Oleh Kulinicz. Do marca 2022 ten człowiek kierował wydziałem Służby Bezpieczeństwa Ukrainy zajmującego się tymczasowo okupowanym Krymem. W marcu zwolniono go ze stanowiska, a kilka dni temu został aresztowany z oskarżeniem o zdradę i pracę na rzecz wroga. To była dość głośna sprawa która wiązała się również ze zwolnieniem ze swoich stanowisk wielu wysokiej rangi oficerów tej służby specjalnej łącznie z jej głową – starym przyjacielem prezydenta Panem Bakanowym. Zeleński w jakości głównego powodu wskazał niezadowalającą pracę SBU w niektórych regionach i fakty pracy niektórych oficerów na terenach okupowanych na wroga, które wyszły na jaw. Straciła swoje stanowisko również Pani generalny prokurator Wenedyktowa.
Te dymisje i areszty same w sobie są zrozumiałe. Ukraina po pierwszych miesiącach wojny robi wnioski, dymisje tych, kto nie stał na wysokości zadania w tak krytycznej sytuacji i wyczyszcza swoje szeregi od agentury rosyjskiej. Oczywiście stopień realnej winy tych ludzi nie szybko poznamy. Bo tylko wtedy kiedy dowody będą ujawnione. Obecność rosyjskiej agentury nie musi również dziwić. Obie strony mieli i mają swoją agenturę w szeregach przeciwnika. Natomiast nie to jest ważne w tej sytuacji. Te działania ukraińskich władz i to jak są prezentowane dla publiczności, wskazują na nieco szerszy obraz, który spróbuje Państwu namalować w tym tekście.
UTRATA POŁUDNIA, BUCZA, ODPOWIEDZIALNOŚĆ POLITYCZNA
Front południowy na pierwszym etapie wojny, był jedyny gdzie rosjanom udało się w całkiem szybkim tempie zająć znaczące tereny i kilka strategicznie ważnych dla Ukrainy punktów ( mosty przez Dniepr, elektrownię atomową, miasto obwodowe Chersoń ). Wszyscy o tym wiemy. To jest jedyny front gdzie rosjanie mogli ogłosić sukces, a przegrana Ukrainy była jawna. Kiedy toczyła się krwawa bitwa pod Kijowem w marcu, to niepowodzenie na południu nie wydawało się dla obywateli być tak ważne, bo utrata stolicy była zagrożeniem o wiele większym. Jednak po wycofaniu się rosjan z frontu północnego i co ważne po tym szoku który ogarnął społeczeństwo obserwujące masowe groby w Buczy i Borodziance, opinia publiczna na Ukrainie zaczęła inaczej postrzegać kwestie utraty ziem południowych. Jeżeli po kilku tygodniach obecności rosjan pod Kijowem widzimy tak tragiczne skutki okupacji, to co może się dziać w Chersoniu, Melitopolu i Berdiańsku w których miejscowa ludność aktynie protestowała przeciwko obecności okupanta. To wszystko stwarza polityczny nacisk na kierownictwo państwa ukraińskiego. Społeczeństwo zaczyna zadawać pytania, dlaczego nie obroniono południe? Dlaczego zostawiono Chersoń, dlaczego zostawiono ludzi pod okupacją? Efekt jest potęgowany przez pewne opozycyjne siły polityczne które obawiają się że autorytet i popularność Zeleńskiego staną się zbyt wysokie. Więc wspierają one te głosy w przestrzeni publicznej. Zresztą biją w prezydenta tą samą bronią, którą bił w nich wcześniej przed wyborami r. 2019 oskarzając, moim zdaniem, zupełnie tak samo populistycznie poprzednią władzę o to że porzuciła Krym i oddała go rosjanom z własnej woli. Przy czym główni politycy opozycji otwarcie takich rzeczy teraz nie mówią trzymając formalnie jedność klasy politycznej, ale już związane z nimi media – jak najbardziej. A to wszystko powoduje, że władze ukraińskie potrzebują jakiegoś ruchu który w prosty i jasny sposób wyjaśnił obywatelom kto jest winny i jak to się stało. I odpowiedź ta brzmi – zdrajcy zdradzili!
