Już w czerwcu wybory do europarlamentu. Trwa walka o wyborców. Wszystkie partie liczą na ich krótką pamięć. W wielu przypadkach tak jest, jednak są też tacy, którzy nie dają się zmanipulować i doskonale pamiętają, co zawdzięczają przede wszystkim PO i PiS.

Odkąd PiS wygrało wybory w 2015 r Unia Europejska przyjęła prawie czterdzieści rezolucji przeciwko Polsce, które były rezultatem inicjowania i fanatycznego wspieraniu ich przez europosłów polskiej opozycji: PO i jej akolitów. Dotyczyły praworządności, uruchomienia artykułu 7 Traktatu UE, niewypłacania Polsce i Węgrom środków z Krajowego Planu Odbudowy.

Opozycja bała się, że środki z KPO będą kołem zamachowym polskiej gospodarki, dzięki któremu PiS po raz trzeci wygra wybory. Dlatego apelowała do KE o „nieprzyznanie środków”, twierdząc, że w „Polsce nie ma praworządności”.

To ona zachęcała Unię do ingerowania w demokratyczne wybory Polaków, mając nadzieję, że doprowadzą w ten sposób do zmiany prawicowych rządów. Zapomnieli, co to znaczy mieć obowiązki wobec Polski.

Rezultat jest taki, że na skutek jej działań dwa lata zostały bezpowrotnie stracone i gdy w lutym br. Komisja Europejska odblokowała je, pojawiło się pytanie czy rządząca dziś Koalicja Obywatelska zdąży je wydać. Zgodnie z założeniami środki z KPO powinny zostać przeznaczone na reformy i inwestycje, które rozpoczęły się po 1 lutym 2020 r. i zakończą do 31 sierpnia 2026 r. Eksperci twierdzą, że nie uda się zrealizować założonych celów do tego terminu i znaczna część środków przepadnie. Oczywiście KO nie ma w tej sprawie nic sobie do zarzucenia. Wszystko jest ok.

Po przejęciu władzy Koalicja Obywatelska pod wodzą Tuska spłaca dług zaciągnięty wobec Unii (Niemiec) za wieloletnią pomoc otrzymywaną przez lata w walce z PiS. To dlatego nie patrząc na polską rację stanu i interes polski, hamują wszelkie projekty kluczowych inwestycji, będących konkurencją dla niemieckiej gospodarki i mogące wzmocnić pozycję gospodarczą Polski (CPK, elektrownie atomowe, port kontenerowy w Szczecinie, udrożnienie Odry).

Gdy Parlament Europejski 10 kwietnia 2024 r zatwierdził tzw. pakt migracyjny, czyli mechanizm, który zmusi państwa członkowskie do przyjęcia nielegalnych imigrantów lub wypłaty ekwiwalentu za każdego nieprzyjętego cudzoziemca przedstawiciele rządu KO i Lewicy gdy mogli zablokować nie zawetowali go, tylko zaakceptowali zgłaszając do niego jedynie uwagę, że może on nie być dobrym rozwiązaniem dla państw Wspólnoty.

Jak tłumaczył przewodniczący senackiej Komisji Spraw Zagranicznych Grzegorz Schetyna – Warszawa postanowiła nie blokować paktu, bo stara się wynegocjować dla Polski pewne ustępstwo. Chodzi o to, że nasz kraj przyjął najwięcej w UE uchodźców z Ukrainy. Warszawa chce, aby tych uchodźców Unia wliczała do przypadającej Polsce kwoty migracyjnej. To oznaczałoby, że polskie państwo mogłoby w zasadzie nikogo spoza Ukrainy nie przyjąć, a jednocześnie nie mieć obowiązku wnoszenia opłaty solidarnościowej.

Mam tylko taką małą uwagę, nie tylko Polska przyjmowała uchodźców ukraińskich w związku z tym Unia najprawdopodobniej tego nie uwzględni, lub uwzględni na przykład na rok, i co w tedy?

Bez sprzeciwu rządu Tuska Parlament UE zatwierdził tzw. dyrektywę budynkową (EPBD), (zwaną również dyrektywą wywłaszczeniową) będącą elementem Europejskiego Zielonego Ładu. Nie przeszkadzał mu fakt, że jest to jedna z największych in­gerencji we własność pry­watną w historii UE. Jej celem jest osiągnięcie zerowej emisji do 2050 r., poprzez poprawę efektywności energetycznej europejskich domów. Pierwsze wymogi zaczną obowiązywać już za ok. pół roku. Koszty finansowe poniosą właściciele domów i najemcy.

