Radek Wiśniewski: Dzień 272. A ja myślę o tym jak o mały włos zostajemy mocarstwem na miarę naszych ambicji i możliwości
Nie śmieję się z naszej armii. W każdym razie staram się. Owszem, nie byłem entuzjastą swojego udziału w przedstawieniu zwanym służba zasadnicza. Dziecko ze mnie było chorowite, chłopiec wrażliwy, a z wojen najbardziej mnie frapowały mapy sztabowe. Także nie chciałem no nie. Zetka mnie ominęła, bo studia, a podchorążówka – bo już wtedy wszystkich nie brali, a ja miałem robotę i to w administracji. I tak jakoś dobiłem 48 lat.
Jeżeli w czymś trochę się orientuję, to może coś z techniki wojskowej, historii wojska, wojskowości – owszem, wchodzi w ten zakres, ale w wojsku nie byłem, z wojskiem nie współpracowałem. To, co wiem, znam – to czysta teoria. najlepszy dowód, że strzałów z broni palnej oddałem jak do tej pory około stu, na zamkniętej strzelnicy.
Zatem wszystko co tu napiszę można wziąć w spory nawias, ale czuję jakoś taką potrzebę, żeby się uzewnętrznić, a nie jest to bez związku z tym co się dzieje od ponad dziewięciu miesięcy obok nas,
a dzieje się wojna.
I to jest wojna największa i chyba można śmiało powiedzieć, że niestety także najkrwawsza wojna w Europie od 1945 roku.
I my jesteśmy tutaj zaraz obok.
I widzę, jak władza nasza, miłościwie jakże nam panująca po ludzku, robi dużo rzeczy.
Ja tej władzy nie lubię i nie cenię i mam masę powodów, których nie chcę tutaj omawiać bo jest ich zbyt wiele, a to tylko tłoczy pianę, a już nie ma co jej tłoczyć. I to jeszcze w gwizdek.
A władza ogólnie ogłasza, dumnie pręży brwi i stroszy muskuły a także bije w bęben zbrojeń. Władza kreuje się na bardzo dobrą władzę, która ma na wszystko pieniądze, a nawet jeżeli na wszystko nie ma to na bezpieczeństwo nie szczędzi i kupuje, kupuje, kupuje na potęgę.
W nawiązaniu do tego różne tam tłiterowe jakubiaki i perejry bredzą, że nawet polemizować nie ma z czym, a co rozsądniejsi sprawdzają czy im skrzydła husarskie dobrze leżą na tiszertach bo oto Polska nasza na mocarstwo rośnie, co to za rok w Moskwie selfiaki sobie będzie strzelać.
I oto już nie sugerowane przez NATO 3% budżetu na zbrojenia i wojsko mamy dawać, ale 5%. Tacy jesteśmy chwaccy.
I teraz będzie trudniej, bo będą przemyślenia.
Otóż po pierwsze:
Na razie jedynym dającym się przewidzieć pełnowymiarowym militarnym zagrożeniem dla Polski mogłaby być armia federacji rosyjskiej. A ona właśnie zbiera gruntowny #roswpierdol w Ukrainie i traci na potęgę zdolności bojowe. I tak długo jak trwa Ukraina z jej armią – tak długo możliwości ataku federacji na Polskę można między bajki włożyć. A nawet gdyby jutro Ukraina upadła – co jest raczej niemożliwe – to obecne straty, zużycie sprzętu, naruszenie rezerw strategicznych dosłownie wszystkiego wymagałyby uzupełnienia. A to uzupełnienie, w zależności od tego czego by dotyczyło – zajmie przy obecnym stanie gospodarki, finansów i stosunków międzynarodowych od kilku do kilkunastu lat.
Zatem po drugie:
Nie ma lepszej inwestycji w bezpieczeństwo Polski jak wspieranie w tej chwili ze wszystkich sił ukraińskich sił zbrojnych, opieka nad uchodźcami, taka dyplomacja w obrębie tzw. świata Zachodu, żeby nasz głos był poważany i słyszany.
Oczywiście po trzecie:
Armia naszego państwa w ostatnich 30 lat to głównie historia redukcji, redukcji, redukcji. Kontraktów, które ślimaczyły się latami, a potem bywało że unieważniano na finiszu, tylko dlatego, że dopinali je poprzednicy u władzy, po czym rozpisywano nowe kontrakty, które często prowadziły do zakupu w zasadzie tego samego sprzętu, ale 10 lat później – patrz historia zakupu ppk Spike z Izraela.
