Po zwiedzaniu dotkniętej nieustanną powodzią Wenecji, udaliśmy się na spoczynek do Parmy. Bo jak powszechnie wiadomo, Parma to tak naprawdę znakomita szynka parmeńska. Przede wszystkim jednak nie jest dotknięta takimi katastrofami jak powodzie.

Na miejscu okazało się, że zamówiony w Accorze pokój hotelowy okazał się przeraźliwie zbyt komfortowy. Na recepcji zasugerowano mi w ramach odpowiedzi, mój wkład w rozwój hotelarstwa. Ostatecznie skończyłem z powodzeniem Technikum Hotelarskie w Wiśle. Rocznik 1994.

Nad ranem zrobiliśmy sobie spacer w centrum Parmy. Wówczas syn powiedział mi, że jest głodny mięsa, więc zamówiłem mu za 4,50 euro wielkie kebabopanini u lokalnych… Hindusów, a Oli kupiłem 126 gram żelków u straganowego sprzedawcy z Francji. Za 4.42 więc powodu do kłótni nie było.

Następnie zwiedziliśmy Muzeum Ferrari. Z pewnym takim niepokojem obserwuję wzrastające zainteresowanie Aleksandry luksusowymi samochodami. Na szczęście kilka razy mówiła mi, że spanie jak bezdomny pod gołym niebem, co uskuteczniam od lat, jest podobno fajne.