Rosja wysłała dziś w stronę Polski sześć dronów. Trzy spadły jeszcze po stronie ukraińskiej, dwa zostały strącone przez holenderskie F-35 nad Podkarpaciem, a jeden przechwycono w rejonie Lubelszczyzny. Ani jeden nie został zestrzelony przez nasze systemy obrony, które kosztował miliardy, ale rząd Tuska je wyłączył.Mieliśmy mieć tarczę chroniącą Warszawę i wschodnią flankę NATO – a w praktyce mamy atrapę, która w chwili próby okazała się bezużyteczna.
Świat zareagował natychmiast. NATO w Brukseli potwierdziło „pełną solidarność z Polską”.
W Waszyngtonie senator Dick Durbin jasno ostrzegł, że Putin testuje determinację sojuszu.
W Londynie rzecznik premiera Sunaka podkreślił: „atak na Polskę to atak na NATO”.
Paryż z kolei ogłosił gotowość wysłania dodatkowych sił w ramach Baltic Air Policing.
Nawet w Berlinie padły wielkie słowa – kanclerz Friedrich Merz mówił o „historycznym zadaniu” budowania nowej architektury świata. Tyle że te wielkie słowa nie zestrzeliły ani jednego drona.
A co w Polsce?
Tu zamiast realnej obrony mamy teatr polityczny. Tusk odczytuje SMS-y o „wewnętrznych alertach”, jakby to była linia ratunkowa.
Kosiniak-Kamysz pewnie szuka swojego plecaka ewakuacyjnego, bo o obronności nie ma zielonego pojęcia.
Hołownia przypomina swoje słynne „wgnieciemy Putina w ziemię” – podczas gdy w rzeczywistości wgnietliśmy tylko własny budżet, płacąc miliardy za systemy, które nie działają.
To nie sztab kryzysowy – to kabaret polityczny, w którym ministrowie udają generałów. Żałosne widowisko.
Na szczęście polscy żołnierze i sojusznicy z NATO wiedzą, co robią. Holenderskie F-35 wykonały zadanie, polskie niebo ocalało.
Prezydent Karol Nawrocki i jego sztab byli w gotowości, koordynując działania. To jest prawdziwa odpowiedzialność.
Ale obok niej mamy rząd, który w krytycznej chwili okazuje się bezradny, zagubiony i zajęty własnym PR-em. I tu trzeba powiedzieć jasno: Polska nie przetrwa, jeśli bezpieczeństwo dalej będzie w rękach ludzi, którzy traktują obronność jak show, a Ojczyznę jak scenę kabaretu.
Potrzebujemy tarczy, która działa, nie atrap za miliardy. Potrzebujemy przywódców, którzy stają na pierwszej linii i podejmują decyzję błyskawicznie, a nie pakują plecaki na ewakuację. Potrzebujemy państwa, które realnie chroni swoich obywateli, a nie udaje, że wysyłanie SMS-ów to obrona narodowa.
Dzisiaj holenderskie F-35 nas obroniły. A jutro? Jutro musimy być gotowi sami.
Tymczasem, gdy na wschodzie spadają rakiety, w sieci trwa inny ostrzał – „trole Giertycha” wysuwają ze swych paszczy całe cysterny internetowego szamba. Atakują prezydenta Nawrockiego i profesora Cenckiewicza z BBN, jakby obrona Polski zaczynała się od memów i obelg. To wojna na tanią pogardę, w której ich amunicją są kłamstwa, manipulacje a celem – osłabienie autorytetu państwa.
Takie zachowanie w obliczu wojny to nie tylko „piąta kolumna Putina”ale to hańba i zdrada.
Zostaw komentarz