Jednocześnie nie sugeruję że na południu w strukturach ukraińskich nie było żadnych zdrajców. Tak jak napisałem, nie róbmy z rosjan i ich służb idiotów. Z pewnością musieli tą agenturę tam mieć. Mówię o czymś innym. Stawiam sobie pytania, czy rzeczywiście zdrajcy są w pełni odpowiedzią na przegraną Ukrainy na froncie południowym? Czy to może wytłumaczyć wszystko? Moim zdaniem, nie. I niżej spróbuje wyjaśnić dlaczego tak uważam.
ZDRADA CZY WYMUSZONE DZIAŁANIA?
Od razu powiem, że to co niżej Państwo przeczytacie, to jest moja własna opinia na podstawie mojej analizy przebiegu wojny na froncie południowym. Podparta jest również opiniami szeregu zawodowych oficerów armii ukraińskich do zdania których się przyglądam uważnie. Jeżeli ktoś nie jest zgodny z tymi argumentami które niżej użyję, proszę pisać w komentarzach swoje kontrargumenty.
Więc przede wszystkim, żadna zdrada nawet dość wysokiej rangi oficera SBU czy kilku innych funkcjonariuszy państwowych na tych terenach nie mogły same w sobie przesądzić o wyniku wojny. Wiem że w szpiegowskich filmach i książkach to to się dzieję zazwyczaj, ale w rzeczywistości to byłaby tylko jedna cegiełka wyjęcie której raczej fundamentu samo w sobie nie zawaliło by. Trzeba sobie jasno powiedzieć. Nie SBU w ogóle decyduje o tym jak będzie wyglądała obrona tego czy innego obszaru. Nie SBU stwarza plany dla obrony, nie decyduje o dyslokacji jednostek czy ich przemieszczeniu. Tym się zajmują wojskowi. O tym decyduje dowództwo naczelne i operacyjne. Z wcześniejszą akceptacja tych planów kierownictwa politycznego w postaci prezydenta. Zdrajcy mogli by ułatwić działania rosjanom zdradzając gdzie i ile jest sił ukraińskich. To prawda. Ale jeżeli gdzieś tych sił dla obrony w wystarczającej liczbie po prostu nie było, no to nie zdrajca z SBU jest temu winien. A kto winien?
Dowództwo naczelne ukraińskie do wojny się przygotowywało dość starannie. Widzimy to przede wszystkim z ogólnej koncepcji operacji obronnej którą przyjęto. Ta koncepcja zakładała wykorzystanie właśnie tych najsłabszych stron armii rosyjskiej i uderzenie w nie. Upraszczając, to tak jakbyście dokładnie przewidzieli że osoba naprzeciwko was wyda w grze na 100% nożyce i dlatego wiecie tak samo na 100% że waszym ruchem będzie – kamień. Ukraiński ( i zapewne natowski również ) wywiad zadziałał jak należy. Ukraińska obrona polegała na wpuszczaniu rosjan w głąb terytorium kraju, opierając swoją obronę o wielkie aglomeracje miejskie trudne do wzięcia z marszu i bronione twardo przez Ukraińców. Z tych obszarów wyprowadzało się kontruderzenia i zaburzało rosyjską słabiutką logistykę. Rosyjskim siłom nacierającym na Kijów, Charków, Połtawę celowo pozwalano wejść dalej i głębiej żeby ich linie komunikacyjne maksymalnie się wydłużały. I dopiero wtedy na końcu tych linii kiedy przeciwnik był na skraju wyczerpania, zatrzymywano ich i bito. I co jest dla mnie kluczowe w tym wszystkim – z mojego punktu widzenia tą koncepcję STOSOWANO NA CAŁYM TERYTORIUM KRAJU, JAK NA PÓŁNOCY TAK I NA POŁUDNIU. Z pewnymi jednak różnicami, które doprowadziły do całkowicie innego efektu.
