Niewidzialna przezroczysta, żadna. Od zawsze była cicha, wycofana, niepewna. Wszyscy myśleli, że to minie. W pierwszej klasie szkoły podstawowej okazało się, że jest słabsza niż rówieśnicy, potrzebuje więcej czasu, cierpliwości…

Niestety w dzisiejszym świecie, każdy kto jest w jakimkolwiek stopniu inny niż reszta, nie ma prawa bytu. Dzieci od niej stroniły, nauczyciel nie bardzo czuł się zobowiązany aby pomóc. Przez trzy pierwsze lata szkoły podstawowej, kontakt miała z jedną koleżanką. Dziewczynka od zawsze miała problem z nawiązywaniem relacji z rówieśnikami, nie umiała też znajdować kolegów i koleżanek, bo po prostu nie była siebie pewna.

Niestety od klasy czwartej jest dla rówieśników jakby niewidzialna. Choć, nie do końca jeśli dzieci chcą wyładować emocje to właśnie na niej. Przecież ona się nie obroni. Lata w szkolnej ławce mijały a ona zamykała się w sobie coraz bardziej. Do szkoły sama, w szkole sama, ze szkoły sama.

W piątej klasie jej mama zachorowała, absolutnie nie zdawała sobie sprawy z tego, że dla tego dziecka to będzie za dużo. Dziewczynka zaczęła mieć koszmary, kłopoty ze snem. Mama dziewczynki poinformowała szkołę (wychowawcę i pedagoga szkolnego) oprócz tego udała się do poradni psychologiczno pedagogicznej z prośbą o wsparcie, gdzie zaczęła się, próba otwarcia się dziewczynki na świat.

W tzw. międzyczasie, dziewczynka została skierowana na terapię grupową. Tam były dzieci z różnymi problemami. Można by pomyśleć, że skąd problemy u dzieci, jeść dostają, spać mają gdzie a jednak, to co dzieje się w szkołach, na podwórku, w niektórych domach, powoduje u dzieci wrażliwych różnego rodzaju zaburzenia.

W poradni psychologiczno-pedagogicznej, zauważono że dziewczynkę bardzo peszy, wręcz paraliżuje odpowiedź ustna. Oczywiście, mama dziewczynki powiadomiła szkołę, niestety nie jest aż tak różowo. Zdarza się że dziewczynka przynosi oceny niedostateczne z odpowiedzi. Gdy okazało się, że dziewczynka ma tzw. pamięć krótkotrwałą nauczyciele przyjęli do wiadomości, mimo to nie próbowali pomoc dziecku w jakikolwiek sposób. Mimo tego, że mama prosiła aby nie sprawdzali wiedzy córki w formie ustnej.

Niestety biedne dziecko z tygodnia na tydzień coraz bardziej przeżywało to, że klasa jej nie akceptuje. Gdy było jej naprawdę źle poszła do szkolnego pedagoga by „przegadać” problem. U Pani pedagog na kawie była akurat woźna i stwierdziły, że dziewczynka przesadza. Nie mam pojęcia, co musiało wtedy poczuć to dziecko. Dla dorosłego człowieka bycie z problemem samemu to coś strasznego. A co dopiero dla nastolatki którą oprócz tego wszystkiego targa nią burza hormonalna.

Po tym jak mama dziewczynki zachorowała, dziecko nie chciało mówić jej o swoich problemach aby nie dokładać mamie zmartwień. Więc tak naprawdę, ze swoim problemami była sama. Mama dziewczynki widziała, że jej dziecko jest coraz bardziej pogrążone, smutne. Każde wyjście do szkoły było horrorem. Rodzice starali się jak tylko mogli by wesprzeć córkę, ale to nic nie dawało.

Psycholog na jednej z wizyt poinformował mamę dziewczynki, że trzeba udać się do psychiatry dziecięcego, bo podejrzewa, że dziecko zmaga się z depresją.

Rodzice walczą o swoją córkę jak tylko potrafią. Niestety, są rozczarowani szkołą, to znaczy nauczycielami. Zastanawiają się jak to możliwe, że nikt nie zauważył przez tyle lat, że to dziecko jest ciągle poza nawiasem. Nie chodzi o to żeby zmusić rówieśników do koleżeństwa, chodził o to by uświadomić dzieci, że słowa, zachowanie też mogą ranić drugiego człowieka.

Przygotowując się do rozmowy z mamą i jej córką zapytałam zaprzyjaźnioną pedagog szkolną o to jaki zakres obowiązków ma pedagog. Usłyszałam, że trwanie przy dzieciach które tego potrzebują to priorytet.

Podczas rozmowy, zauważyłam, że dziewczynka gdy się stresuje wbija sobie paznokcie w rękę i drapię. Ból sprawia, że choć na chwilę zapomina o swojej sytuacji.

Większość rodziców, staje na głowie by pomóc własnemu dziecku. Jednak ten przypadek jest ciężki, dziewczynka ma problemy z nauczaniem się czegokolwiek, tylko czy one wynikają z powodu problemu z nauką czy raczej z powodu tego, że dziecko jest zbyt pokiereszowane i nie jest w stanie przyswoić materiału.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nauczyciele mają dużo na swoich barkach, tylko jeśli nie oni to kto powinien na czas reagować?

Gdyby, dziewczynka przychodziła do domu i sama mówiła co ją boli, rodzinie byłoby łatwiej reagować. Niestety, ona wszystko dusi w sobie. W czerwcu ma konsultacje psychologiczne, mam nadzieję, że to w końcu będzie lekarz który potrafi pomóc temu dziecku.

Dochodzę do wniosku, że osiem lat w jednej szkole to nic dobrego. Gdyby może uczennica zmieniła otoczenie, uczniów i nauczycieli byłoby łatwiej. A tak, łatka tej słabej ciągnie się od tylu lat. Dziewczynka jest inteligentna, swoje troski przelewa na papier podczas rysowania czy malowania. To przesympatyczna młoda dama, aż żal patrzeć na to ile w tak młodym wieku musiała przeżyć.

Spójrzmy na nasze dzieci, może one też potrzebują naszego wsparcia…