I w tym wszystkim trwała jakaś chora fascynacja wszystkim co można kupić, najlepiej z hamberyki, albo wziąć z tej hamberyki za pseudo-frajer (jak fregaty OHP), aby tylko pominąć krajowy przemysł i zajechać swoje własne know how.
Dlatego po czwarte:
Obecne zakupy wydają się mieć sens, wydają się wreszcie upragniona jakościową zmianą w armii po dekadach ścibolenia po kawałku, co ostatecznie dawało jakieś efemerydy zamiast systemów uzbrojenia i to jeszcze horrendalnie przepłacone. Ja wiem, że dominująca narracja, jak to się mówi, wskazuje że polski przemysł zbrojeniowy sam sobie winien bo nie stworzył na pniu polskiego Alpha Jeta tylko Irydę, że stworzył patrolowiec „Ślązak” a nie MEKO100, ale na miły bóg jak można normalnie cokolwiek robić kiedy z roku na rok nie jest się pewnym finansowania, wymogów i decyzji.
Ja wam odpowiem – tak się pisma literackiego nie da robić, wiem coś o tym, a co dopiero budować system uzbrojenia. Nie egzemplarz, ale system.
Także zanim miłośnicy Leszka Millera, Tuska, kogokolwiek zaczną rechotać z Błaszczaka Mariana, niech spojrzą w lustro i zrozumieją, że owszem, to co teraz się dzieje jest dziwne, ale wcześniej bywało też dziwnie.
A ja nie jestem symetrystą, więc to zdanie napisane przeze mnie ma jakąś ta wagę. Jest na serio.
Zatem dalej – po piąte:
Dobrze, że coś się ruszyło, ale ja dalej nie rozumiem tej eksplozji.
Rozumiem, że oddany Ukrainie sprzęt trzeba zastąpić, bo armia musi mieć możliwości szkolenia rezerw. Chociażby. No ale zakupy po kilkaset wyrzutni HIMARS i/lub ich południowokoreańskich odpowiedników – pomijając kto za to zapłaci i jakich horrendalnych zapasów amunicji by potrzebowały takie smoki – nie za bardzo rozumiem czemu by to miało służyć.
Tym bardziej, że sama wyrzutnia – bez systemu wokół – amunicji, rozpoznania, łączności, transportu, zaplecza naprawczego – nie będzie wiele warta.
Wojna w Ukrainie pokazuje, moim zdaniem, że nie liczy się aż tak bardzo ilość luf, prowadnic systemów rakietowych czy artyleryjskich ale precyzja rażenia, ich mobilność, utrudniająca ich zniszczenie, rozpoznanie, dające dane do precyzyjnego rażenia, zaopatrzenie umożliwiające ciągłe dotwarzanie gotowości bojowej.
W 1941 Armia Czerwona miała kilkanaście tysięcy czołgów. Ale nie miała systemu odtwarzania gotowości bojowej, w ogóle niemal. I te tysiące czołgów straciła w kilkanaście tygodni, ot, tak.
Po szóste:
Większość tych zakupów, na ile je śledzę podejmowana jest bez gwarancji udziału polskiego przemysłu, bez udziału i rozwoju polskiego zaplecza intelektualnego, bez przetargu, bez offsetu czyli równoważenia tych gargantuicznych już wydatków zamówieniami w strategicznych gałęziach polskiej gospodarki. Zakup naszej, rodzimej konstrukcji bojowego wozu piechoty poprzedzają testy, które powiadają skończą się w roku 2023 albo 2024. Nie słyszałem, żeby południowokoreańskie czołgi, wyrzutnie rakietowe, samoloty, wozy bojowe piechoty poddano testom porównawczym na podobnych prawach. Dziwnie to wygląda.
Po siódme:
Jeżeli te wszystkie zakupy okażą się faktem, to nadal – muszę was zmartwić – nie będziemy mocarstwem. Nawet regionalnym. Bo liczba sprzętu na papierze nie oznacza, że ten cały sprzęt jest dostępny. Potrzebni są ludzie do jego obsługi, nie tylko bezpośrednio, jak załoga do czołgu. Ale także ludzie do obsługi technicznej, serwisowej. To są dziesiątki tysięcy ludzi. No, chyba że sprzęt ma stać w składnicach na wypadek jakby był potrzebny. Ale nie ma sprzętu bezobsługowego, co wie każdy kto miał do czynienia z samochodem dziadka, co to go dziadek trzymał dziesięć lat w garażu i nie jeździł więc powinien być w idealnym stanie. I co? Jest? Nie. Zazwyczaj jest w stanie bardzo złym.
Co więcej – jak pokazuje znowu przykład wojny w Ukrainie, co ci po sprzęcie, skoro na przykład przy usterce, której nie da się usunąć w warsztacie polowym, musisz sprzęt wycofać do zakładu producenta albo przynajmniej co centru, serwisowego producenta. I tak na przykład zaawansowane i nowoczesne niemieckie i holenderskie Panzerhaubitze 2000 na służbie ukraińskiej muszą jeździć na naprawy do Litwy. Zatem fajne zakupy. Tak. I gdyby takie centra powstały u nas, to spoko, ale coś o tym nie słychać. A jeżeli nie powstaną i dajmy na to wybuchnie jakaś awantura na serio – to gdzie ten sprzęt będzie serwisowany i jak to wpłynie na ilość realnie dostępnego sprzętu w linii?
Nie wiem, może takie centra są w planach, ale jakoś tak to się układa, że głównie mowa jest o tym że kupujemy, kupujemy a wersje PL czołgu, wozu, haubicy kiedyś powstaną, bo jest taka wola.
Tylko że co z tego, że jest wola, skoro potem bywa niedola?
I dlatego też – po ósme:
Zwracam uwagę, że mówimy ciągle o deklaracjach, umowach ramowych etc. Nie take kontrakty już nasze państwo potrafiło anulować i zrywać, że wspomnę tylko #Caracale_wyklęte. Zatem na razie żadnym mocarstwem nie jesteśmy i nie będziemy tak długo aż te wszystkie zakupy, o których można powiedzieć, że deklaratywnie są potężne, ale układają się w część systemu. Ilość w pewnych szczególnych przypadkach potrafi zastąpić jakość, ale najczęściej jednak jakość nie wymienia się na ilość, a ta jakość to zaczyna się od myślenia.
Tak, co do obecnych miłościwie nam panujących mam podejrzenie, że mają kłopoty z tym ostatnim.
Po dziewiąte:
Armia w normalnym państwie zazwyczaj jest mniej więcej odbiciem stanu tego państwa jako całości. Truizm.
Bywa, że niektóre państwa z różnych przyczyn, próbują grać lub muszą próbować grać powyżej swojej ligi. Tak miała Polska dwudziestolecia międzywojennego przykład, ale też Finlandia czy Czechosłowacja. Każde z tych państw miało swój styl tej gry i swoje efekty.
Przerośnięte wydatki na wojsko nie odbędą się za darmo. Zresztą wobec wyprowadzania pierdyliarda wydatków poza kontrole społeczna, czyli poza budżet, kontrolowany przez parlament, przynajmniej de iure, kontrolowany – myślę, że jakby jakiś spec od finansów podliczył koszty tego wszystkiego to wypadnie więcej niż 5% budżetu.
Zatem nie dziwcie się, że kolejne gałęzie państwa i jego funkcje będą się zwijać coraz bardziej. Co zostanie zajechane?
No kultura to wiadomo, tej to nikt nie szanuje, chyba że może się pokazać na tle, ale wtedy kultura musi być odpowiednio tłumna. Znamy to. Discopolo za publiczne pieniądze, Kombi, Becia Kozdrak na ryneczku – jasne! galeria sztuki w ryneczku – nie, no a gdzie rentowność? Oj jak ja to znam. Dobra odpuśćmy, kultura zawsze zbierze.
W dupę.
Ale pomyślmy tylko? Nauka? Może po onkologii, psychiatrii dziecięcej sprywatyzować całkowicie położnictwo? A może ortopedię? A może dać sobie spokój z płacami nauczycieli? Ostatecznie do nauki paciorka i interpretacji czytanek o Janie Pawle Kremówce nie potrzeba jakoś świetnych ludzi, wykształconych, zmotywowanych i w ogóle. Ja chodziłem do szkoły gdzie na oko połowa nauczycieli nienawidziła nas serdecznie i swojej pracy, bili nas, szarpali za uszy i poniżali publicznie odreagowując niewątpliwie sporo swojej frustracji i żyję.
W sumie dlaczego nowe pokolenia mają mieć lepiej?
Także na ile ja umiem liczyć – to nie będzie bezbolesne.
Najlepsze zaś to, że nie bardzo wiadomo po co to ma być.
Będziemy mieli wielką armię, setki HIMARSów
(Ukraińcy mają ich kilkadziesiąt, a prowadzą wojnę…)
ale my, nasi bliscy
będą czekali jeszcze dłużej na zwykłe zabiegi onkologiczne. Będziemy zakładali zrzutki, siepomaga, dejmimahoromcórkem.pl przy każdej okazji a świat będzie na nas patrzył w zdumieniu, jakże to na takie zwykłe sprawy musicie robić wielkomorkiestrem?
