W Limanowej doświadczony myśliwy, wychowany w górach, zastrzelił dwie osoby i wymknął się 500 uzbrojonym policjantom, wspieranym przez helikoptery i drony. To rzeczywistość, która brutalnie pokazuje, że nie technologia, tylko człowiek analogowy – ukształtowany przez naturę, nie przez ekran – ma przewagę tam, gdzie rządzi natura.
Wielu z tych funkcjonariuszy pewnie nigdy nie wypatroszyło ryby ani kury, niemal każdy z nich więcej czasu spędził przed komputerem niż w lesie. Dzieci przez pokolenia uczyły się od małego tropienia, nasłuchiwania, czytania śladów – tego, co dziś jest zabronione w imię „cywilizacyjnego postępu”. Zakaz udziału dzieci w polowaniach to nie tylko zniszczenie tradycji, ale także odcięcie od nauki, która kształtowała ludzi twardych, samodzielnych i odpornych na prawdziwe wyzwania.
Ja jako nastolatek wyjeżdżałem z ojcem na polowania za miasto, a wracałem do domu z kaczkami i bażantami. Potrafiłem złowić, wypatroszyć i upiec/uwędzić rybę. Dziś to umiejętności, które wielu młodych ludzi uznaje za niepotrzebne, bo życie przenosi się przed ekran. Po co włóczyć się po lesie i walczyć o jedzenie, skoro jedzenie można zamówić w aplikacji, albo zjeść w KFC? Same komary i kleszcze potrafią skutecznie odstraszyć, nie mówiąc już o warunkach, które w prawdziwym lesie wymagają odwagi i wytrwałości. A potem zaskoczenie, że 500 funkcjonariuszy z dronami nie potrafi znaleźć Leśnego Dziadka, który wychował się w lesie.
To samo widać globalnie – jeśli myślisz, że technologia zawsze wygrywa, spójrz na USA, które od lat nie potrafi sobie poradzić z Huti w Jemenie. Bo analogowy człowiek, który zna teren i nie działa według algorytmu, jest dziś najtrudniejszym przeciwnikiem.
Jeśli 1 Leśnego Dziadka boi się 500 funkcjonariuszy i dziesiątki tysięcy okolicznych mieszkańców, to pokazuje, jaką moc w dzisiejszych czasach ma znajomość praw natury i swojej małej, lokalnej ojczyzny.
Może czas przestać się bać lasu i zacząć się go znów uczyć?
Zostaw komentarz