Podobno w kuluarach monachijskiego szczytu bezpieczeństwa krąży dowcip:

„Skoro wszyscy zgadzamy się, że byłoby dobrze, gdyby nowym szefem NATO została kobieta, żeby pochodziła z kraju, który wydaje przynajmniej 2% PKB na obronność, możliwie z kraju frontowego, graniczącego z Federacją Rosyjską i dobrze rozumiejącego naturę rosyjskiego reżimu – to niech będzie nim Mark Rutte z Holandii.”

Dowcip ten dobrze ilustruje w jakim momencie historycznym znajduje się NATO i Unia Europejska – jak bardzo są zależne od Niemiec i jak bardzo interes niemiecki zdominował obie organizacje.

Wszystko to dzieje się, ponieważ pozbawiona dostępu do tanich rosyjskich surowców gospodarka niemiecka się sypie. Dezindurstrializacja Niemiec zachodzi w ogromnym tempie i niemieckie elity doskonale zdają sobie sprawę z tego, że jeśli nie uda im się jakoś doprowadzić do zgniłego pokoju z Rosją i powrócić z nią do „business as usual”, to niemiecki dobrobyt legnie w gruzach a Berlin straci dominującą pozycję na kontynencie.

Jest to zatem ze strony Berlina gra o wszystko, gra w której niemiecki interes wyraża „interes Renu” – interes przemysłowego i politycznego centrum zachodniej Europy. Sęk w tym, że interes ten zrealizuje się naszym kosztem.

To, że Donald Tusk całkowicie i bezdyskusyjnie wpisuje się w projekt niemiecki, że jego rząd bezwarunkowo wspiera wszystkie niemieckie inicjatywy i nie podejmuje żadnych działań, które prowadziłyby do zabezpieczenia naszych interesów na czas nadchodzącego szybko kolejnego „resetu z Rosją”, że władze Polski świadomie prowadzą politykę podporządkowania się woli Berlina bez wskazania jakichkolwiek korzyści poza mitycznym celem „stania się częścią Zachodu” (chyba na tarczy a nie z tarczą) świadczy jednoznacznie o kompradorskim charakterze obecnej władzy.

Zwracam uwagę na to, że jako pierszoplanowy cel naszej dyplomacji została wskazana „reaktywacja Trójkąta Weimarskiego” – formuły, w której pozycja naszego kraju jest zawsze strukturalnie niska, w której to Niemcy i Francja w pełni kontrolują naszą sprawczość i w której nic nie może się zadziać bez ich pełnej akceptacji.

Mówiąc krótko – jako platformę realizacji interesu Polski rząd Tuska i dyplomacja Sikorskiego wskazały formułę, w której Polska może co najwyżej za bezdurno żyrować interes Renu. Całkowicie bezalternatywnie i w sytuacji największej słabości państwa niemieckiego!

Zapłacimy za to wysoką cenę ponosząc jednostronnie koszty odtworzenia niemieckiej potęgi. Świadomie podetniemy sobie nogi za to, aby ułatwić Niemcom i Rosji odbudowanie dawnych więzi. Świadomie bez walki powrócimy do służebnej roli „junior partnera” o ograniczonej suwerenności i warunkowych gwarancjach bezpieczeństwa. Świadomie wyprzemy się własnych ambicji i pozbawimy się instrumentów, które dawałyby nam większą niezależność i szybszy rozwój.

Świadomie rząd polski poprze kandydaturę Marka Rutte na szefa NATO i przystanie na kolejną rundę negocjacji z Rosją w formacie normandzkim, w których będzie niemym petentem zdanym na to, na co zgodzą się Niemcy i Francja.

I jeszcze będzie do upadłego powtarzane, że tak właśnie było najlepiej, że każdy inny wariant byłby ze strony Polski „nieodpowiedzialnym machaniem szabelką”.

Po raz kolejny przekonamy się, jak wiele musiało się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu :/