– Pan jesteś naukowcem, prawda? – zapytał zgarbiony starzec siedzący na wpół odśnieżonej ławce w Parku Pokoju.

– Owszem, jestem oficjalnie pracownikiem naukowo-dydaktycznym… Chciałbym być tylko naukowym, bo dydaktyka słabo mi idzie. Nie bardzo wiem, co miałbym mówić z sensem tym młodym ludziom. Ale dlaczego pan pytasz? – odrzekłem.

– Z ciekawości, sam kiedyś chciałem zostać naukowcem, miałem wiele myśli w głowie, takich wie pan, na maksa zintensyfikowanych, głównie górnolotnych, ale też zdarzały się te niższych lotów.

Obserwuję was, naukowców od dłuższego czasu i widzę, że każdy w zasadzie mógłby wykonywać waszą profesją. To wcale nie jest takie trudne być wykładowcą.

– Nieprawda, zaprotestowałem – do tego trzeba mieć powołanie. My tu kształcimy elity, ludzi myślących, ambitnych – brnąłem w te mniejsze i większe kłamstwa niejako odruchowo.

– Ludzie myślący to jestem ja, i ja panu mówię, że to całe Wasze gadanie idzie zasadniczo w powietrze. Jakbyś wylał na kamień kamforę. Po chwili jej nie ma i nikt nie wie gdzie jest.

– Ależ ja przecież tylko wspaniałych ludzi w swoim życiu wykształciłem, wypuściłem spod swoich skrzydeł, czy to się nie liczy? – zapytałem.

– Liczy się, odrzekł zgarbiony starzec, ale nie po tej linii. Ty ich nie wykształciłeś, bo obiektywnie rzecz biorąc słabym jesteś dydaktykiem i naukowcem. Pociągnąłeś ich swoją odwagą, nonszalancją, determinacją i szacunkiem dla poglądów, których sam nie akceptujesz. I cierpliwością, bo kapibary bywają okrutnie cierpliwe.

– Kto Ci to powiedział? – zapytałem z ciekawości.

– Nie chciałbyś wiedzieć, wierz mi. Ludzie z różnych stron i pozycji. Odmiennych orientacji i rotacji. Mówią, że jesteś tak uroczo niepoukładany, że wciąż szukasz siebie i oni mają to na onlajnie zupełnie za darmo. Że jesteś człowiekiem-zagadką, ale również człowiekiem-wróżbą. Ale to temat na osobną dyskusję.
– Dziwaczeję – wiem to – odpowiedziałem starcowi w Parku Pokoju. Każdym razie mam tego świadomość. Już nie uciekam od tego. Staram się ten stan jakoś oswoić. Godzę się już z tym co mam i z tym, czego nie mam. Filozofuję w wolnych chwilach dużo.

– Profesor chyba się przedwcześnie postarzał – powiedział asystent zgarbionego starca rzekomo w jego imieniu.

– Będę się starzeć kiedy zechcę, odparłem. I przez chwilę popłakałem się, bo przecież to nieprawda.

– Kochasz Pan Bałkany jak i ja, zatem zaśpiewajmy razem.
– Zgoda, odpowiedział człowiek z Parku Pokoju.