Współczesne społeczeństwa jak zapewne ujmując (od dawien dawna wszem i wobec szerzej ustosunkowując się do tego typu trywialnych „karnawałowych” pojęć, a także mając na uwadze „modną terminologię” postępaków) nie składa się z wyłącznie kobiet i mężczyzn; jak onegdaj bywało i wynikało w naturalny sposób z dychotomii płciowej, lecz rzekomo z ………………. osobniczek z macicami i osobników bez macic.

Sic transit gloria mundi.

No cóż, debile, a w szczególności wyznawcy polszewii już tak mają, a zgodnie z zasadami demokracji swoje dewianckie teorie mają takowe prawo głosić, za to z jakimże to skutkiem…… to insza kwestia intelektualnej dywagacji…

Pomimo funkcjonowania tejże wydumanej tzw. nofoczesnej, aczkolwiek dewianckiej ideologii kreującej tego typu neologizmy, człecze DNA pozostaje być niezmiennym biologicznym aksjomatem. Homo sapiens, czyli najpopularniejsze po łacinie utożsamianie ludzkiej istoty z rozumem koresponduje takoż z następczymi charakterystycznymi pojęciami tegoż homo, a mianowicie taki jak: homo faber oznaczającego człowieka pracującego, a zatem zdolnego do wytwarzania różnego rodzaju artefaktów.

Zdecydowanym w sposó oczywisty przeciwieństwem homo faber jest definiowanie człowieka przekładającego mozół i trud codziennej wytwórczej działalności nad zabawowo-rozrywkowym żywotem symptomatycznym określeniem: homo ludens.

Carpe diem, czyli należy w pełni korzystać z wszelkich uciech tegoż świata, póki tli się w nim jakowaś iskierka ludzkiego żywota.

To wręcz współczesne rozpropagowanie tzw. luzackiego stylu życia; pozwalającego na całkowitą wręcz alienację od różnorakich problemów i negatywnych zjawisk trapiących ludzkość od jej zarania. Pozostaje oczywistą oczywistością fakt, że gdyby cała człecza społeczność składałaby się wyłącznie z gatunku homo ludens, to nadal pierwotnie funkcjonowalibyśmy na drzewach względnie w jaskiniach.

Filozofia życia społecznego ukształtowała jednak wszakże na szczęście właściwe proporcje stosunków międzyludzkich, albowiem w zdecydowanej mierze nad osobnikami homo ludens przeważają liczbowo osobniki typu homo faber. Takoż oczywistą oczywistością jest właściwa konstatacja, że gatunek homo ludens śmiało zaliczyć możemy do organizmów pasożytniczych tego typu jaki często występuje w naturze np. tasiemce czy jemioły. Zastanawiającym jest jednak fakt, że od wiek wieków zachowywana jest zarówno w naturze jak i w stosunkach społecznych właściwa równowaga w tychże środowiskach pozwalająca na permanentny, paradoksalny rozwój cywilizacji.

Z tzw. ludzkiego punktu widzenia w naturze występują gatunki flory i fauny zarówno pożyteczne i umiejętnie zagospodarowywane dla dobra człowieka; jak też gatunki szkodliwe, a zatem niepożądane. Zbędnym jest dalsze przytaczanie bliższych informacji o takimże to porządku świata w jakim przyszło nam egzystować. Chęć tzw. używania żywota przez homo ludens w różnoraki sposób jest jednak poprzez wymogi cywilizacyjne poddawana poniekąd w tryby auto korekcji.

Nadmiar „ludystów” w konsekwencji w sposób zdecydowanie negatywny odzwierciedlił by się w rozwoju cywilizacji, względnie doprowadzał do systematycznej recesji. Konieczna zatem jest właściwa symetria, a nie asymetria ludystów w stosunku do „faberów”, czyli po prostu tzw. wyważony złoty środek pomiędzy koniecznością wykonywania pracy organicznej i takoż właściwej ilości czasu poświęconego na regenerację sił, rekreację i rozrywkę będącymi również immanentną cechą życia człeczego.

Znaj proporcje mocium Panie perorował w słynnej „Zemście” znakomity komediopisarz hr. Aleksander Fredro. Jakakolwiek przesada zarówno w stachanowskim podejściu do realizowanych obowiązków funkcjonująca po stronie „faberów”, względnie nadmiar hedonizmu czy elementów sybarycji występujący po stronie „ludystów” rodzić może wyłącznie opłakane skutki.

Pomysłowość człecza; szczególnie w zakresie umilania swojego żywota od dawien dawna dosłownie pozostaje właściwie niczym nieograniczona.

Sapientia ludzka umożliwiała i nadal umożliwia stosowne eksperymentowanie w dziedzinie implementacji różnorakiej flory np. opiatów w systemy umilające człeczy żywot.

To m.in. takie rośliny jak np. konopie, marihuana, mak czy tytoń, które stanowią surowiec do produkcji różnorakich używek i narkotyków konsumowanych w coraz szerszym zakresie niestety także przez młodzież rujnującą sobie swoje młode organizmy; człowiek specjalnie uprawia do takichże używkowych celów.