Zgodnie z nią w UE do 2040 r. będzie zaka­zane stosowanie węgla, ga­zu ziemnego i ropy naftowej w systemach grzewczych budynków. Do roku 2050 budynki powinny być już cał­kowicie bezemisyjne.

A co ze starymi domami gdy koszty remon­tu przekro­czą wartość budynku, a takich w Polsce jest bardzo dużo,?

Z kolei podczas ośmioletnich rządów prawicy popełnił on wiele karygodnych błędów. Z upływem czasu coraz bardziej zaczęło mnie irytować to, że premier Morawiecki co innego mówił, a co innego robił. PO nie ukrywa swego poparcia dla nawet najbardziej szkodliwych dla Polski działań Unii, (ingerencję w nasz wymiar sprawiedliwości, tworzenie superpaństwa, Zielony Ład,) natomiast premier Morawiecki grzmiał, że nigdy się na nie nie zgodzi, a po cichu wszystko klepał.

Gdy Parlament Europejski i Komisja Europejska po­dejmowały działania sprzeczne z umowami i traktatami, wypaczały re­guły, zmieniały zasady, nie dotrzymywały słowa np. w sprawie warunkowości, która miała dotyczyć korupcji, a nie sądownictwa. Bezprawnie blokowały środki z KPO, wprowadziły podwójne standardy, bo są równi i równiejsi (Niemcom wolno z udziałem parlamentu powoływać sędziów, bo są krajem „wyższej kultury”. A Polakom nie) czekałam na zdecydowane postawienie się premiera przeciwko temu bezprawiu.

Niestety poza słownymi pogróżkami nigdy nie podjął on rękawicy, mimo, że Saryusz-Wolski opublikował siedmiopunktowy plan „walki z unijnym bezprawiem”. Przecież nie wypadało Morawieckiemu twardo bronić polskich interesów, bo to zostałoby źle przyjęte zwłaszcza w Niemczech i Francji, a tak jest nadzieja na ewentualną międzynarodową karierę.

Kiedy pod koniec listopada 2023 roku w Parlamencie Europejskim zapadły decyzje w sprawie superpaństwa i wszystko zostało już pozamiatane, władze PiS się obudziły i nagle zdecydowały się zorganizować konferencję pt. „Wolni Polacy wobec zmian traktatowych Unii Europejskiej” (27.04.2024 r).

Dlaczego nie grzmieli gdy:

  • w październiku 2010 r, kiedy kanclerz Niemiec Angela Merkel powiedziała: na szczycie UE w Brukseli,że Berlin zażąda zmiany traktatu, które przygotują Unię na powtórkę greckiego kryzysu zadłużeniowego,
  • We wrześniu 2017 r opowiedziała się na łamach niedzielnego wydania „Frankfurter Allgemeine Zeitung” – „FAZ” – za zmianą unijnych traktatów w celu zacieśnienia integracji w strefie euro,
  • W lipcu 2022 r gdy kanclerz Niemiec Olaf Scholz w długim artykule obwieścił, że UE winna stać się wspólnotą geo­polityczną i należy przezwy­ciężyć narodowe egoizmy, znosząc zasadę jednomyślno­ści, a tak przekształcona Unia umożliwi Niemcom wzięcie odpowiedzialności za Europę i świat. (Adrian Stankowski, „Adolfiątko”, „GPc”, 21.07.2022),
  • W maju 2023 r gdy kanclerz zaapelował o pogłębioną integrację Unii Europejskiej. W tym celu, jak przekonywał, potrzebna jest reforma systemu głosowania w Radzie Europejskiej tak, aby więcej decyzji zapadało przez większość kwalifikowaną. Podkreślił, że takie rozwiązanie pozwoli Unii „mówić na świecie jednym głosem”.

Zamiast twardo przeciwstawiać się, gdy tylko pojawiły się pierwsze wzmianki o przerobienia Unii na europejskie państwo pod przywództwem Niemiec, władze PiS zagrożeń dla polskiej suwerenności nie widziały i je ignorowały. Nie było na ten temat żadnych dyskusji, konferencji, obrad, zjazdów bo Kaczyński i Morawiecki jak ognia bali się  poruszać tego tematu by  opozycja nie oskarżyła ich o szykowanie polexitu.

Ile razy słyszałam wypowiedzi, że naszej suwerenności nigdy nie oddamy. Nie ma takich pieniędzy, za które można by się pozbyć suwerenności – podkreśla wicepremier i lider PiS Jarosław Kaczyński, a premier ogłaszał „Suwerenność i bezpieczeństwo Polaków nie mają ceny” i zgodził się na powiązanie europejskich funduszy z praworządnością.

