w linczu. Na prawicy ten sam mechanizm miał miejsce wiele razy, ale najlepiej było to widać przy okazji sprawy Ludmily Kozłowskiej. Wówczas znajomi z kolei z prawicy na offie mówili mi, że sprawa jest dęta, ale publicznie lincz wspierali.
Niby wszystko to rozumiem (ludzie mają kredyty albo chcą pojechać na wakacje do lepszego hotelu etc.) tyle tylko, że to są reguły gry nie sil politycznych, które mogą zmienić Polskę na lepsze, ale reguły gry mafii. Albo – brutalnie rzecz ujmując – tłuszczy, hołoty i plebsu. Z przykrością stwierdzam, że skoro reguły gry na nowej, młodej lewicy są dokładnie takie same jak te obowiązujące w PiS to ta nowa, młoda lewica też niczego nie zbuduje i też żadnej sanacji Polski nie przeprowadzi.
Z powyższego wynikają, w mojej ocenie, cztery wnioski natury ogólnej.
Pierwszy, że w Polsce nie warto szukać ideałów, bo tam, gdzie można je znaleźć przy okazji aż roi się od idei, od których lepiej trzymać się z dala.
Drugi – wynikający z pierwszego, że ludzie dojrzali w polskiej polityce powinni szukać już wyłącznie pragmatyków.
Trzeci, że tak jak Adam Michnik krakał, krakał i wykrakał (przez lata wróżył, że prawica będzie ksenofobiczna, wsobna i wroga wobec nowoczesności), tak i prawica krakała, krakała, aż wykrakała (przez lata wróżyła, że lewica będzie oszalała jak na „amerykańskich campusach).
Czwarty zaś wniosek to ten, iż politycy w naszym kraju – z nielicznymi szlachetnymi wyjątkami – nie są tacy jacy są, bo ma miejsce negatywna selekcja, ale dlatego, że są tacy jak my. Pełni wrogości do drugiego człowieka, karmiący się prostackimi schematami, zawistni. I mali.
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)
Zostaw komentarz