Mój (szczepiony, ale pół roku temu) syn ma podejrzenie COVID. Jesteśmy po teście. Do tej pory testowałem się służbowo (komercyjnie) przed spotkanie w redakcji Onet oraz dwa razy – również prywatnie – podczas wyjazdu zagranicznego. Moja Mama testowała się raz, również komercyjnie. Rejestracja i pobranie wymazu w każdym z tych wypadków trwało ok. 3 – 4 minut, przy czym zajmowała się tym jedna, max. dwie osoby. Mój syn był testowany państwowo. Obsługa – 4 osoby. Przed nami w kolejce 7 osób. Czas oczekiwania: 1 godzina i 15 minut. Wniosek z tego płynący jest taki, że w Polsce jeśli za coś weźmie się państwo to owo coś po prostu musi być źle zorganizowane.
Swoją drogą brałem dziś udział w dyskusji o polityce zagranicznej, a że miało to miejsce zaraz po tym, gdy zżymałem się, że nawet pobrania wymazu z nosa państwo nie umie dobrze zorganizować powiedziałem, że polska polityka zagraniczna – jako, że nie da się jej sprywatyzować – po prostu z natury rzeczy nie może działać.
Mój syn, gdy czekaliśmy na wymaz, widząc, że mnie diabli biorą na to, że tak prostej sprawy nie da się sprawniej zorganizować powiedział (a ma lat 14), że „nie warto się denerwować, łatwiej się żyje jak się ma spokój” . Odparłem, że cały naród ma jeden wielki chill i dlatego jest takie dziadostwo, na co syn odparł „a co ja mam zrobić jako dziecko. Gretą Thunberg zostać?”
Może i ma dzieciak COVID, ale mgły covidowej nie ma.
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)
Zostaw komentarz