Ja cały czas zakręcałem. Nigdy na dłużej nie wszedłem w prostą.

Wciąż te cholerne zakręty. W lewo, w prawo. Żeby chociaż trzecia strona była. I tak do wyrzygania się.

I tak w kółko.

Przecież musi być kiedyś jakaś dłuższa prosta, czyż nie?

Czytałem kiedyś powieść znanego pisarza, w której twierdził on stanowczo, że takie długie proste istnieją.

Przecież nie mógł mnie okłamać.