O jakich różnicach mowa? Przede wszystkim teren. W odróżnieniu od północy, południowy region jest wielką płaską równiną ciągnącą sie wzdłuż Dniepru i morza Azowskiego. Na tym terenie nie ma wielkich lasów, rzek poza Dnieprem, … i co ważne NIE MA WIELKICH MIAST TYPU CHARKOWA na które można byłoby się oprzeć. Te które są , takie jak Melitopol, Tokmak … i oczywiście Mariupol. To są miasta które stoją na tej równinie i łatwo je obejść jeżeli ma się przewagę w liczebności ciężkich jednostek ( dla których taki teren jest idealny w natarciu ).
Dalej, logistyka rosyjska na południu opierała się na dwóch filarach. Krymie, z którego uczyniono wielką bazę wojskową i logistyczną i enklawie rosyjskim na okupowanej części obwodu donieckiego, gdzie tak samo 8 lat budowano infrastrukturę wojenną, która miała by wesprzeć przyszłe rosyjskie ofensywy w tym regionie. Do tego dochodzi pełna dominacja rosyjska na morzu Azowskim i tak samo pełna dominacja na morzu Czarnym na pierwszym etapie wojny. Przypominam, że w pierwszy miesiąc rosyjskie okręty podchodziły pod samą Odessę próbując wycelować jak na strzelnicy każdy ukraiński okręt, który mogli sobie znaleźć, a siły ukraińskie szykowały miasto do możliwego desantu morskiego. Kontrola nad morzem również usprawniają rosyjską logistykę.
W końcu rosyjska dominacja w powietrzu na ile może sięgnąć moja analiza, również na południu była wtedy bardziej jawna niż w innych regionach. Południe, to jest jedyny front gdzie na początku wojny mieliśmy obrazki całych spalonych na drogach ukraińskich kolumn i wielkich jednostkach pancernych które były niszczone podczas prób kontrataku.
Więc, wydaje mi się że odpowiedź na pytanie, dlaczego przegrano na południu, brzmi prosto – dlatego że go nie broniono. Przynajmniej nie broniono w ten sposób i w tym miejscu w którym nam się wydaje że ta obrona musiałaby się pojawić. Sugestie o tym że ukraińska armia mogłaby łatwo obronić wąskie przejścia z Krymu na lądową część Ukrainy, uważam za pozbawione jakiejkolwiek podstawy. Nie ważne ile sił ukraińskich próbowało by bronić tej bramy krymskiej. W tym miejscu byłyby jak na dłoni i musieliby się skoncentrować na małym kawałku otwartego terenie. Nie dostaliby żadnego wsparcia ani nie mieli by w tej sytuacji normalnego zaplecza. A rosjanie mogli by sobie spokojnie skoncentrować na tym małym obszarze tyle ognia ile byłoby potrzeba. Na Krymie mieli tego pod dostatkiem. Na ziemi, w powietrzu i na morzu. Tam zginęło by tyle ukraińskich jednostek ile by zostawiono dla obrony. I właśnie dlatego, sądzę, tych jednostek tam nie było. Uważam że dowództwo ukraińskie dokładnie w ten sposób oceniło sytuację i postanowiło swoje siły na południu wycofać do tyłu powoli prowadząc opóźniające walki w Melitopolu, Tokmaku, innych miasteczkach. Rosjan tak samo jak i na innych frontach zdecydowano wciągać w głąb przygotowując się do ich zatrzymywania już tam gdzie będzie lepszy do tego teren i rosjanie będą dalej od swego wsparcia i baz logistycznych.