I to nie będzie spojrzenie pełne podziwu. Serio, serio.
O ile się w ogóle uda, bo moim zdaniem – się nie uda.
Napisałem, że armia jest zwierciadłem w jakim odbija się państwo, nasze państwo, prawda?
A nasze państwo za chwilę będzie bankrutem. I będzie rewizja tych kontraktów. Przyjdzie ciocia inflacja z babcią recesja i wytargają za uszka Mariuszka. Błaszczaka, oczywiście. I powiedzą mu:
– było się uczyć matematyki Mariuszku, dodawać, odejmować, nieładny, brzydki chłopiec, nunu.
Ale uszy będą bolały nas, a nie Mariuszka. I nasze dzieci. I dzieci naszych dzieci.
Dlatego czasem myślę, że po dziesiąte:
Te megalityczne zakupy to nie są żadne zakupy tylko cholernie kosztowna kampania PR-owa na rzecz ponownego wyboru partii przewodnią na partię przewodnią. Nie przypadkiem wybiera się daleką Koreę na jelenia, któremu najpierw się powie, że kupujemy u was wszystko,a potem powiemy –
– ojoj chcielimy , ale się nie udało się.
Ewentualny skandal dyplomatyczno-handlowy oczywiście obniży wiarygodność kraju naszego, ale przedstawi się wtedy to jako wyraz troski o dobro wspólne.
Tak samo jak teraz wyrazem troski o dobro wspólne są te wszystkie deklaracje zakupowe. Bo na razie są to deklaracje – powtórzę.
A kogo z wyborców PiS interesuje skandal w kontaktach z jakąś tam Koreą.
Przecież to tylko żółtki, hehehe, oni mają małe, wiecie co, hehehe, – zaheha się jeden z drugą na imieninach u wuja wąstaego i tyle, a kartkę wyborczą wrzucą jak trza.
Teraz się ogłosi, a potem się nic nie zrobi, albo zrobi trochę, ale nie dokończy, ważne, że będzie okazja jeszcze jakiś czas porobić sobie konfy prasowe na tle tych wszystkich Łosi, Borsuków, Krabów, Raków, Langust, Homarów. To zawsze może dać decydujący procent, dwa, trzy w wyścigach.
Spytacie czy coś z tego może wyniknąć dobrego? No. Może. Bo gdyby przyjąć,że realne zamiary zakupowe to te, które ta ekipa lokuje w polski przemysł i ewentualnie hamberykański, to by nawet brzmiało całkiem rozsądnie. Skromniej, ale z sensem i być może w granicach jakichś możliwości naszego państwa, które – mówiąc brutalnie – powinno działać także kiedy Jarosław K. umrze na starość. A młody już nie jest jak pokazuje jego objazd po kraju (oby trwał wiecznie) – nie tylko ciałem, ale i duchem i umysłem osuwa się gdzieś w belle epoque.
Na razie podstawowym wozem bojowym polskiej piechoty zmechanizowanej ciągle jest słynny BWP-1.
I to jest póki co prawdziwy nasz obraz, jako militarnego mocarstwa.
Bo innym to nawet nie próbujemy być, czego pewnie ten żenujący mundial, którego nie oglądam – także dowiedzie.
Tymczasem – skoro najlepsza inwestycja w polskie bezpieczeństwo to na razie siły dla Ukrainy – powtarzam
Trzymaj się Ukraino
Dziękuję też za wspieranie mojego tutaj pisania poprzez wirtualne kawy w serwisie buycofee.to. Dziękuję za wszelkie objawy sympatii – lajki, udostępnienia, komentarze oraz – a jakże – wirtualną kawę postawioną tu i tam na buycoffe.to – link tutaj.
Póki co ciągle zachęcam do wsparcia zbiórki BBożydar Pająk Ważny jest tyleż grosz, co podrzucanie linków do zbiórki gdzie kto może – wykop, tik-tok, twitter, telegram, sam już nie wiem.
Dzisiaj tradycyjnie wrzucam zbiórkę na batalion medyczny (link tutaj) Медичний Добровольчий Батальйон Госпітальєри • Hospitallers Paramedics
– zbiórkę Bożydar Pająka na helikoptery ewakuacji medycznej (link tutaj).
Trzymajcie się!
Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.
Autor: Radosław Wiśniewski Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz