Nie chce mi się napisać czegoś składnie, bo to wysiłek, więc tylko serfuję po fejsbuku i swoim zwyczajem wdaję się to tu to tam w bitki i awantury. A to zapolemizuję z zawziętym „kaczoronienawistnikiem”, bo mi się już wszystko wywraca w środku, jak czytam te filipiki obrażonych kobiet (i mężczyzn) którzy na dwóch zdaniach z wystąpienia, budują całe kunsztowne gmachy antypisizmu, a to znów podyskutuję z równie zawziętą antykomunistką, ktora uważa, że rzeczywistość w Polsce zmieniałaby zasadniczo degradacja Kiszczaka i Jaruzelskiego, a największym, czerwonym (w głębi serca) zdrajcą sprawy jest prezydent Duda.
Nie wiem po co mi to potrzebne. Chyba taki charakter. Nic tak mnie nie frustruje jak ludzki brak logiki i umiaru.
Nie wiem jak to jest w innych krajach, ale w Polsce zasadniczym elementem debaty publicznej jest kłamstwo i oszustwo. Powiedziałabym nawet, że bez niego, praktycznie żadnej „debaty” w polskich mediach i mediach społecznościowych po prostu prawie nie ma ( z nielicznymi, szlachetnymi wyjątkami).
Debata bowiem zazwyczaj nie toczy się wokół spraw i
problemów, tylko wokół tego co kto powiedział.
Schemat jest mniej więcej taki: najpierw poluje się na jakiś fragment wypowiedzi delikwenta, który można wyrwać z kontekstu, albo zgrabnie przekręcić, a najlepiej i jedno i drugie. To może być kilka zdań, albo jeszcze lepiej wręcz fragment zdania.
Następnie włącza się OBURZENIE. Dociska się do dechy emocje. Tak od słowa „burza”. Burza robi się wielka, wicher, pioruny, grzmoty i zamieszanie. W tym zamieszaniu kompletnie nieistotna staje się dokładna, precyzyjna treść oburzającej wypowiedzi, już nie mówiąc o jej kontekście czy intencji. Nie daj Boże pisnąć, że coś „było wyrwane z kontekstu”.
Wyrwane z kontekstu?
Hahahahaha… co za wykręty…
Tu przechodzimy już od konkretnej wypowiedzi do niezbicie z niej wynikających katastroficznych, straszliwych uogólnień. Jeśli jednak będziesz upierać się przy potrzebie uściślenia konkretnej wypowiedzi i przy tym, że z niej te uogólnienia nie wynikają, kolejne co zostanie zastosowane to tautologia: X jest okropny, bo to paskudny facet. Albo X to paskudny facet bo przecież to oczywiste, że jest okropny. Albo w wydaniu bardziej sophisticated: X taki jest bo wszyscy XXX tacy są, wiadomo, czy tego nie zauważyłeś? Jak to możliwe, że tego nie widzisz.
Mam trzy ulubione przykłady tego jak działa ta gra w oszustwo, w przekręcanie słów i wyrywanie ich z kontekstu (choć oczywiście tych przykładów były przez ostatnie dziesięciolecie setki).
Pierwszy to przykład, który pamiętam doskonale, bo dotyczył mojego Ojca. Gdy Tata kandydował na Marszałka Senatu opozycja wpadła na pomysł by zablokować jego kandydaturę (w zemście za jakieś manewry PiSu z kolei w prezydium Sejmu). Zaczęła się przepychanka. Jako że Ojciec był jednym najdłużej wybieranych senatorów i postacią do ktorej dosyć trudno się było przyczepić, już w szczegolności w takiej parlamentarnej roli, zaczęto propagandowe manewry. „A czemu Panu tak zależy na zostaniu wicemarszałkiem Senatu” – zapytał zręcznie pewien dziennikarz (że niby rozumiecie, innym to wiadomo, nie zależy choć kandydują, a Romaszewski chciwy zaszytów, jemu zależy…)
„A czemu miałoby mi tak bardzo zależeć – obruszył się Ojciec – niby co to stanowisko zmieni w moim życiu? Że będę miał samochód służbowy?”
Bingo… jest.. powiedział „SAMOCHÓD SŁUŻBOWY”!!! Ha… chce mieć samochód służbowy, kandyduje bo chce samochodu służbowego, wyszło szydło z worka… Do dziś gdy wpiszecie w Google „samochód” i Romaszewski – z pewnościa Wam to wyjdzie. To że nic takiego nie padło i że intencja wypowiedzi była kompletnie inna – nie miało żadnego znaczenia. Chocholi porywał za sobą wszystko. A spróbuj tłumaczyć… ciekawe jak to zrobisz…
Drugi przykład odnosi się do drugiej strony politycznego spectrum do wywiadu marszałka Komorowskiego, w radiu (chyba w Zetce) w którym zapytany został o prezydenckie zwlekanie z nominacjami ambasadorskimi. Konkretnie wówczas chyba o ambasadora na Słowację, ktory wciąż nie był powołany. „No w końcu prezydent gdzieś poleci i sprawa się rozwiąże” (przy wizycie prezydenta w państwie gdzie wciąż był vacat ambasadorski, jasne było,ze ambasador musi zostać powołany przed wizytą i tak się właśnie w przypadku tej Słowacji stało). Jak zapewne wiecie, ten cytat żyje od kilkunastu lat swoim obłąkanym życiem. I calkiem nieważne, że odnosił się wtedy gdy został wypowiedziany zupełnie do czego innego.
Trzeci przykład – najśmieszniejszy, to zacytowanie przez Jarosława Kaczyńskiego fragmentu „Chorału” Kornela Ujejskiego „inni szatani byli tam czynni”. Naśmiewaniu się z demonologii Kaczyńskiego nie było końca, a przecież chodziło tylko o to,że przyczyną jakichś tam zdarzeń nie jest ten czy też ci, co się wydaje, a kto innny („Ależ o Panie! oni niewinni, choć naszą przyszłość cofnęli wstecz, Inni szatani byli tam czynni, o, rękę karaj, nie ślepy miecz!”).
No i tak to się kręci. A że kręcenie się z definicji nie posuwa niczego naprzód – tak sobie drepczemy na miejscu i miesimy kaloszami coraz głębsze i bardziej lepkie błoto,
Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zostaw komentarz