Śni się czasem trudny do wyobrażenia sen mroczny. Zaczyna się od tego, że zatrzaskują się w czerwcu kleszcze wokół kilku miast na Łuku Donbasu. Pęka obrona Siewierodniecka, sypie się reduta Lisiczańska a co gorsza Kramatorsk i Sławiańsk, które miały być redutami – odcięte od reszty frontu przez kleszcze zaciśnięte w okolicach Barwinkowa – padają po tygodniu zaciętych, acz rozpaczliwych walk. Rosyjska telewizja pokazuje kolumny jeńców, stosy zdobytego sprzętu, w tym sprzętu z darów od partnerów z NATO, przejęte magazyny amunicji, paliw płynnych, części zamiennych zgromadzonych dla długotrwałej obrony.

Na front ruszają ukraińskie rezerwy, ale raz złamany rygiel Donbasu sypie się na całej linii, a co gorsza od strony korytarza krymskiego uderzają przerzucone tutaj jednostki rezerwy, źle wyposażone, źle dowodzone, ale na tyle liczne, że przelewają się między punktami oporu regularnych sił ukraińskiej armii. Jakby tego było mało od czoła na Mikołajów uderza rosyjska 49 armia, podczas gdy zaskakującym rajdem kilkunastu lekkich jednostek do Mikołajowa wdzierają się niewielkie, ale świetnie wyszkolone grupy szturmowe specnazu i wagnerowców siejąc głównie panikę i zniszczenie.

Rusza też 6 armia na Charków a na wiele miast ukraińskich, które od kilku tygodni próbowały wracać do normalnego życia znowu sypią się rakiety, coraz starszych typów, coraz mniej kierowane, za to w dużych ilościach. W tych warunkach zostaje wydany rozkaz częściowe ewakuacji obrony na linie Dniepru. Pada jednak Mikołajów, walki toczą się o Krzywy Róg, Dnipro, Zaporoże. Znowu pojawiają się filmy kręcone z komórek przez mieszkańców miejscowości świadczące o tym, że rosyjskie załogi często gubią drogę, są wybijane do nogi, ale brutalne fakty są takie, że po stracie kilku brygad w Donbasie, ukraińska armia cofa się i to szybciej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Rosyjskie rakiety zaczynają trafiać coraz bliżej granic z Węgrami, Słowacją, Rumunią, Mołdawią i Polską.

Na początku lipca rosyjskie kolumny pancerne pojawiają się pod Połtawą i Kremenczukiem. Macron i Scholz zaczynają dzwonić na Kreml już trzy razy dziennie. Ostatecznie prezydent Francji postanawia podjąć desperacka próbę ratowania pokoju i rusza na pokładzie cywilnego jachtu do Petersburga, zostaje zatrzymany na granicy wód terytorialnych federacji rosyjskiej przez okręt ratunkowy i oblany pianą z gaśnic w czasie prób skontaktowania się z rosyjską załoga przez megafony. Te zdjęcia ogląda cały świat. Cywilny jacht ze schnącym prezydentem Macronem wraca do Brestu. Francuski prezydent zapada na zapalenie oskrzeli, tchawicy, płuc i krtani i nie może dłużej dzwonić. To znaczy może dzwonić, ale nie jest w stanie rozmawiać.

Rosjanie, tymczasem wzorem średniowiecznych mongołów przeprowadzają jawne rzezie na opanowanych przez siebie terytoriach, aby zastraszyć resztę podbijanego kraju. Świat szybko zapomina o małej Buczy, Irpieniu, o Mariupolu, w którym jednak zacierano ślady. Obiektem rzezi staje się przede wszystkim zajęty w wyniku splotu desantu, czołowego ataku i wewnętrznej dywersji -Mikołajów. Rzeź trwa tak długo, że ostatecznie trzeba przysłać do miasta dodatkowe jednostki by wymienić całkowicie zdemoralizowane grupy 49 armii. Starym obyczajem sprawcy zbrodni zostają przerzuceni na inne odcinki frontu, gdzie giną, bowiem wiadomości o tym dziwnie szybko stają się publiczne.

Nowe oddziały, nowej 49 armii, gorzej wyposażone otrzymują jednak nagłe wsparcie z Naddniestrza – 4 słabe, źle uzbrojone, ale liczne zespoły brygadowe uderzają z Tyraspola rozbieżnie na Mikołajów i Odessę. Do tego dochodzi kolejna próba desantu, odparta z miażdżącymi stratami dla atakujących, ale skutecznie odwracająca uwagę. I znowu ataki rakietowe na silosy zbożowe, port, stare miasto. Desant morski zostaje udaremniony, ale od strony lądu z północy i wschodu na przedmieścia Odessy uderzają „brygady łachmaniarzy”, jak nazywają ich mieszkańcy.

Wielkie miasta się bronią, ale powoduje to makabryczne straty wśród ludności, infrastrukturze. Walczy Połtawa, Dnipro, Krzywy Róg, Zaporoże, Kremenczuk. Wygląda na to, że kolejny raz fala najeźdźców rozbije się o ośrodki miejskie, o reduty, mimo wszystko.
Chociaż nie jest już tak jak w lutym, wszyscy widzą coraz wyższe koszty, media społecznościowe coraz bardziej przypominają słupy ogłoszeniowe z nekrologami.

Niemcy ogłaszają, że zwiększą pomoc wojskową dla Ukrainy i już w styczniu 2023 roku przekażą kolejne radary meteorologiczne oraz najnowsze modele wykrywaczy min. Oferują też od zaraz kilka samolotów transportowych i cztery kutry torpedowe, ale bez torped i osiem dodatkowych armat holowanych, ale bez zamków.

Lipiec spływa krwią. Zaczyna się sierpień. Wydaje się, że sytuacja została jako tako opanowana, kiedy świat obiegają zdjęcia jak z filmu science fiction. Atomowe grzyby rosnące na niebie, jakby to były zdjęcia znad Hiroszimy i Nagasaki, ale rozdzielczość jest współczesna. Bomby, jak podkreśla agencja RIA Nowosti – niewielkiej mocy, spadły Perejesław, Czerkasy, Kremenczuk, Połtawę.

Niewielka moc tym razem oznaczała nie jak w przypadku miast japońskich 20, ale 150 kiloton. Świat jest wstrząśnięty. Jens Stoltenberg informuje, że w ataku nie został poszkodowany żaden kraj NATO, TVP Info poinformowała, że wśród ofiar nie było Polaków. Macron doznał zawału. Scholz wyłysiał do reszty.
Zanim ktokolwiek wymyślił zintegrowaną odpowiedź zachodu, jedenasty pakiet sankcji, ława uchodźców, tym razem dużo większa niż w lutym i marcu ruszyła ze wszystkich napromieniowanych terenów ku granicom Słowacji, Polski i Rumunii, do Mołdawii już nikt się nie wybierał.

Bo w tym samym czasie „łachmaniarze” wdarli sie do Odessy urządzając nota bene rzeź cywilów na słynnych schodach, co filmowano z pełną premedytacją imitując sławne kadry z filmu Siergieja Eisentsteina.

Zupełnie nieprzypadkiem taktyczne pociski z głowicami jądrowymi trafiły Kamieniec, Czerniowce, Kołomyję przy granicy z Rumunią. Chodziło o to by spanikowane fale uchodźców skierowac na granicę z Polską. Do tego zbłąkane, rzekomo, pociski rakietowe z głowicami konwencjonalnymi trafiły w Hrubieszów, Dorohusk, Przemyśl. Szkody nie były wielkie, kilku rannych, ale efekt został. Polski rząd zatroskaną twarzą premiera oświadczył, że wobec skażenia radioaktywnego do jakiego doszło na terytorium Ukrainy jest zmuszony zamknąć granicę. Pojawiły się tez pogłoski o przedłużeniu muru z Puszczy Białowieskiej w kierunku południowym. W Bieszczadach już w połowie sierpnia zaczęto znajdować zwłoki pierwszych uchodźców, którzy zmarli z wychłodzenia. Na przejściach granicznych dochodzi do dantejskich scen, straż graniczna używa gazu, armatek wodnych dla odgonienia tłumów, które w desperacji zaczynają rzucać w polskich funkcjonariuszy kamieniami.

Po tygodniu napięcia na granicy dochodzi w końcu do pierwszych incydentów z bronią palną pod Ustrzykami grupy uzbrojonych dezerterów z armii ukraińskiej zbrojnie otwierają sobie drogę przez granicę. Polska ogłasza mobilizację. Stan wyjątkowy zostaje rozszerzony na teren całego kraju. Dodatkowo za każde nieprzychylne komentarze pod adresem władz lub służb mundurowych wprowadza się karę pozbawienia wolności do lat 10 i przepadek majątku.

W tym samym czasie na ogarniętej nuklearnym chaosem Ukrainie front sypie się całkowicie. Pchane w postatmowe wyłomy siły rosyjskie wlewają się głębiej i głębiej. Nie bacząc na reakcję świata niewielkie nuklearne ładunki torują drogę kolejnym grupom szturmowym. Jeszcze w sierpniu pada linia Dniepru.

1 września do wojny po stronie rosji włącza się Białoruś i kolumny białoruskiego wojska ruszają z Brześcia nad Bugiem wzdłuż granicy z Polską zagarniając magazyny z pomocą wojskową i humanitarną. Szack, Kowel, Łuck, Włodzimierz Wołyński.

W ogarniętym chaosem Kijowie dochodzi do gwałtownych ruchów politycznych, pragnąc uchronić resztę kraju przed zniszczeniami nowo-powstała Frakcja „Ocalenie” odsuwam na drodze zamachu stanu od władzy ekipę prezydenta Zełenskiego, a jego samego aresztuje.