Ale pozostają tutaj dwie kwestie które budzą wątpliwości. Pierwsza – Mariupol. Jak można było dopuścić rosjan na tyły tego miasta? Nie mam ocen szczegółowych z przeliczeniem wszystkich jednostek, ale sądzę że ogólnie na południu sił ukraińskich było mniej niż na północy w stosunku do atakujących rosjan, mało tego mam jawne wskazówki, że w momencie krytycznym dla obrony Kijowa, jednostki z południa przerzucano na północ traktując w pełni słusznie ten front za kluczowy. Kiedy wróg zaczął rozlewać się na równinę między Dnieprem a Azowem … obrońcy Mariupola mieli dwie opcję do wyboru, albo od razu się wycofać na nową linię obronną, albo wycofać się do miasta i związać rosjan walką na tak długo na ile starczy sił albo przyjdzie odsiecz. Wybrano opcję drugą. Ta decyzja skutki miała tragiczne, ale zarazem trzeba sobie jasno powiedzieć, że to związało tyle sił rosyjskich, że posuwanie się wzdłuż Dniepru w kierunku Zaporoża na tyły ukraińskich wojsk walczących w Donbasie, na tym etapie wojny stało się niemożliwe. Ta obrona kupiła ukraińskiej armii czas żeby 90km dalej na północ od Mariupola ustabilizować sytuację i zbudować nową linię frontu, która jest utrzymywana aż do dziś.
Druga kwestia – przeprawy przez Dniepr. Ja nie mogę powiedzieć co konkretnie się stało pod Chersoniem i Nową Kachowką. Dlaczego dwie przeprawy były utracone w pierwsze dni walk. Czy to była kwestia zdrady, zaskoczenia (w ta opcje trudno uwierzyć) czy strona ukraińska po prostu nie życzyła sobie wtedy zrujnowania kluczowej dla regionu infrastruktury. Co natomiast wiem. Staram się nie patrzeć na to kto został aresztowany i jak przebiegały taktyczne walki w tym regionie, tylko próbuję patrzeć z perspektywy całości tej wojny na tamte wydarzenia. Z perspektywy strategicznej. I wcale nie jestem pewien że to był dziwny brak uwagi ukraińskiego dowództwa do tak ważnych objektów jak mosty przez Dniepr, czy też tutaj po prostu nie wpuszczono rosjan w głąb terenu tak samo jak wpuszczano ich na innych frontach. I wtedy się okaże że w tym była pewna logika. Rosjanie nacierali nie próbując skoncentrować swoje uderzenia. Odwrotnie, rozpraszali je uderzając we wszystkie możliwe kierunki. Przekroczyli mosty nad Dnieprem i natychmiast ruszyli i na Chersoń i na Krzywy Róg i na Mikołajów obchodząc Chersoń. Ukraińska strona próbowała zatrzymać ich w oparciu o Chersoń, ale po poniesionych poważnych stratach wycofała się dalej. I rosjanie podążyli śladem . W końcu wydarzyło się tam to samo co na północnym froncie. Rosjanie zbytnio wydłużyli linie i zatrzymano ich w oparciu o pewne przeszkody terenowe kiedy byli już na skraju wyczerpania. Wtedy byli zmuszeni się cofnąć chociaż i wcale nie tak daleko jak to zrobiono na północy, bo … patrzeć wyżej wspomniany przeze mnie punkt dotyczący ich dobrej logistyki w tym rejonie. A teraz proszę sobie wyobrazić że ukraińska armia wysadziła by mosty od razu. Tak, to się wydaje być oczywistym rozwiązaniem które uratowałoby Chersoń, Ale tak jak i w przypadku Mariupola, jeżeliby te strzały które były puszczone na Mikołajów, Krzywy Róg, Odessę … byłyby odcięte na wstępie, to nie byłoby żadnego innego kierunku. Absolutnie wszystkie rosyjskie siły na południu zostałyby skoncentrowane w jednym miejscu i uderzyły by spójnie przez płaski teren zachodniego Donbasu na Zaporoże, Dniepr. Na tyły najlepszych ukraińskich jednostek trzymających wzmocnioną linię obronną na Donbasie. Co by niewątpliwie skutkowało wycofaniem się sił ukraińskich z pozycji na których teraz już 4 miesiące rosjan trzymają i zmuszają ich płacić tam za każdy metr ziemi krwią.
