Dwieście lat temu zupa rumfordzka ratowała ubogich przed śmiercią z głodu. Dziś jadłodajnie dla potrzebujących znów pękają w szwach, a społeczne wykluczenie ma nowe oblicze. Historia zatacza koło – tylko zamiast miski gorącej zupy często serwujemy ludziom gotowe półprodukty i obojętność.

Zupa, która miała uratować świat

Na początku XIX wieku, w czasach ogromnego ubóstwa i nierówności społecznych, w Warszawie powstało Towarzystwo Zupy Rumfordzkiej. Wzorowane na pomyśle hrabiego Benjamina Thompsona, znanego jako hrabia Rumford, rozdawało darmowe posiłki najbiedniejszym mieszkańcom stolicy.
Każdego dnia żywiono od 120 do 250 osób. Zupa była prostym wywarem z kości, grochu, fasoli, ziemniaków i kaszy – tania, ale pożywna. Dla wielu była jedynym posiłkiem dnia, a nierzadko jedynym sposobem na przetrwanie.

Obraz głodu i nadziei

Hipolit Lipiński w swoim obrazie „Zupa rumfordzka”, namalowanym około 140 lat temu, uchwycił scenę rozdawania posiłków w Krakowie. Widać na nim ludzi zmęczonych, biednych, wykluczonych, ale też wdzięcznych za odrobinę ciepła i troski. Dla nich zupa nie była kulinarnym wyborem, lecz granicą między życiem a śmiercią.

Nowe czasy, stare problemy

W XXI wieku głód nie zniknął. Zmieniły się tylko jego twarze i nazwy instytucji.
Ośrodki Pomocy Społecznej kierują dziś potrzebujących do jadłodajni prowadzonych przez Caritas, Banki Żywności czy inne organizacje. Pomoc przysługuje tym, którzy nie przekraczają określonego progu dochodowego.
Do takich miejsc przychodzą ludzie starzy i młodzi, bezdomni, chorzy, samotni – ale nigdy ci, których stać na nowy garnitur czy markową kurtkę.

Powrót do kolejek po chleb

W latach 80. XX wieku, w czasie kryzysu gospodarczego i politycznego, kuchnie dla ubogich znów stały się symbolem przetrwania. Po 1989 roku, gdy reaktywowano zdelegalizowany wcześniej Caritas, organizacja ta przejęła prowadzenie jadłodajni. Dziś przygotowuje ponad 3 miliony posiłków rocznie795 punktach w całym kraju.
Niestety – liczba potrzebujących w ostatnich dwóch latach potroiła się.

Nowa bieda – stara obojętność

Zupa rumfordzka była symbolem nadziei i solidarności społecznej. Dzisiejsze fast foody karmią często nie ciało, lecz frustrację – szybkim, tanim, bezwartościowym jedzeniem. Zamiast „polepszenia stanu ubóstwa” często tylko go konserwujemy.
Różni nas epoka, ale łączy jedno: człowiek głodny wciąż potrzebuje drugiego człowieka.

Pomoc to nie wstyd – to obowiązek

Dobrze więc, że są jeszcze ludzie i instytucje, które nie przechodzą obojętnie. W świecie pełnym konsumpcji i pozorów dobrobytu, miska gorącej zupy może znaczyć więcej niż tysiąc deklaracji o solidarności społecznej.

Autor: Zdzisław Sługocki