Zdumiewająca pomysłowość ludzka w zakresie spełniania hedonistycznych zachcianek urzeczywistniała się już od dawnych antycznych czasów w produkcji pierwotnie słabych alkoholi w postaci piwa i wina. Stale rosnące konsumpcyjne „alkoholowe potrzeby” doprowadziły jednak ww konsekwencji do produkcji płynów spirytusowych (nie spirytualnych!) typu mocne wódki, gorzałki, nalewki, koniaki czy winiaki.

Wykreowany został specyficzny popyt w tejże konsumpcji a w konsekwencji oczywistym stało się jego umiejętne sprostanie przez producentów alkoholi. Niezwykle trudno ustalić liczbowo różnorakie gatunki piwa, win czy też mocnych alkoholi jakie występują na świecie. Doprowadza to wręcz do sytuacji konieczności ochrony patentowej tego typu alkoholowych produktów jak np. szampany czy koniaki, whiskey, a nawet krajowej (czyli z TEGO KRAJU: vivat Kopaczka) wódki pt. Żubrówka.

Narkotyki i alkohole zaliczyliśmy; do kompletu sybaryty; czytaj: ludysty. Pozostały nam osobniczki z macicami i muzykalia zgodnie z wielekroć sprawdzoną na przestrzeni dziejów skutecznością tejże triady (wino, kobiety i śpiew) w rozrywkowej ich wielowiekowej konsumpcji.

Zatem w tym momencie możemy śmiało przejść do tytułowego temata, albowiem od dawien dawna np. m.in. ludowy obrzęd korowodu z okazji dożynek stanowił nie lada atrakcję w mozolnym codziennym życiu. Pomocnym elementem korowodu bywały i co oczywista nadal bywają zarówno alkohol, muzyka, śpiew jak i atrakcyjnie odziane kobiety ( w żadnym przypadku kobietony lub babole !!!).

Korowody taneczne kojarzone są przeważnie także z organizowaniem różnorakich uroczystości jak np. wesela. Zarówno uczestnictwo czynne w takimże korowodzie jak też bierne jako widzowie; sprawiało jego uczestnikom wiele satysfakcji i elementów rozrywkowych. Rodzajem tanecznym korowodu jest także słynny narodowy polski (dawniej dworski) polonez; eksploatowany współcześnie na corocznych studniówkach.

Dla określonej symetrii zmuszeni jesteśmy jednak do wzmiankowania o nadal żywotnej nomen omen średniowiecznej tradycji korowodów śmierci, czyli sławetnych danse macabre kreujących wobec ich występowania oczywisty egalitaryzm.

To byłoby w tym momencie na tyle jeśli chodzi o korowody, zatem odnieść należy się w tym miejscu do tematyki rodowodowej, fonetycznie co nieco zbliżającej nam ich semantyczne nomen omen wydźwięk, aleć jedynie w tejże kategorii znaczeniowej, albowiem co oczywista odnoszą się całkowicie odmiennego ich znaczeniowego zakresu.

Przebogaty polski język uświadamia nam, że stosunkowo najczęściej eksploatowane w codziennej mowie słowo rodowód posiada aż 77 synonimów!!!

Najbardziej charakterystyczne synonimy rodowodu to: genealogia, konduita, proweniencja czy autorament.

Jednak bez względu na to jakiego będziemy aktualnie używać synonimicznego określenia rodowodu; to dosłownie każde z tych synonimów łączy wspólny mianownik odnoszący się do człeczego pochodzenia od swych protoplastów, znaczy się od przodków.

Truizmem jest przypominanie wymowy powiedzonka: czym skorupka za młodu nasiąknie.

Łańcuch ludzkiego żywota składa się z poszczególnych ogniw symbolizujących indywidualną człeczą jednostkę legitymującą się posiadaniem bliższych i dalszych wstępnych typu: ojciec, dziadek czy pradziadek jak i zstępnych typu: dziecko, wnuk, prawnuk.

Każda familia, bez względu na jej liczebność przedstawia określony, a zarazem specyficzny kreatywny model najważniejszej komórki społecznej jaką stanowi. Jednym z dominantów życia i funkcjonowania takiej familii jest kreacja silnych rodzinnych więzi opartych na elementach miłości i czułości.

To także wdrażanie przez wstępnych (zatem osób o nabytym olbrzymim życiowym doświadczeniu) swoim zstępnym podstawowej aksjologii, fideizmu, elementów podstawowej edukacji, czy prozaicznej zaradności.

Nie podlega żadnej dyskusji zasadność wyżej wzmiankowanego powiedzonka, albowiem specyficzna rodzinna atmosfera w decydujący przeważnie sposób wpływa na sposób zachowania młodego człowieka w jego późniejszym dorosłym życiu. Jak każda reguła; również i ta rejestruje wyjątki czyli odstępstwa od tej normy.

Mamy wówczas do czynienia z tzw. „wyrodkiem”, znaczy się z zstępnym, którego tropizm, czyli wektor jego postępowania nie okazał się tożsamym z wektorem familijnym jaki był dotychczas wkomponowany w postępowanie przez jego wstępnych; najczęściej rodziców.

Ta zasada wyjątkowego „wyrodkowego” odwróconego wektora funkcjonuje obu kierunkowo. Wyjątkowość dozwala zatem odnotować w różnorakich annałach fakt całkowitej deprawacji jednego z dzieci wychowywanych nie przez „patologię”, ale przez tzw. bogobojnych rodziców i stanowiących tym samym zarówno dla nich jak i społeczeństwa spory problem. Rodzice porządni, a syn (córka takoż) złodziej, łajdak, huncwot, gangster, a nawet morderca; znaczy się kryminalista.

Dla równowagi; zdarzyć się może, że właśnie w patologicznej rodzinie ustawicznie naruszającej obowiązujący porządek prawny „wyrodzi” się dziecko, które swoim samozaparciem osiągnie wysoki status społeczny funkcjonując w dorosłym życiu jako np. lekarz, adwokat, czy osoba duchowna. Przed takim tego typu „patologicznym wyrodkiem” może rozpościerać się przyszłościowo np. celebrycka kariera wokalna, pisarska nawet zakończona noblowską nagrodą, czy naukowa.

Nie bez zatem kozery używane jest powszechnie powiedzonko o naturalnym odruchu nasiąkania rodzinnymi wartościami z którymi młody człowiek od rozpoczęcia swojego żywota ma na co dzień do czynienia. Ilustracyjnie można wręcz to zjawisko nasiąkania odnieść do prozaicznej gąbki posiadającej jak wiadomo taką pożądaną cechę. Skoro pozostajemy zgodni co do faktu „gąbczastej nasiąkliwości” w odniesieniu do kształtowania człeczych postaw wynikających z tradycji familijnych; to czas powyższe odniesienie adekwatnie spersonifikować.

W najuczciwszej, najznakomitszej, najprawdamówniejszej w TYMKRAJU od rana do wieczora a rebours tefałenowej telewizorni na co dzień przewijają się tabuny cwelebrystów spod jednej ideologicznej sztancy sformatowanych. Nie generalizując rzecz jasna, aleć symptomatycznie zwracając uwagę należy skonstatować, że dla wielu z tychże cwelebrytów wspólny mianownik wyróżniający ich z polskiej społeczności stanowi po prostu felietonowy rodowód!

Tak, tak i to o dziwo nie jakiśik tam rodowód przypadkowy, aleć jakoż takoż dziwacznie się składa, że ten wspólny rodowodowy mianownik odnosi się z reguły do specyficznej wyznawanej komuszej do imentu ideologii, czy aksjologii protoplastów tychże cwelebrytów.

TYMKRAJU ta wzmiankowana specyfika odnosi się zbrodniczej komuszej ideologii i przynależności do bandyckiej PZPR, względnie do sławetnych, gangsterskich wręcz zbrojnych partyjnych ramion w rodzaju UB, SB, czy WSI.

Prostymi są zatem pytanka odnoszące się do pochodzenia co najmniej jednego z protoplastów na które prawidłowe odpowiedzi jednoznacznie wskazują na bandyterski, cwelebrycki rodowód istot pozazwierzęcych (wg nomenklatury sfiksowanej tow. Spurek) częstokroć tefałenowo eksploatowanych w tzw. nadmiarze.

Klasycznym exemplum potwierdzającym tę niepodważalną tezę o łajdackim życiorysie protoplastów stanowią takie cwelebryckie gwiazdy jak Monisia Olejnik, „niezależny” od rozumu sędzia (jeszcze) Igorek Tuleya, wiotka w talii połowica Komoruskiego, Włodzio Cimoszewicz, redaktorek Piotruś Kraśko, czy Tomuś Lis, ambasadorek Rysiu Schnepf, luksusowy „filantrop” Juras Owsik, Mariuszek Walter, Jedruś Morozowski, czy creme de la creme; znaczy się nadredaktorek Adaśku Szechter; braciszek sławetnego bandyty sędziowskiego dogorywającego w Szwecji Stefka i synuś komuszych, łajdackich roditeli obcej polskości nacji.

Nie sposób pominąć w tej wyliczance aktorzyn w rodzaju Jurka Stuhra, czy Witka Zborowskiego. Krew z krwi animalnego antyklerykalizmu reprezentuje Madzia Środa, urokliwie inaczej, z facjatą targowej przekupy córunia koryfeusza tegoż antyklerykalizmu i propagandzisty agnostycyzmu prof. E. Ciupaka, który o dziwo przed swoją śmiercią doznał łaski nawrócenia.

Uf, wystarczy tej listy podłości, ciekawym poleca się lekturę RESORTOWYCH DZIECI Doroty Kani.

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

4.02 2022

fot. pixabay