Owszem, kosztuje. Bo trzeba przyznać się do tego, że coś, co stanowi dla mnie jakieś dobro, otrzymuję mimo swoich wysiłków, z zewnątrz. Nie na wszystko, co mamy, zarobiliśmy własnym wysiłkiem. To, co sami sobie zawdzięczamy jest śmiechem w sali białych ścian w obecności Aniołów – psychiatrów. Jakiż one muszą mieć ubaw z takich deklaracji.

Nie ukrywam, że różaniec mi nie idzie. Rozpraszam się już na początku. Staram się ale nie wychodzi. Słyszę swoje słowa, ale lepiej swoje myśli. Prozaiczne, związane z podlewaniem kwiatów, karmieniem świnek morskich, zakupem biletów kolejowych.

Na tę okoliczność ułożyłem własny różaniec. Polega on na tym, że dziękuję Bogu za dobro, którego doświadczam, w sytuacji w której wydaje mi się, że dźwigam krzyże nie do uniesienia.

I nie mam najmniejszego problemu w tym, by każdy paciorek oddać Mu myśląc o tym, co mam i dzięki Niemu zyskałem. Jest tego tak wiele.

Dziękczynienie powiększa dobro, biadolenie ogranicza myślenie.

Nauczysz się dziękować, potem nauczysz się wszystkiego. co jest potrzebne do życia.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.