Politycy PiS od lat przekonują, iż UE nie ma kompetencji, dotyczących ustroju sądów, który jest domeną wyłącz­nie państw członkowskich, a marszałek Sejmu E. Witek mówiła „nie będzie nam Bruksela pisała ustawy w polskim Sejmie”. Szybko okazało się, że jednak je pisała, bowiem rzecznik Sądu Najwyższego przyznał, iż by odbloko­wać kasę z KPO wpływ na kształt nowelizacji ustawy o SN miała Komisja Europejska. To klasyczny przykład tego, że co innego się mówi wyborcom, a co innego się robi.

Ile razy J. Kaczyński, M. Morawiecki, B Szydło mówili, że nie zgadzają się na tworzenie państwa europejskiego. Tylko, że z ich niezgadzania się nic nie wynikało, bo na tych słowach się ona kończyła.

Podczas konferencji pt. „Wolni Polacy wobec zmian traktatowych Unii Europejskiej” w swoim wystąpieniu Morawiecki stwierdził, że głosowanie na PiS partię jest gwarantem tego, że Polska zachowa suwerenność w przyszłości.

Z kolei Beata Szydło wezwała Europejczyków, by się przebudzili i „wstali z kolan”. – Europejczycy wstańcie z kolan i weźcie sprawy w swoje ręce! Nie dajmy sobie wmówić trzęsącym się ze strachu politykom, że nie wolno UE krytykować.

Natomiast w Kielcach (02.05.2024) powiedziała – „Tutaj w Kielcach zaczynamy ważny mecz. Stawką jest nasza suwerenność, jest nasz rozwój, nasze bezpieczeństwo i normalne życie w Europie”

Gdy słyszę jak podczas obecnej kampanii do Parlamentu Europejskiego Morawiecki zapewnia, że głosowanie właśnie na PiS jest gwarantem tego, że Polska zachowa suwerenność w przyszłości, to ogarnia mnie pusty śmiech.

Czy politycy PiS myślą, iż wszyscy wyborcy prawicy zapomnieli, że większość ustaleń Zielonego Ładu była podejmowana za rządów Zjednoczonej Prawicy. Plan Europejskiego Zielonego Ładu to rok 2019. Premier Morawiecki bez oporu akceptował wszystkie kolejne wytyczne z nim związane. Tak było w grudniu 2020 r. gdy Wspólnota Europejska – po raz kolejny podwyższyła re­dukcję CO2 z dotychczasowych 40 proc. na 55 proc. do 2030 r. wobec roku 1990.

Dotyczy ona wszystkich sektorów gospodarki: transportu, środowiska, energii, rolnictwa, rybołówstwa, leśnictwa obiektów budowlanych oraz takich gałęzi przemysłu jak przemysł stalowy, cementowy, teleinformatyczny, tekstylny i chemiczny.

Premier Mateusz Morawiecki się na to zgodził, nie biorąc pod uwagę zarówno skutków dla gospodarki, obywateli jak i nakładów które poniesiemy, a są one astronomiczne. Według analityków Pekao, całkowity koszt unijnej polityki klimatycznej dla Polski do 2030 roku to 527,5 mld euro, (ponad 2 BILIONY złotych). Natomiast, aby sprostać założeniom strategii w latach 2021-2040 wzrośnie on do 1,6 bln zł.

Kpiną z wyborców prawicy jest najpierw zgoda premiera Morawieckiego na Fit for 55, a następnie zaskarżanie części jego aktów prawnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Zaskarża to, na co się zgodził.

Podczas prezentacji kandydatów na konwencji zorganizowanej w Kielcach (02.05.2024), głos zabrała była premier RP Beata Szydło – Prosimy was o głosy. Mówimy, że nigdy nie zgodzimy się na wpro­wadzenie w Polsce euro, że odrzucimy pakt migracyjny, że odrzucimy Zielony Ład, że odrzucimy to wszystko, co utrudnia wam życie, co niszczy polskie rolnictwo, co niszczy polską gospodarkę. Nigdy nie zgodzimy się na to, by sprawy polskie były podporządkowane sprawom niemieckim w PE.

Skoro mieliście swoją reprezentację w UE i jakoś nic nigdy nie zostało odrzucone, to nie ma najmniejszych szans by po nowym rozdaniu mogła ją nakłonić do zmiany priorytetów.

Prawo i Sprawiedliwość zaprezen­towało główne tezy swoje­go programu, z którym idzie do czerwcowych wyborów m.in. odrzucenie Zielonego Ładu, zablokowanie paktu migracyjnego i wysiłek na rzecz budowy w UE wspól­noty ojczyzn.

