Nowy teatr Zbigniewa Stonogi. Pytania o prezydenckie ułaskawienia i polityczny dynamit. Zbigniew Stonoga wraca do gry, w której czuje się najlepiej – politycznego teatru opartego na taśmach, ciężkich oskarżeniach i uderzeniu w samo serce obozu władzy.
Zbigniew Stonoga to postać, której polskiej scenie publicznej przedstawiać nie trzeba. Człowiek instytucja rodzimego internetu i zarazem postać z pogranicza biznesu, wymiaru sprawiedliwości oraz brutalnej walki politycznej. Dla jednych bezkompromisowy demaskator układów, dla innych skazywany wielokrotnie awanturnik i polityczny performer, którego „patostreamingowe” monologi na trwałe weszły do kanonu sieciowego folkloru. Nie można mu jednak odmówić jednego: potrafił wstrząsnąć polską sceną polityczną. W 2015 roku publikacja akt afery podsłuchowej wstrząsnęła ówczesnym rządem PO-PSL i przypieczętowała jego porażkę wyborczą. Dziś, po latach procesów, wyroków i emigracyjnych epizodów, Stonoga po raz kolejny wyciąga dyktafon.
Tym razem na celowniku znalazła się Kancelaria Prezydenta RP Karola Nawrockiego.
Ostrzeżenie z zegarkiem w ręku
W opublikowanym materiale wideo Stonoga występuje w dobrze znanej widzom pozie mściciela dbającego o „rację stanu”. Zegarek wskazuje symboliczną godzinę, a z ust biznesmena padają słowa o „karaniu za każde weto”. Deklaracja jest prosta: każde zablokowanie ustawy przez prezydenta ma skutkować ujawnieniem kolejnego odcinka taśm kompromitujących otoczenie głowy państwa.
Zarzuty, jakie padają w zapowiedzi, należą do kategorii najcięższego kalibru: handel aktami łaski, korupcja, pośrednictwo w ułaskawianiu osób związanych ze światem przestępczym (w tym zorganizowanym sutenerstwem) oraz przepływy finansowe maskowane rzekomo przez fundacje.
W centrum narracji pojawia się gdańska rodzina znanych cukierników – Pellowskich. Według Stonogi w proceder zaangażowany ma być syn trójmiejskiego przedsiębiorcy, Mateusz Pellowski, który powołując się na koneksje i relacje ze stołecznymi politykami z otoczenia prezydenta, miał organizować procedury ułaskawieniowe.
Kulisy rozmowy: pieczątki, kapłani i warszawskie salony
Druga część nagrania to zapis rozmowy telefonicznej, w której padają nazwiska gdańskich duchownych, adwokatów oraz prominentnych polityków z Kancelarii Prezydenta, w tym Pawła Szefernakera. Głos przypisywany Pellowskiemu relacjonuje proces kompletowania podpisów pod wnioskiem o ułaskawienie:
„Ksiądz Ludwik Kowalski, proboszcz św. Brygidy, ksiądz Grzegorz z pieczątką uczelni, adwokat, moja mama… Prezydent te osoby zna super. […] Paweł będzie wiedział, kiedy to dać i przede wszystkim w jakim momencie i co ma powiedzieć” – słyszymy na nagraniu.
W rozmowie przewija się obraz transakcyjnego załatwiania spraw: spotkania w modnych warszawskich lokalach, wykorzystywanie rodzinnych znajomości z prezydentem jeszcze z czasów jego gdańskiej działalności (Muzeum II Wojny Światowej) oraz obawy, czy ułaskawienie dotyczące sutenerstwa nie wywoła medialnej burzy, jeśli informacje wyciekną do opinii publicznej.
Rozmówcy zastanawiają się, na ile procedury ułaskawień są transparentne i czy kancelaria publikuje pełne listy osób, którym darowano karę. Nagranie urywa się wezwaniem Stonogi skierowanym bezpośrednio do Prokuratury Krajowej oraz Wydziału ds. Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji o natychmiastowe wszczęcie śledztwa.
Prowokacja, patologia czy kolejny wstrząs?
Jak traktować najnowsze rewelacje Zbigniewa Stonogi? Standardy rzetelnego dziennikarstwa nakazują zachować podwójną ostrożność.
Po pierwsze – źródło. Stonoga nie jest bezstronnym kronikarzem rzeczywistości, lecz uczestnikiem polityczno-prawnego klinczu, który wielokrotnie wykorzystywał nagrania do własnych gier i obrony przed wymiarem sprawiedliwości. Po drugie – treść rozmów. Zarejestrowany dialog bez wątpienia brzmi jak podręcznikowy przykład powoływania się na wpływy (tzw. płatna protekcja z art. 230 Kodeksu karnego). Pytaniem otwartym pozostaje jednak to, ile w tych deklaracjach było realnych możliwości dotarcia do ucha prezydenta, a ile zwykłego przechwalania się cwaniaka żerującego na zdesperowanym przestępcy szukającym ratunku przed więzieniem.
Jednego jednak zlekceważyć się nie da: jeśli w Kancelarii Prezydenta faktycznie leżały wnioski pilotowane przez osoby z kryminalną przeszłością, a ich ścieżka opierała się na nieformalnych kanałach towarzysko-biznesowych, to sprawa przestaje być internetową ciekawostką. Staje się testem dla prokuratury i służb specjalnych.
Czy Pałac Prezydencki odpowie na te zarzuty konkretnymi faktami i wykazem procedowanych wniosków, czy tradycyjnie uzna sprawę za „niewartą komentarza prowokację internetowego pieniacza”? W polskiej polityce milczenie rzadko bywa złotem – najczęściej staje się paliwem do kolejnych pożarów.
Zostaw komentarz