Jeden z moich ulubionych komentatorów spraw międzynarodowych Aleksandr Djokić:

„Gruzja jest dobrym przykładem procesu demontażu demokracji na przestrzeni dekady. Głównymi czynnikami sprzyjającymi jest populistyczny reżim i krajobraz geopolityczny sprzyjający autokracji. Reżim gruziński wykorzystuje odradzającą się Rosję do całkowitego zajęcia Gruzji.

Nie doszłoby do tego, gdyby Zachód:

a) stanowczo przeciwstawił się Rosji na Ukrainie i/lub
b) był bardziej obecny na Kaukazie Południowym.
Drapieżny reżim gruziński dostrzegł brak demokratycznych uprawnień w regionie i zdecydował się na autokrację.

Rosja w pełni popiera ten proces, ale go nie wymyśliła, wiodący impuls pochodzi z władz w Tbilisi, gdzie Rosja jest postrzegana jako skuteczny partner autokracji, a Zachód jest postrzegany jako daleki zwolennik demokracji.”

Tak jest zawsze. Rosja nie ma takiej mocy, żeby, jak w II wojnie światowej przyjść i zaprowadzić”porządek”. Potrzebuje impulsu z wewnątrz danego państwa i łapie się każdej okazji.

Djokić dalej:

„Mówiąc wprost, dlaczego populistyczna klika pod przewodnictwem oligarchy wybrałaby demokrację europejską tam, gdzie musi dzielić się zasobami, a czasem odejść od władzy, kiedy może stać się w pełni autokratyczna i sprzymierzona z Rosją. Wtedy wszystkie zasoby zostałyby scentralizowane przez elitę rządzącą.

Czyż nie jest schludnie? Co więcej, ważne jest, aby Zachód nie miał wystarczających instrumentów politycznych, gospodarczych i bezpieczeństwa, aby odwieść reżim gruziński od tej ścieżki właśnie dlatego, że jego obecność w regionie nie może się równać z obecnością Rosji.

Jeśli porównasz populistyczną elitę rządzącą Gruzji z serbską, zobaczysz, że Serbia nie popada w pełną autokrację tylko dlatego, że Zachód jest bardzo obecny w regionie Bałkanów Zachodnich. Jeśli to się zmieni, zmieni się również system polityczny Serbii.”

W tym kontekście można, w zasadzie: należy tłumaczyć wizytę Donalda Tuska w Serbii. Mówiąc językiem „geopolityki rosyjskiej” zaczyna się walka o „duszę Serbii”.

Sprawa jest o tyle trudna, że nawet pełne zwycięstwo i integracja Serbii z Europą niesie za sobą ryzyko wzięcia na pokład europejskiego okrętu tamtejszych populistycznych polityków. Tym samym wzrośnie siła – i tak już duża – populistów w łonie UE.

Zakończenie niniejszego posta oddaję znów Djokiciowi:

„Już dziś śledź relacje walczących o demokrację w Gruzji. To będzie jak oglądanie w czasie rzeczywistym filmu dokumentalnego o powstaniu dyktatury. Jeśli wojny są transmitowane w telewizji, dlaczego nie narodziny autokracji?”