Chciałbym wiedzieć czy macie plan „B” w sytuacji niemożliwości realizacji zakładanych celów – czy będziecie za wyjściem z Unii?

Chyba nie, skoro obecny na kon­wencji w Kielcach Jarosława Kaczyńskiego powiedział – Polska musi być w UE, takie są czasy. Ale Polska musi być w UE jako silne, dobrze rozwija­jące się i doganiające Za­chód państwo. Bo możemy ten Zachód szybko dogonić. Nie pierwszy to raz mówił, że miejsce Polski jest w Unii.

Stwierdzenie, że Polska musi być w UE, takie są czasy” ma swoje konsekwencje. Jeżeli oficjalnie przyznaje się, że nie ma dla nas alternatywy, to równocześnie zgadzamy się na to, że cokolwiek zrobi Unia czy to uderzy w polskie interesy, czy będzie nas czołgała, to i tak na wszystko się zgodzimy.

Przy takim podejściu między bajki można włożyć wszystkie twierdzenia, że dzięki europosłom PiS cokolwiek zostanie odrzucone, a Polska pod względem zamożności dogoni państwa Zachodu.

Wychodzi na to, że zakładane cele programu to typowe pustosłowie dla nie myślących wyborców.

PiS przedstawia się jako partia konserwatywno-narodowa, tylko przez te wszystkie lata poza retoryką narodową realizował wszystko, czego życzyła sobie Unia.

Czy to nie od polityków PiS słyszeliśmy o wstawaniu z kolan i twardej walce o nasze interesy? Te zapowiedzi skończyły się tym, że Morawiecki przystąpił do Europejskiego Zielonego Ładu, a następnie do Fit for 55, zgodził się na uwspólnotowienie długu będącym „momentem Hamiltonowskim” dla Europy, na nakładanie przez Unię podatków na obywateli państw członkowskich, kamienie milowe (będącymi znakomitym narzędziem w rękach unijnych komisarzy i Niemiec do hamowania naszego rozwoju gospodarczego), jest za stworzeniem europejskich sił zbrojnych w których przypadnie nam rola wykonawcy a nie decydenta.

Mimo, że miał pełnię władzy nie wypowiedział tzw. klauzuli solidarności (Trakt Lizboński ustawa 1066 z 24.01.2014 r.) pozwalającej służbom innych krajów na użycie broni palnej na zasadach Policji Polskiej, na terytorium Polskim, nie wypowiedział Konwencji Stambulskiej, która godzi w nasz porządek prawny, wyraził wstępną zgodę na to, by oddać część naszej suwerenności WHO dotyczącej ogłaszania pandemii i stosowania profilaktyki.

Bruksela stała się ośrodkiem walki z suwerenną Polską. Miesza się w nasze sprawy wewnętrzne. Stała się drugą Moskwą, która mówi, co poszczególne państwa mają robić.

PiS przez lata udawał, że tego nie widzi, dlatego nie sprawdził się jako partia konserwatywna, która twardo potrafi postawić się Brukseli. Nigdy nie widzieliśmy determinacji w obronie naszej suwerenności i wartości konserwatywnych które dla partii konserwatywnej powinny być sprawą kluczową. Jej przekaz nie jest przejrzysty i jedno­znaczny, a słowa rozjeżdżają się z czynami.

Uważam, że aby w UE dokonały się zmiany wszyscy wyborcy krajów członkowskich nie powinni głosować na te partie i tych europosłów którzy opowiedzieli się za paktem migracyjnych, Zielonym Ładem, superpaństwem.

Powinny wejść do europarlamentu nowe siły i nowi europosłowie o nastawieniu eurosceptycznym i narodowym.

Dlatego w nadchodzących wyborach w Polsce pozostała już tylko Konfederacja którą przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, na kongresie EPP w Bukareszcie określiła jako największe zagrożenie dla unijnego układu władzy.

Wniosek jest jeden – w UE doskonale wiedzą, że bez względu na ilość europosłów z PiS w europarlamencie oni się nigdy nie zbuntują, będą się głośno nadymać, tupać nogami, nie zgadzać, ale gdy zajdzie potrzeba, poprą ważne z punktu widzenia decydentów unijnych decyzje, bo ich władze i oni nie widzą miejsca poza Unią.


Dlatego najwyższy czas sprawdzić Konfederację. Niech pokaże jak walczy o polską suwerenność, z Zielonym Ładem,
paktem migracyjnym. Jeżeli się nie sprawdzą, to za pięć lata odbędą się ponowne wybory i się im podziękuje.

Foto: internet