Wygląda to wszystko źle. Pęknięcie polityczne w Zjednoczonym Królestwie jest głębokie i ukształtował się tam w ostatnich latach system, w którym brakuje spójności między programem a jego egzekucją. W efekcie, od dłuższego już czasu Zjednoczone Królestwo drepta w miejscu nie mogąc zdecydować się na jakikolwiek konkretny wybór.
Na przykład Boris Johnson zaczął tracić popularność z powodu „niezajęcia się” problemem imigracji, który w Albionie zaczyna być już społecznie postrzegany podobnie jak w Szwecji.
Liz Truss doszła do władzy obiecując usztywnienie polityki imigracyjnej. A jednak jak tylko została premierem, okazało się, że ze strony środowisk biznesowych płyną sygnały, że przemysł domaga się wręcz zwiększenia skali imigracji, co pani Truss zaczęła natychmiast uwzględniać, podobnie jak oczekiwania obniżenia podatków.
W efekcie, jej rząd przedstawił nietrzymające się kupy prowizorium budżetowe, w którym zionie wielka dziura budżetowa, od którego, jak od śmierdzącego jaja zaczęli odsuwać się politycy jej własnej partii a popularność nowej pani premier spadła na dno w ciągu niespełna miesiąca od objęcia przez nią urzędu, w wyniku czego – wszystko na to wskazuje – dojdzie niebawem do kolejnego kryzysu politycznego i próby wyłonienia kolejnego rządu. Jeśli to się nie uda – Wielką Brytanię czekać będą przedterminowe wybory parlamentarne.
Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.
Zostaw komentarz