Woźny zapragnął miłości. Chciał się zakochać i pojąć jakąś kobietę za żonę. A miał już prawie 50 lat. Kazał zatem swojemu asystentowi znaleźć żonę, byle młodą i zdrową, najlepiej studentkę II roku. I w oczekiwaniu na kandydatkę zamierzał palić papierosy i pić whisky, którą dostał od Rektora w zamian za nieprzychodzenie do niego.

– Blondynka czy brunetka ma być? – zapytał asystent.

– Coś pomiędzy, taka ogólnie nie wyróżniająca się, bo potem mi ją podbiorą. – nakazał Woźny.

– A z jakiego wydziału? Humanistyka, nauki ścisłe, medycyna? – dopytywał asystent.

– Wszystko tylko nie humanistyka, bo one są pyskate i przemądrzałe. A ja już za stary jestem, żeby z takimi się użerać. – stwierdził Woźny. – Tylko pamiętaj, żeby zdrowa była. Nich już będzie garbata, byle zdrowa. I żeby miała biodra szerokie. Takie oooo i pokazał rozpościerając dłonie.

Asystent krążył po uniwersytecie poszukując żony dla Woźnego. Część studentek II roku dowiedziawszy się, że jest łapanka matrymonialna, postanowiła schować się w damskiej toalecie i zapanował tam prawdziwy tłum kobiet stłoczonych w obawie przez byciem żoną Woźnego.

Tymczasem Woźny pragnął żony coraz bardziej i ponaglał asystenta. Dopijał właśnie Jacka Danielsa. 0,7 litra. I czuł się jeszcze lepiej niż gdy go zaczynał.

– Żonę mi przyprowadź – krzyczał na asystenta. – Albowiem jest mi potrzebna. Nie mogę być przecież tylko sam ze sobą, w samotność wbity jak gwóźdź w deskę. – Pośpiesz się, bo mam coraz większą potrzebę ożenku.

Asystent w akcie desperacji postanowił jednak wejść do damskiej toalety i pochwycić pierwszą lepszą mamiąc ją dostatnią przyszłością z Woźnym. Wtargnął zatem do toalety i szukał nie blondynki i niebrutetki o odpowiedniej szerokości bioder. W końcu złapał jedną i wyprowadził z toalety za szyję.

– Woźny mężem twoim zostanie. To zaszczyt. Będziesz przy nim szczęśliwa. I urodzisz mu dzieci – spojrzał jeszcze raz dla pewności na szerokość jej bioder. A nawet gdybyś była nieszczęśliwa, to on niedługo się wyhuśta, a spadek przypadnie tobie – zachęcał asystent.

Asystent przyprowadził studentkę II roku do Woźnego i asekuracyjnie zastawił drzwi, żeby nie uciekła.

– Taka może być? – zapytał nieśmiało.

Woźny zbliżył się do kobiety będąc już lekko nietrzeźwy, zawąchał zapach jej włosów, zmierzył szerokość bioder i powiedział:

– Toż to bogini prawdziwa jest. Nie jestem jej godzien – odparł ze smutkiem.

Poza tym, że Woźny sprawował od wielu lat swój urząd, był wielkim uwodzicielem. Potrafił zagrać na emocjach kobiet, których pożądał. Czasem nużyło go ciągłe uwodzenie kobiet i zdobywanie ich z taką łatwością.

– Panie Woźny – pragnę być pańską żoną – krzyknęła studentka, która w oczach Woźnego okazała się boginią. – Nikt nigdy tak dobrze o mnie nie mówił.

Woźny uśmiechnął się i przytulił się do rozedrganej studentki. Upajał się zapachem młodej kobiety.

– A więc ślub. Jutro, żeby się nie rozmyśliła – zaordynował w stronę asystenta.

Asystent się załamał. Wiedział bowiem, że wesela zamawia się na pół roku do przodu. Nikt normalny nie bierze ślubu z dnia na dzień. Ale zadzwonił do znajomego i zapytał czy po znajomości nie dałoby się jutro ślubu i wesela odprawić. Ten niechętnie się zgodził.

– Tylko tak, na główne danie ma być kaszanka z dużą ilością zasmażonej cebuli. Potem barszczyk, ale po taniości, z tych saszetek za 99 groszy. Jak się najedzą kaszanką, to nikt się nie zorientuje. Na deser szarlotka, tylko ta najtańsza. No i kawa, herbata, wiadomo. – zaordynował asystent innemu asystentowi.

– A czy konsumancja płciowa ma być publiczna, czy raczej bardziej prywatnie? – pytam bo wielu klientów pragnie odbyć stosunek płciowy na oczach innych. Rzeczywistość medialna, Celebrytyzm – zapytał kierownik sali.

– Weź ją jakoś trochę pokochaj, przytul ją! – powiedział przyjaciel Woźnego wezwany na ślub. – Przecież to twoja żona jest. Masz obowiązek ją kochać! – kontynuował. – Popatrz jakie ona ma cudownie szerokie biodra. Dużo rodzić będzie – skwitował.

Dobra, dobra – powiedział Woźny i zakończył dialog.