Matka mojego kolegi straciła tam prawie wszystkich bliskich, dom rodzinny i ziemię. Na samo słowo „Ukraińcy” reagowała alergicznie.
Jednak wiosną 2022 przyjęła do siebie Ukraińców: kilkoro dzieci i kilka kobiet, jedną w ciąży. Dziecko urodziło się w Krakowie i stało niemal wnukiem…
To co wydarzyło się w Polsce wobec Ukraińców zakrawa na cud.
Moje cioteczne babcie nosiły koronkowe rękawiczki i kapelusze. Wydawały mi się bardzo stare i chyba takie były, skoro przyszły na świat w XIX wieku. Spotykały się co tydzień, dyskutowały o książkach i wspominały. Zawsze w pewnej chwili zaczynały szeptać. O wyłupionych oczach, odciętych rękach i wyrwanych językach, o ludziach spalonych i zamęczonych.
Miałam nie słyszeć, ale słyszałam. Nie wierzyłam. Myślałam że takie okrucieństwa w XX wieku być nie mogą, że z tej starości ciotki wariowały.
Bo temat był tabu. Trochę z powodu strachu w komunistycznym państwie, ale powód główny był raczej inny: niewyobrażalne okrucieństwo nie pozwalało ubrać się w słowa.
Ciotki od dawna nie żyją i już nie dowiem się, która wpadła na pomysł, by w patriotycznym geście jechać na Wołyń żeby uczyć dzieci. Tam prawie 70% ludzi nie umiało czytać ani pisać. Spędziły tam czas międzywojenny. Nie znalazły mężów, bo niby gdzie miały ich tam szukać; jednak w ciągu pierwszej dekady RP liczba analfabetów spadła tam o 20 % . I one miały w tym swój udział.
Nie dowiem się jak ocalały z rzezi i jak wróciły do rodzinnego Krakowa. Wiem tylko, że nie konfabulowały. Że wymordowano tam 100 tysięcy Polaków, albo i więcej, tylko dlatego że byli Polakami. Nie żadnych 'panów- ciemiężców’, tylko chłopów lub szlachtę spauperyzowaną tak, że od chłopów niewiele się różnili.
W PRL temat był zakazany. Dziś o tym się nie mówi w obawie przed wskrzeszaniem demonów. Jednak co nienazwane, pracuje w zbiorowej podświadomości.
Wydaje się, że w Polsce panował konsesus: nie żądamy od Ukraińców kajania się. Chcemy tylko prawa do pochowania ofiar i zaprzestania polityki gloryfikacji katów. Zełenski ten konsensus cynicznie wysadził w powietrze.
Jeszcze jedno:
Sprawa odszkodowań za zabrany majątek została w rozumieniu prawnym uregulowana. Stworzony przez Stalina – pod wymyśloną przez Mołotowa nazwą – Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego podpisał umowy z republikami radzieckim – Białoruską, Ukraińską i Litewską – na mocy których przymusowo przesiedlono obywateli przedwojennej Polski (Polaków i Żydów) i ustalono, że odszkodowania za mienie pozostawione na terenach wcielonych do ZSRR miał wypłacać… rząd polski.
I rząd polski do dzisiaj płaci odszkodowania za „mienie zabużańskie”. Po roku 1989 nikt tych umów nie podważał, ponieważ uznano, że ważniejsze od pieniędzy są dobre relacje.
Fot. jedna z ciotek – ciocia Flora.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.
Zostaw komentarz