PODSUMOWANIE
Moja ocena ukraińskiej przegranej na południu więc jest następująca. To nie był żaden przypadek, niepowodzenie czy zdrada. Przyczyną tego wszystkiego są świadome i przemyślane decyzje ukraińskiego dowództwa. Oceniło ono, w moim rozumieniu, sytuację prawidłowo. Postawiło na uratowanie linii frontu w Donbasie, postawieniu priorytetem obrony Kijowa i wielkich aglomeracji miejskich na północy, które w zasadzie również były daleko wysuniętą linią obronną Kijowa. Ukraińskie dowództwo, w moim odczuciu, nie należy do tych kto boi się odważnych i trudnych decyzji. Miało za zadanie, nie przegrać Ukrainy jako państwa (któremu przypomnę zachodni oficjeli dawali 3 dni) nawet jeżeli trzeba było dlatego zadania osłabić lub poświęcić jakiś kierunek. Grało na czas. Utrata stolicy oznaczałoby przegranie wszystkiego, więc jest naturalne że ten kierunek był priorytetem. Stawiano również na oszczędne wykorzystanie sił. Zachować armię nawet za cenę oddania terenu. Razem z tym – zachować umocnioną linię w Donbasie na tak długim odcinku na jakim było to możliwe. I teraz na 5 miesiącu wojny, umocnienia tej linii są utrzymywane na odcinku ok 100 km! To jest odcinek na którym rosjanie przez 5 miesięcy NIE MOGĄ POSUNĄĆ SIĘ ANI NA METR. Linia frontu jak przebiegała po granicy administracyjnej miasta Donieck, tak i dalej tam przebiega. To jest coś, czego nigdy bym nie oczekiwał w swoich przemyśleniach o wojnie w lutym i marcu.
Natomiast sytuacja polityczna się zmieniła. Po Buczy przyznać publicznie, że południe po części po prostu zostawiono bo nie było jak go wtedy utrzymać, to oznacza podstawić siebie pod potężne niezadowolenie społeczne. Ludzie na ogół nie rozumieją tych szczegółów i trudności. Po wygranej pod Kijowem było też uczucie że ” A dlaczego wszędzie nie wygraliśmy”, ” A dlaczego zostawiliśmy swoich ludzi tam z tymi potworami?”. W tej sytuacji autorytet armii tradycyjnie jest nietykalny. On jest o wiele wyższy niż autorytet władz politycznych. Dlatego w jakimś sensie nie da się uniknąć tego że pytania będą kierowane właśnie do polityków, mimo że jestem pewien że decyzje podejmowali wojskowi. I podejmowali tak naprawdę trudne, ale słuszne. Władze polityczne w jakimś sensie zmuszeni są wezwać ogień krytyki na siebie … i żeby jakoś się ratować, oni szukają łatwych i zrozumiałych dla zwykłego ludu odpowiedzi na trudne pytania. I stąd mamy koncentrację na teorii o tym że „Południe sprzedali zdrajcy”
______________________________________________________________________
Drodzy czytelnicy, dla tych z was kto jest gotowy wesprzeć moją twórczość zapraszam na mój patreon. Wasze wsparcie wprost przekłada się na moje możliwości, poświęcać więcej czasu publicystyce.
https://www.patreon.com/frontiersmannews
Na zdjęciu, rozbity ukraiński T-64BV w rejonie walk o most antonowski koło Chersonia w pierwsze dni wojny. Na ogół ukraińskie jednostki pancerne wtedy poniosły tam dość ciężkie straty tracąc co najmniej 8 czołgów potwierdzonych materiałem filmowym i zdjęciowym.
#frontiersmannews
Zostaw komentarz