W dniu dzisiejszym (16.07.24 r.) odebrałem postanowienie prokuratora o uwzględnieniu zażalenia na jego własną decyzję (sic!).
Od 2019 roku toczy się śledztwo przeciwko mojemu Klientowi podejrzanemu o wyłudzenia podatku VAT.
Śledztwo się toczy, ale jak dotąd nie zebrano dowodów uzasadniających skierowanie aktu oskarżenia do sądu.
Prowadzona równolegle sprawa podatkowa, przed urzędem skarbowym doczekała się już 4 wyroków przyznających rację mojemu Klientowi i czterech takichże decyzji uchylających rozstrzygnięcia organów skarbowych I instancji
Prokurator w opisywanej tu sprawie doszedł do ściany: nie może już zbierać dalej materiału dowodowego bo nie ma już takiej możliwości. Przesłuchał wszystkich świadków i zgromadził wszystkie dokumenty. Koniec.
Jednak wobec tego, że wciąż toczy się postępowanie podatkowe (urzędy przesłuchują niektórych świadków po 3 razy na dokładnie te same okoliczności przedłużając tym samym postępowanie) prokurator postanowił śledztwo zawiesić. Bo – jak napisał – dowody wszystkie zgromadził, ale w postępowaniu podatkowym nie została wydana ostateczna decyzja ustalająca zobowiązanie. Powołał się przy tym na istnienie takich decyzji. Tylko nie napisał w swoim postanowieniu, że zostały one uchylone – w sensie prawa de facto nie istnieją.
No i napisałem zażalenie prokuratorowi do sądu. Że to skandal, że to nie urząd podejmuje decyzję, czy w sprawie zaistniało przestępstwo, tylko prokurator. Że prokurator powinien albo sprawę umorzyć, a jeżeli uznał, że jest przestępstwo – oskarżyć.
No i prokurator, zamiast wysłać sprawę do rozpoznania w sądzie, napisał od siebie: pomyliłem się! Rację ma skarżący. Nie zachodzą przesłanki zawieszenia śledztwa.
To otwiera drogę do ostatecznej decyzji procesowej – umorzenia albo oskarżenia. Zakładam, że raczej tego pierwszego,chyba, że Prokurator działałby tu nieracjonalnie.
Czegoś takiego za PiS (a walczyłem z urzędami i prokuratorami przez osiem lat trwania ich władzy) nie mogłem sobie nawet wyobrazić. Sprawę mojego Klienta nadzorował prokurator od akt w garażu – wydawał najbardziej absurdalne zarządzenia, byle jej nie skończyć.
A tu – zmiana decyzji w trybie autokontroli i to z przesłanek merytorycznych, a nie formalnych!
Czyżby do prokuratury wracał racjonalizm?
Właśnie sąd pokazał, ile jest warta ta neoprokuratura pod wodzą patoministra. Jesteś żałosny.