17 września do Sarn przybywa były prezydent Wiktor Janukowycz i ogłasza Narodowy Program Odbudowy i Pojednania. Nawiązuje kontakty z przedstawicielami Frakcji „Ocalenie”. Rosyjskie czołgi pojawiają się ponownie na przedmieściach Kijowa. Władimir Putin ogłasza publicznie, że jeżeli dojdzie do porozumienia z nowymi władzami Ukrainy więcej nuklearnych uderzeń nie będzie, że on sam nawet by nie chciał, bo przecież Kijów jest wspólna kolebką Rosjan i Małorusów i nie godzi się by dłużej oba odłamy tej samej rodziny trwały w wyniszczającej wojnie.

5 października dochodzi do podpisania Wielkiej Ugody Perejesławskiej między władzami Ukrainy a Rosji. Prezydent Zełenski zostaje przekazany rosyjskiemu wymiarowi sprawiedliwości jako oskarżony o zbrodnie wojenne w Mariupolu i Buczy. Trwają walki z – jak to określają polskie czynniki rządowe – „uzbrojonymi bandami ukraińskimi” na południowo-wschodnim pograniczu. Trwa budowa muru.

Władimir Putin ogłasza gotowość do resetu z krajami zachodu, ale za cenę uznania specjalnych praw mniejszości rosyjskojęzycznej w krajach Bałtyckich, wydania wszystkich „uciekinierów” z terytorium Unii Europejskiej oraz zadekretowania strefy zdemilitaryzowanej wokół Okręgu Kaliningradzkiego o szerokości stu kilometrów co w praktyce oznacza zdemilitaryzowanie terenów Polski i Litwy w tym Gdańska, Gdyni, Helu i Kłajpedy.

Prezydent Macron odzyskuje głos.

7 listopada 2022 roku rosyjska duma państwowa ogłasza nieważność litewskiej, łotewskiej i estońskiej deklaracji niepodległości od ZSRR i wzywa władze Rosji do objęcia mniejszości rosyjskojęzycznej parasolem ochronnym na wzór tego, jakim objęto mniejszość rosyjskojęzyczną na terytorium byłej Ukrainy obecnej Republiki Pejeresławskiej.

Rosja zezwala na eksport ukraińskiego zboża do Afryki w geście dobrej woli.

Kanclerz Scholz ogłasza w odpowiedzi na gest Rosji gotowość do rozmów „dobrej woli” jak to określa, w celu uzgodnienia ładu, który uwzględniałby istotne interesy federacji oraz Unii Europejskiej w przyszłości i zapobiegałby dalszej eskalacji sytuacji kryzysowych.

Turcja składa weto wobec rozszerzenia NATO o Finlandię i Szwecję domagając się wydania wszystkich obywateli „tureckojęzycznych” przebywających na terytorium państw skandynawskich.

Polski rząd oświadcza, że podpisuje wielomiliardową umowę kredytową z Chinami wobec złej woli Brukseli w kwestii zmian w polskim sądownictwie. Równolegle trwają zakulisowe rozmowy dotyczące wznowienia dostaw rosyjskiego węgla, gazu i ropy. Polski rząd wobec zbliżających się wyborów i inflacji sięgającej poziomu 45% dąży do osiągnięcia sukcesu w obniżaniu cen prądu, gazu i paliw na stacjach benzynowych. W 2023 roku – wybory. Wiadomo.

Coraz więcej ciał odnajdują mieszkańcy objętego stanem wyjątkowym Podkarpacia i Lubelszczyzny. W wielu miejscowościach pojawiają się mobilne krematoria.

W grudniu dochodzi do precedensowej rozprawy z oskarżenia publicznego. O rozpowszechnianie nieprzychylnych opinii pod adresem polskich służb mundurowych zostaje oskarżony niejaki Zenon Kałuża.

Zima. Noce stają się dłuższe, dni krótsze. Niektórzy z rozrzewnieniem wspominają swoje pandemiczne życzenia noworoczne, aby ten 2020 się skończył.

A przecież mogło być zupełnie inaczej.

(fot. na zdjęciu eksplozja w Bejrucie)

______________________________________________________________________
Wiele wskazuje że zdjęto mi już większość ograniczeń na koncie. Jednak oczywiście bardzo dziękuję niezmiennie za wszelkie udostępnienia i lajki. Ostatnio przy moim tekście liczba szerów przebiła 100, nie miałem możliwości wszystkim osobiście podziękować.

Nadal można mi postawić kawę w serwisie buycofee.to za ten lub inne teksty, których nie ofrankowuję linkiem.

Nadal trwa zbiórka na batalion Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers.

Nadal można mi postawić kawę w serwisie buycofee.to, link TUTAJ. Wrzucam go tylko wtedy kiedy czuję, że stworzenie danego postu było w jakiejś mierze pracą, bez cudzysłowu. Wymagało premedytacji oraz nakładu czasu i energii większego niż prosty bluzg typu usiadł i napisał.

Za kawy także dzięki.

Trwa też zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.

Autor: Radosław Wiśniewski  Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74