Trudno być oryginalnym w tym wyjątkowym czasie, jednym z landmark of history czyli zwrotnych punktów. Taki nadszedł – choć jak zwykle historia to pokazuje, średnio byliśmy przygotowani. Gangsterzy zawsze lepiej, bo wiedzą kiedy dokonają skoku.

Wiemy, że mamy pewne rachunki z przeszłości, nie wszystkie pozamiatane z napadniętym zdradziecko naszym sąsiadem pod żółto-niebieskim sztandarem. Teraz jednak nie czas, aby znowu zanurzać się w historii- zróbmy to potem.

Jak mawiał czy raczej czynił Marszałek – im dalej od Rosji tym lepiej – istnienie niepodległej Ukrainy to nasza racja stanu- Białoruś na czas trudny do wyliczenia stała się protektoratem pod władzą kartoflanego dyktatora i przestępcy (jakim był dyr. kołchozu, który bił ludzi-uratowal go immunitet deputowanego). To więc i nasza pośrednio sprawa.

Tam budujące zachodzą przykłady – poza garstką zdrajców i obojętnych – zawsze gnidy się znajdą, wszystkie niemal ręce na pokład zostały wyłożone. To powinno i nas czegos uczyć. Oto np. w brutalnie atkowanym Charkowie na linię frontu poszli biskupi prawosławny – patriarchatu autokefallicznego – Wołodymyr Budzyński – mam zaszczyt znać eminencję oraz Jego kolega – rzymskokatolicki biskup Paweł (niestety nie znam osobiście jeszcze).

W tym samym mieście grupa aktywistów LGBT – chłopaki i dziewczyny (z Victorem Pyłypenko na czele) ujęła i rozbroiła w piwnicy jakiś pododdzial napastników. Też bronią ojczyzny przed uprzedzonym do wszystkiego co inne Putinem. Można! Nie trzeba bawić sie w szkodliwie wykluczenia ze wspólnoty.

W wielu miastach domowym sposobem na powitanie „samozwańczych oswoboditeli” szykują mieszkańcy odpowiednie suweniry w postaci wiadomych koktajli. Ludzi też szkolą jak i gdzie rzucać owe „gifty”. Może ulegną, ale tanio skóry nie sprzedadzą.

Na chwilę i u nas zamilkły swary – zbędne, niepotrzebne- bo ktoś w zaparte chce iść. Są i u nas rachunki krzywd- sądownictwo, upokarzanie grup zawodowych, pseudoreformy szolne, próby cenzury, ale to nie jest najważniejsze – dostrzegamy też nadrabianeie błędów-też niepotrzebnych w sferze międzynarodowej. Odżył nagle trójkat weimarski, a Unia przestała być tylko „wyimaginowaną wspólnotą”. Tzw. strategiczny aliant, de facto tylko taktyczny -premier Węgier czy jego nagradzany przez łże-Ławrowa minister, już nim być przestaje -ale nie on stanowi za całe madziarskie państwo.

Groteskowo-tragiczny wydaje się eksprezydent USA zafascynowany agresorem (ktoś w niego taktycznie pompował, ale to przeszłość). Starszy pan – jego następca, może nieśpieszny i nie unikajacy gaf czy błędów stawia się – na ten moment agresorowi, utrudniając życie.

Dobrze! Podobnie umilkły i ruskie trole czy sierotki po ZSRR – na jak długo? Niech patrzą i widzą relane, nowe ludobójstwo, ale czy to fanatyków przekona?

Społeczeństwo polskie zaś odruchem nie tylko serca jednoczy się w pomocy. Pełno inicjatyw, nie wyłączajac mego UAM o oraz Ostrowa – zbiórki, koncerty-pokazujemy lepszą twarz.

Na naszych oczach wskutek wstrząsu tworzy się coś nowego – o ile nie zwycięży ponownie taktyka i egoizmy. Niemcy powoli pewien Rubicon nawet zaczęły przekraczać. Zagrożenie realne powoduje, że odchodzi w niebyt appeasement, jak w latach 30′. Analogia nasuwa się do 1919 r. – dyktator odczuwa upadek Sowietów, jak Hitler klęskę Niemiec po I wojnie; szuka rewanżu i odbudowy pozycji. Ale nie wszystko już jest analogią-chyba na Monachium sielę nie zanosi, nawet jeśli Ukraińcy by przegrali w polu, Putin płaci za to i płacić będzie krwią rosyjską (kto mu dał kurcze do tego prawo?). Doprowadzi też do marginalizacji kraju, biedy, a koszty okupacji rozwalą neo-imperium. Smutno, ale dzieje się -niestety żyjemy w tzw. ciekawych czasach.

Jutro sytuacja czy pojutrze może być już inna….

Autor: prof. UAM, dr hab. Michał Jarnecki
Polski historyk – specjalista od dziejów Europy Środkowej XIX i XXw., polskich powstań narodowych – zwłaszcza styczniowego, stosunków polsko-czechosłowacko-ukraińskich, historii Rusi Zakarpackiej oraz tzw. polskich planów kolonialnych w 20 leciu międzywojenym. Pracuje na UAM-filia Kalisz. Długoletni belfer (liceum i „zawodówka”). Prywatnie miłośnik podróży i przygody – 3/4 globu pod butem.